Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 39 gość(ci) i 2 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: PRZYJACIEL **
Wysłano dnia 06-10-2002 o godz. 16:10:53
Autor: ewa szala

To będzie wielki dzień. Sześciolatka uśmiecha się do swoich myśli. Siedzi na okiennym parapecie. Raz po raz, najostrożniej jak umie, wychyla swoje ciałko poza ramy otwartego okna, by z wysokości pierwszego piętra dokładnie spenetrować okolice. Chodnik jest suchy i rozgrzany jak płaskowyż Nazca. Na nim narysowane cegłą baby grzeją się w popołudniowym słońcu. Wczoraj wygrzebane spod krawężnika czerwonoskóre mrówki pewnie już dawno wróciły do mrowiska, albo zdechły, a ich martwe korpusy suszą się w szczelinach betonowego chodnika.
Dziewczynka podnosi głowę. Jej wzrok przeskakuje czerwone dachy domów z naprzeciwka i biegnie dalej, i dalej, aż po jasną, półokrągłą linie horyzontu. Tam równina z wybielonym słońcem zbożem jest jak rozłożone na łóżku prześcieradło. Widzi siebie idącą pośród falujących na wietrze zbóż. Księżyc okrągły i połyskliwy jak wypolerowane jabłko oświetla jej drogę, a ona idzie, idzie, wciąż idzie, widzi, że kłosy są coraz wyższe i wyższe, i coraz bardziej rozchwiane i widzi, jak ukryta w tych zbożach niknie.
Za ścianą turkocze maszyna. To ciotka szyje dla niej niewygodną sukienkę. Ciotka jest stara i gruba. Co wieczór kręci siwe włosy na papierowe wałki. Strasznie nudno jest mieszkać u ciotki.
Na parterze mieszka jej przyjaciel, taki dobry przyjaciel, który jest zawsze na swoim miejscu. Nigdy nie trzeba go szukać, gdy potrzeba z kimś porozmawiać. I nigdy też nie trzeba na niego czekać, bo on zawsze czeka. Siedzi na wózku przysuniętym do stołu. Na jego kolanach często siedzi kot. On głaszcze kota dużą, pomarszczoną i kościstą ręką. Jej przyjaciel jest stary. Dlatego ona kiedy wozi go wózkiem dookoła stołu, robi to bardzo powoli, tak powoli, że nawet ten zaspany kot nie spada mu z kolan. W czasie tej jazdy opowiada swojemu przyjacielowi wszystko, co wie o świecie, i w tym miarowym obrotowym ruchu opuszczają pokój. Za pierwszym rogiem stołu szumi wielkie morze, za drugim zaczyna się gorąca Afryka. Ocierają wtedy pot z czoła i udają, że widzą słonie, które kiedyś zobaczą naprawdę, gdy razem uciekną w świat.
Za ścianą przestaje turkotać maszyna. Dziewczyna schodzi z parapetu, staje przy drzwiach i nasłuchuje, czy ciotka do niej idzie. Idzie. Przynosi sukienkę. Sukienka ma bufiaste rękawy i falbankę na dole. Ciśnie pod pachami.
- Duszę się w tym – mówi dziewczynka.
– Wyprostuj się! – Ciotka uderzą ją w plecy, a ona w odzewie wygina ramiona przesadnie do tyłu, napina dziewczęcą pierś w nadziei, że materiał pęknie. Nie pęka. Potem na komendę odwraca się. Podnosi rączki. Obraca się. Opuszcza rączki.
– Wolniej, wolniej, i nie machaj tak tymi rękami – denerwuje się ciotka. Więc dziewczynka kręci się coraz wolniej, i wolniej, i staje się wirującą wokół własnej osi ziemią, ubraną w pstrokatą sukienkę z lądów i oceanów.
– W tej sukience jesteś panna jak malowanie. – Ciotka z uśmiechem klęka przed dziewczynką. Wbija w materiał szpilkę za szpilką znacząc podłożenie. – No, a teraz ściągaj – mówi.
Gdy za ścianą znowu rusza maszyna do szycia, dziewczynka wsuwa się pod łóżko. Wysuwa się po chwili, ciągnąc dwa związane ze sobą prześcieradła. Kolejne prześcieradło wyciąga spod pierzyny. Przywiązuje je do tych dwóch już związanych. Długo i mocno ściąga węzeł. Na koniec wbija w niego zęby. Bolą. Supeł jest solidny, bo jest twardy. Z zadowoleniem więc przesuwa w rączkach gotowy prześcieradlany sznur, a jej mózg zaczyna produkować radosne obrazy.
Widzi siebie, jak nocą po tych prześcieradłach spuszcza się przez okno do pokoju, w którym czeka na nią jej przyjaciel. On udaje, że śpi, więc ona budzi go z udawanego snu, wsadza na wózek i wywozi w świat. I widzi, jak uciekają razem tak, jak planowali i jak mu obiecała. I widzi siebie pchającą ten wózek, i wyboistą ścieżkę, i siwą głowę przyjaciela przechylają się to w prawo, to w lewo, i w przód, i widzi, jak idą i idą, wciąż idą, i jak nikną za narysowaną czarnym flamastrem linią horyzontu.
Dzwonek do drzwi brzdęka raz, i brzdęka znowu. Milknie maszyna do szycia. A dzwonek brzdęka jeszcze, i brzdęka znowu.
– Otwieram – ciotka w biegu przekrzykuje dzwonek. - Otwieram.
Ciotka dostaje zadyszki, i ostatkiem sił wyrzuca z siebie – A co to się stało? I dzwonek milknie.
Dziewczynka przezornie staje w drzwiach pokoju, gdzie na podłodze leżą powiązane prześcieradła, gotowa ciałem bronić wstępu, gdyby ciotka chciała tam zajrzeć w drodze powrotnej. Ciotka wychodzi. Zostawia niedomknięte drzwi. Przeciąg robi swoje i niknie szpara w drzwiach, która przypominała o ciotce.
Nocą, gdy będzie uciekać, koniecznie musi dokładnie zamknąć drzwi, żeby nie pozostawić po sobie żadnej szparki, przez którą ciotka mogłaby usłyszeć, jak stawia na ścieżce pierwsze kroki i jak popiskują koła inwalidzkiego wózka. Za tymi drzwiami ona zostawi ciotkę. Jej przyjaciel zostawi starą żonę. Rano obie ubiorą się w kwieciste fartuchy i niewygodne sukienki, i będą szeptać między sobą, i będą pytać się siebie nawzajem: „A jak to się stało?”, a potem „A czemu tak się stało?”. Wtedy oni będą już w krainie Indian. Indianie potrafią leczyć ludzi tajnymi sposobami, lepszymi od cudownej wody, po którą jechały z ciotką do pewnego kościoła, a której ona nie mogła spróbować, chociaż bardzo ciotkę prosiła, bo cudownej wody nie można pić ot tak sobie, nawet po łyku. Indianie będą leczyć jej przyjaciela oparami z ziół. I tak długo będą go okadzać, aż szaman powie mu: „wstań i idź”, i na ten rozkaz jej przyjaciel podniesie się z inwalidzkiego wózka, podziękuje szamanowi i podaruje mu niepotrzebny wózek.
Sześciolatka siedzi na okiennym parapecie i z wysokości pierwszego piętro ogląda okolice. Karetka najechała na narysowane kredą na chodniku baby. Dziewczynka zbiega na dół. Drzwi do domu jej przyjaciela są otwarte. Ciotka stoi na progu. Podbiega więc do niej i pyta: Co się stało? A ona udaje, że nie widzi, więc szarpie ją za rękę.
- Idź na górę – mówi ciotka – nic tu po tobie.
Dziewczynka nie daje się zbyć byle czym, więc wyrzuca z siebie raz za razem to samo pytanie: co się stało?.
– Idź na górę! – odburkuje ciotka.
Dziewczynka stoi przy oknie. Biali sanitariusze niosą na noszach jej przyjaciela. Nosze, przyjaciel i sanitariusze nikną w karetce. Dwie stare kobiety wychodzą na chodniku. Stają. Na brzuchach opierają splecione ręce i szepczą coś między sobą. Zasupłane prześcieradła leżą na podłodze. Karetka odjeżdża. Kończy się świat.
Czytaj
Tekst lubią:
Vanillvi,

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 4 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: PRZYJACIEL /z cyklu o dorastaniu, albo o sąsiadach - nowelka/ * *
przez Rojewski dnia 06-10-2002 o godz. 22:06:02 http://www.netkultura.pl
W wymiarze estetycznym i "wizualnym", bardzo mi się podobało. Jakbym widział podwórko-studnię, odrapaną kamienicę, dziecko itd, z okna na przeciwko. Bardzo plastyczny tekst. Natomiast nie za bardzo wciągnął mnie emocjonalnie. Nie identyfikuję się ani z marzeniami ani z rozmiarem dramatu dziewczynki nawet poprzez pamięć własnego dzieciństwa. Ale pamięć zawodna, a człowiek jest już znieczulony i cyniczny. Nie mogę po prostu uwierzyć w ostateczną tragedię końca świata marzeń. Zakończenie jest jakby urwane, tu coś jeszcze musiało się zdarzyć. Jeśli koniec świata się ziścił, to może tylko na chwilę, ułamek sekundy. Coś mi tu zgrzyta, sam nie wiem, co. Jakoś jestem zagubiony w tym zakończeniu. Czy ma mnie to czegoś nauczyć, czy mam wyciągnąć z tego jakiś morał? A może to po prostu relacja zdarzeń i przeżyć, taka faktyczno-psychologiczna impresja. A może to coś podobnego do filmowej etiudy? Ja odbieralem to opowiadanie wręcz filmowymi obrazami.

Nic tylko cyfrówkę do ręki i na podwórze.

Reasumując mam lekki zamęt w głowie, ale prozy zazdroszczę i pozdrawiam




Re: PRZYJACIEL /z cyklu o dorastaniu, albo o sąsiadach - nowelka/ * *
przez marcinjerzymoneta dnia 28-02-2011 o godz. 19:50:04 http://trupywszaffach.pl/
tekst jest nieźle napisany, ale generalnie jest banalny. Za to dostaje się aż dwie gwiazdki na tym portalu?
Motyw samotnej dziewczynki w krainie marzeń ograny do bólu. Zakończenie sztampowe - oczywiście moim zdaniem - jedyny przyjaciel dziecka umiera. Dziewczynka zostaje sama, już nie przeniosą się do indian ani na rozgrzaną sawanne Afryki.
Mam wrażenie, że takich opowiadań są setki. Ładne, ckliwe i banalne.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim