Nowe recenzje
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 38 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 | V OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA AUTORSKĄ KSIĄŻKĘ LITERACKĄ- ŚWIDNICA 2012 |
 | DACH w lutym |
 | wizja śmierci w romantyzmie |
 | Konkurs Małych Form Prozatorskich Wrzenie VI |
 | Cytat z Forum |
 | Szymborska |
 | Harosław Jaszek: jeśli zwycięży wolność słowa… |
 | WISŁAWA sZYMBORSKA NIE ŻYJE |
 | RIP |
 | TAJNE KOMPLETY - NAJPIĘKNIEJSZA KSIĘGARNIA - GŁOSUJ |
 | Styczniowy DACH |
 | Krzysztof Gąsiorowski nie żyje. |
 | Niektórzy lubia poezję |
 | Palahniuk versus Zafon |
 | Podsumowanie 20011 roku w Księgarni Tajne Komplety |
 | Tren pt. Grab-Ula mówi o pieszczotach Orszulki na łonie przyrody. |
 | Współczesna poezja |
 | Co zrobić, żeby pierwsze rozdziały pisanej przeze mnie nie były nudne? |
 | Pierwsze zdanie! |
 | Wielowątkowość |
 | Czarny Kot |
 | CHOIŃCZYK-ŚWIĄTECZNA GRA DEKADY! |
 | 3 lata slamu w Od Nowie |
 | MAGAZYN CEGŁA 21 nr do zjedzenia na 6 opłatkach wigilijnych |
 | Moje konto w FL. |
 | Spotkanie poetyckie |
 |
Epika: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
Wysłano dnia 16-12-2005 o godz. 12:29:35
Autor: mictlantecutli
Szedł wąską uliczką, starając się zapanować nad natłokiem myśli, które niczym czarne zmory, budziły w nim strach i paranoję. Modlił się w duchu, aby tym razem nie dopadły go halucynacje. Spoglądał z niepokojem na mijających go ludzi, bojąc się, że dostrzeże w którymś kogoś zupełnie innego, niż był w rzeczywistości. Kogoś wyimaginowanego, istniejącego jedynie w jego wyobraźni. Popadał w obłęd i coraz bardziej zaczynał zdawać sobie z tego sprawę. Myślał o kobiecie, którą spotkał wczoraj nad rzeką. Uśmiechała się
do niego, eksponując swoje równe, białe zęby, a potem skinęła głową,
dając mu do zrozumienia, że pragnie, aby do niej podszedł. Zrobił
pierwszy krok, a potem kolejne. Zaczął biec do niej, nie spuszczając
wzroku z jej długich blond włosów. Poczuł w sobie energię, która pchała
go do przodu i kiedy znalazł się w odległości około kilku metrów od
kobiety, ta cofnęła się, a potem zaczęła krzyczeć. Wrzeszczała w
niebogłosy, jakby dostrzegła w nim diabła z najczarniejszych zakątków
piekła.
A potem jej głowa eksplodowała. Zobaczył różowe kawałeczki mózgu
zmierzające w jego kierunku, oraz hektolitry krwi, która tryskała z
rozszarpanych żył.
Zaciskając zęby i pięści, jęknął z bólu, który przeszył całe jego
ciało. Zamknął oczy, starając się opanować przed zwymiotowaniem i
niepohamowaną chęcią wydobycia z siebie wrzasku.
Otworzywszy oczy, zobaczył, że kobieta znikła. Przerażony spojrzał na
swoje dłonie, a potem przebadał wzrokiem ubranie. Było niemal
nieskazitelnie czyste, bez śladu mózgu i krwi.
Kiedy o tym pomyślał, poczuł mrowienie na plecach, oraz niepohamowaną
chęć ucieczki. Ucieczki przed niewidzialną bestią, która czaiła się
niedaleko, gotowa na to, aby zaatakować znienacka.
Czuł jej nieprzyjemny zapach. Kryła się w pobliskich krzakach, albo pod ziemią. Mogła być wszędzie.
Minęła go młoda, wysoka kobieta. Zamknął oczy, spuszczając nisko głowę.
Zlękniony zaczekał, aż oddaliła się na bezpieczną odległość.
Zaczął biec.
Wbiegając na most, potknął się o pękniętą płytę chodnikową i
prawie upadł. Syknął pod nosem przekleństwo, po czym zamknął na moment
oczy, pragnąc opanować narastającą irytację. Zdawał sobie sprawę z
tego, w jakim jest stanie i że musi pokonać wiele kilometrów, zanim
znajdzie się w zaciszu swojego domu. Wtedy odpocznie, da się ponieść
wyobraźni. Nie mógł już patrzeć na pędzącą do przodu cywilizację,
raniącą każdy kawałek natury, stworzonej przez Boga. Nie mógł już
słuchać wrzasków i lamentu, wydobywających się z wielkiego dzieła
Stwórcy. Wszystko niszczono, burzono, wycinano, zabijano.
Powstawały nowe budowle, kolejne norki i tygrysy poświęcano na
produkcje obuwia i płaszczy dla modnych kobiet. Czymże jest moda w
obliczu dzieła Boga? Nie potrafił pojąć otaczającego go świata.
Nienawidził go i pogardzał każdą jego cząstkę.
Uciekał.
Tuż za nim biegło dwóch mężczyzn - jego najlepsi przyjaciele, usiłujący
nie stracić go z oczu. Na ich twarzach malowało się zmęczenie i
zdziwienie. Jeden z nich krzyknął, lecz Edvard nie usłyszał słów. Parł
przed siebie, próbując walczyć z żalem i smutkiem, który go opętał. Oni
też chcieli go przekonać do świata pełnego brudu i nienawiści.
Tolerowali postęp cywilizacji, nie zdając sobie sprawy ze śmierci
natury.
Któryś z nich mógł być bestią. Sprytną, czekającą tylko na jego błąd
bestią, której ostre jak sztylety pazury miały tylko jedno
przeznaczenie – dopaść go.
Myśli o niewidzialnym prześladowcy mieszały się z myślami o świecie,
którego kompletnie nie potrafił pojąć. Wyobcowany, pragnął jedynie
uciekać. Zaczął się modlić, chociaż wątpił w siłę słów kierowanych do
Najwyższego. On nigdy go nie słuchał. Zawsze zdawał się stać obok i
tylko patrzył.
Natura zachorowała, natura zachorowała, zachorowała! Moja kochana! - W
pewnej chwili chciał zapłakać, ale pohamował się. Zacisnął pięści i
nabrał w płuca zimnego powietrza, odczuwając bezradność. Nie mógł dać
się okiełznać sile desperacji. Czuł, że prawie go dopada, usiłowała nim
zawładnąć i była przy tym silna, jak nigdy dotąd. Czekała tylko na
moment, aż się podda.
Oczyma wyobraźni znowu dostrzegł tę twarz. Była piękna, o ostrych
rysach, gładkiej skórze i lekko zadartym nosku. Uśmiechała się do
niego.
Kiedy skinęła głową na znak, aby się zbliżył, jęknął. Zacisnął pięści.
Poczuł jak paznokcie jego placów wbijają się w dłoń, a potem
przyśpieszył.
Nie należał do osób płochliwych, poddających się trudnościom losu i
także teraz, w obliczu zbliżającej się zagłady, będzie musiał stawić
jej czoła. Zrobi to dla potomnych. Będą wiedzieli, jak żył. Będą go
naśladować - daj Boże! Zmagał się z koszmarem, którego nikt nie
potrafił zrozumieć. Był jak brzydkie kaczątko w stadzie dorodnych
łabędzi.
Nagle zatrzymał się, czując, że za moment jego całe ciało eksploduje.
Usłyszał paranoiczny śmiech swojej wybranki, a potem zobaczył
wyciekającą z jej uszu krew.
Spostrzegł, że zaszło słońce. W jednej chwili zrobiło się ciemno i cicho, jakby wszystkie żyjące stworzenia wymarły.
Drżąc na całym ciele, odwrócił się i ujrzał swoich przyjaciół. Sapali,
a jeden z nich - wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu, zgiął się w pół,
jakby miał za moment zwymiotować.
Edvard chciał jedynie znaleźć się w domu. Z dala od ludzi, z dala od
upiornych myśli, zradzanych z ponurej codzienności. Zamykał i otwierał
oczy, pragnąc pozbyć się krwawych wizji, ale te wciąż opętywały jego
umysł, szatkowały psychikę i stawały się coraz wyraźniejsze.
Miał właśnie ruszyć, podjąć dalszą ucieczkę, kiedy usłyszał głośny huk, a potem z nieba lunęła krew.
Krzyknął.
Jego wrzask odbił się donośnym echem, ogłuszając oniemiałych mężczyzn, stojących kilka metrów za Edvardem.
Niech patrzą! Niech patrzą, jak natura krwawi!
Mężczyzna krzyczał, a jego twarz wyrażała przerażenie i niewyobrażalny
strach, po stokroć głębszy od strachu przed wampirami, pająkami, czy
wężami.
Krzyczał, przykładając obie dłonie do twarzy, jakby nie dowierzając, że
koszmar rzeczywiście trwa, że to właśnie on musiał znaleźć się w jego
epicentrum. Jego głowa zdawała się pękać w szwach, czuł niewyobrażalny
ból, który narastał z każdą kolejną sekundą.
Krwawiąca twarz kobiety pojawiała się i znikała w jego umyśle, niczym igrający z jego strachem upiór.
Zawył, z trudem przełykając ślinę.
A potem zamilkł.
Oddychał szybko, a z jego rozchylonych warg sączyła się krew.
Przestało padać.
Kiedy zerknął na dłonie, zobaczył, że są czerwone. Były całe we krwi.
Zadrżał, czując uporczywe pulsowanie w skroniach.
Spuścił wzrok i zobaczył na ziemi kobiecą głowę. Jej oczy były otwarte,
a usta rozchylone, jakby chciała go pocałować. Dostrzegł jej
rozszarpaną krtań, a potem wrzasnął, zanosząc się szlochem.
A potem znowu ruszył w pogoń.
W pogoń za domem, za płótnem, które już czekało, aby go wysłuchać, aby ukoić ból.
- Kochanie, wróciłeś - powiedziała, posyłając mu całusa na przywitanie.
Nie odezwawszy się, wszedł do pracowni, a potem stanął przed białym
płótnem, zastanawiając się, czy zdoła żyć dalej. Chciał namalować
złość, desperację, lęk przed jutrem. Zacisnął pięści, a potem pochwycił
pędzel.
Stała za jego plecami i prawie czuł zapach jej perfum.
- Zaparzyć ci herbaty? - zapytała, wiedząc, że nie odpowie.
Nie odpowiedział.
Kiedy zobaczyła w jego oczach łzy, stanęła naprzeciwko i delikatnie starła je rękawem swojego powyciąganego swetra.
Płakał, trzymając w dłoni pędzel; kurczowo, jakby był grzechotką, mającą go pocieszyć.
- "Szedłem drogą z dwojgiem przyjaciół -
Słońce zaszło
niebo nagle stało się krwią i poczułem
jakby oddech smutku
Zatrzymałem się - oparłem o balustradę
śmiertelnie zmęczony
Nad niebiesko-czarnym fiordem i miastem wisiały chmury kapiącej
parującej krwi
Moi przyjaciele poszli dalej a ja zostałem
Drżąc ze strachu z otwartą raną w mojej piersi
Wielki, niekończący się krzyk przeszył naturę"*** - rzekł beznamiętnie,
a potem odrzucił pędzel daleko za siebie, jakby ten nagle zaczął parzyć.
- Wyrzuć to z siebie - powiedziała ze współczuciem w głosie, spoglądając na częściowo zamalowane płótno.
Patrzyła na niebo. Było czerwone. Czerwone niczym przekrwione oczy, spoglądające z przerażeniem na resztki natury.
A potem dotknęła jego policzka.
Wzdrygnął się, zaciskając mocno powieki i pięści. Kiedy otworzył oczy,
spostrzegł, że jest sam w pracowni. Znikła, chociaż mógł przysiąc, że
wciąż czuł jej obecność, jakby stała tuż za jego plecami, wykonując te
same ruchy co on, tak, aby nie mógł jej dostrzec. Wciąż czuł zapach jej
perfum, nawet dużo później, kiedy kładł się spać…
- Wyrzuć to z siebie – usłyszał jej cichy szept, będąc już w łóżku i
zasypiając. Nie odpowiedział. Skinął tylko głową, jakby na znak zgody.
***słowa Edvarda Muncha, po których powstało najbardziej przejmujące dzieło malarza - "Krzyk".
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez wskocz dnia 16-12-2005 o godz. 13:35:06 | Bezbłędne! Na mnie na prawdę zrobiło wrażenie. Tu się po prostu nie ma czego czepić. Daję *****
Pozdrawiam
P.S.
Mam jednakoż takie odczucie (opdobnie jak ADM), że ten kawałek bardzo dobrze prezentowałby się jako wyimek z czegoś większego. Myślę, że autor mógłby spokojnie pokusić się o kontynuajcę w większym wymiarze (mini powieść biograficzna na ten przykład). Pod warunkiem jednakm, że będzie to utrzymane w zaprezentowanym stylu. |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Rojewski dnia 16-12-2005 o godz. 13:45:50 http://www.netkultura.pl | | Taka mroczna odrealniona częściowo wykreowana biografia, prawda? ;) |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez wskocz dnia 16-12-2005 o godz. 14:52:45 | | O, to, to... |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez rahl dnia 16-12-2005 o godz. 13:51:32 | "mini powieść biograficzna na ten przykład" - no nie wiem...:)))
Pomysł zaiste z tych trafionych:), jakbym się postarała (a wiesz, że rahlinka okrutną kobietą jest:)) to ze dwa zdania zdania do wymiany;) - styl.
Szczerze mówiąc zaskoczyłeś mnie, o modzie to tu niezbyt wiele:)))
Generalnie jedno z Twoich lepszych opowiadań.
|
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 16-12-2005 o godz. 15:57:22 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Wskocz - serdecznie Ci dziękuję za przychylny komentarz, niezmiernie mi miło mogąc czytać, że opowiadanie zrobiło wrażenie:)
Co do kontynuacji w większym wymiarze - szczerze powiedziawszy, nie myślałem o tym;) Chociaż może kiedyś coś skrobnę...coś dłuższego;)
Rojewski - Cieszę się, że utwór przypadł do gustu:) Wiesz, długo myśałem nad tym, czy pisać o Munchu - dopiero, kiedy dowiedziałem się, że facet miewał potwornie męczoące halucynacje, w mojej głowie pojawił sie taki, a nie inny pomysł:) Z początku chciałem pisać po raz kolejny o Salvadore Dali'm i jego "Płonącej żyrafie" wcialając się w rolę ukrytego obserwatora koszmARU, mającego miejsce w umyśle malarza. Ostatecznie wybrałem Muncha, i cieszę się ztego, a jeszcze bardziej, że trafiłem w gusta:)
rahl - opowiadanie o modzie pojawi się pewnie jako następne, jednak najpierw muszę je ukończyć;)
Dwa zdania do wymiany" - dokładnie, w oryginale już wypleniłem błędy;)
dkj - Dzięki za dobre słowo. Podbudował mnie Twój komentarz:) Długo myślałem, czy puszczać ten krótki utwór w "świat", czy też pozostawić go tylo dla siebie - spontanicznie wpisałem tytuł i kliknąłem wyśłij...i nie żałuję;)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dzięki za lekturę;)
|
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Ryba dnia 16-12-2005 o godz. 20:01:28 | | obrazowa wizualizacja dark side własnego ja, impresja w głąb siebie, dopracowana warsztatowo i stylistycznie czyli widok niecodzienny w fabrycznej prozie. Mam mieszane uczucia ad. Muncha, czy Krzyku nie da się czymś innym zastąpić, obraz ten jako wizerunek "niemal powszechnego użytku" pauperyzuje moim zdaniem peel-a, z drugiej strony budzi jednoznaczny wydzwięk emocjonalny, pytanie czy konieczne jest posługiwanie się zapożyczoną retoryką? Tego nie wiem ale że tekst jest wart uwagi nie mam wątpliwości. |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez awdzsd dnia 17-12-2005 o godz. 13:46:31 | To chyba najlepszy tekst, jaki autor wrzucił na fabrykę od czasów "Cierpliwości". Naprawdę fajny tekst i właściwie nie widzę żadnych wad.
Pozdrawiam!
|
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Sheisebrick dnia 17-12-2005 o godz. 17:38:35 | Ktoś (chyba Brando) powiedział o Nicholsonie, że to wirtuoz, który gra jednym palcem na jednym klawiszu pianina. Ja podobnie powiem bym powiedział o autorze. Bo większość opowiadań bazuje na budowaniu napięcia, za pomocą tych samych, niezmiennie metod(np. w tym opowiadaniu bohater zaciska pięści chyba z pięć razy). Fakt jednak, że robi to bardzo dobrze. :)
To opowiadanie, dobre jeśli jest to przez pomysł właśnie. Choć wcale to nie nowy pomysł "połączenia obrazu i tekstu" bo zrobił to już choćby Thomas Harris z obrazem Blake'a w "Czerwonym Smoku", jednak napewno ciekawie wyszło.
Jak zwykle się czepnę jednak mimo wszystko, za minusy uważam początkowy opis, zbyt dosadny (te eksplodujące kawałeczki mózgu, i hektolitry krwi) no troszeczke jak z taniego horroru.
Pozatym bardzo dobre (nie przynudzające jak to sie czasem Mic'owi zdarza ;) ) opowiadanie
m.~ |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez awdzsd dnia 17-12-2005 o godz. 19:53:39 | Podpisuje się w dużej części, pod wypowiedzią Sheisebricka. Niby Mic cały czas i w kółko to samo podaje, a jednak zawsze co najmniej zjadliwie :D
A z tym obrazem, to nikt nie mówi, że to jakiś niesamowicie oryginalny pomysł, który nigdy wcześniej się nie pojawił. Wiadomo. Ale w każdym razie nie jest to pomysł oklepany, a tu na dodatek dobrze zrealizowany.
Początkowo, w swojej pierwszej wypowiedzi chciałem dać jako minus to, co Sheisebrick nazywa "zbytnią dosadnością". Też mnie to drażniło. Tylko widzę, że autor taka stylistykę przyjął i z tego punktu widzenia trudno jest mówić, że to jest wada tego opowiadania.
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Sheisebrick dnia 17-12-2005 o godz. 21:00:55 | tak tak ja sie zgadzam, pomysł nie najświeższy, ale napewno da sie z niego wiele wycisnąć. i mic wycisnął. po prostu nie zaznaczyłem tego :)
pozdrawiam
m.~ |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 18-12-2005 o godz. 00:52:07 http://www.rcichowlas.blogspot.com | eksplodujący mózg musi zostać - to mój ulubiony fragment;)
A poważnie - dzięki za lekturkę, sheise, i miło "słyszeć", że nie utwór nie znudził.
Pozdrawiam! |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez rahl dnia 18-12-2005 o godz. 12:13:17 | mic jeśli z Twoich opowiadań znikną eksplodujące mózgi i krew to ja przestanę je czytać:)
Każdy pisarz ma jekieś "definiujące" go motywy, Twoje są takie, czyż nie?:)
BTW u mojego ukochanego T. Goodkinda jest to obraz bohatera, który ze zdumieniem patrzy jak jego własne wnętrzności wylewają się na podłogę:))
A swoją drogą Sheise coraz bardziej mnie zdumiewa, może jednak pod zbroją drzemie wrażliwy młodzieniec?:) |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Anonimus dnia 18-12-2005 o godz. 15:38:55 | Nie znikną rahl, ręczę swoim mózgiem i krwią;)
Pozdrawiam
mic the brainy-bloody-cutler;) |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Anonimus dnia 17-12-2005 o godz. 19:07:46 | Tym razem mogę z przyjemnością przyznać, że w zasadzie jest niezłe. Jeśli jednak (co sugeruje treść) jest do o Munchu, gdzieś bym wplótł element obsesji, która spowodowała, że krzyku powstało kilka wersji. Myślę, że dodało by to wymiaru.
Co do wad - zasadniczo nie ma się do czego przywalać, poza pewnymi niedoskonałościami językowymi. I tu mam problem, bo myślę, że autor, po swojemu ich nie widzi, tzn. nie odbiera ich jako błędy. Więc wytknę:
Spoglądał z niepokojem na mijających go ludzi, bojąc się, że dostrzeże w którymś kogoś zupełnie innego, niż był w rzeczywistości.
??? wszystko tu w porządku? Autorze?
Zaczął biec do niej, nie spuszczając wzroku z jej długich blond włosów.
A nie mogło by być Zaczął biec, nie spuszczając wzroku z jej długich blond włosów.?
Poczuł w sobie energię, która pchała go do przodu i kiedy znalazł się w odległości około kilku metrów od kobiety, ta cofnęła się, a potem zaczęła krzyczeć.
Co tu robi łącznik "i"?
Po co "około", jeśli kilka jest nieokreślone?
Itd, itp., etc.
Niemniej, przybijam piątkę
JacAr
(nie mogący się zalogowax:( |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 18-12-2005 o godz. 00:09:05 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Witaj JacAr, dzięki, że wpadłeś:) Oczywiście, zdania, które wypisałeś są do skorygowania, co też uczyniłem:)
Piąteczka ,||||
Pozdrawiam serdecznie:) |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez aksja dnia 17-12-2005 o godz. 21:43:45 | czy chłodna analiza tekstu była by na miejscu nie wiem, lecz ledno ni przychodzi na myśl, opisujesz stany depresyjne jakby autor znał je z autopsji, sugestynie, przekonywująco i prawdziwnie. nie wyczuwam w tym opowiadaniu ani jednej fałszywej nuty dotyczacej opisu depresji.
pozdrawiam i ciesze sie że tu zajrzałam. takie opowiadania ucza pokory i zrozumienia dla ludzi czuacych inaczej, nadwrazliwych duchowo czy emocjonalnie. |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 18-12-2005 o godz. 00:10:42 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Cieszę się, że tekst w jakis sposób na Ciebie wpłynął. Ostatnio łapię się na tym, że lubię pisać o "psycholach" - to pewnie przez moją pracę i przez zmęczenie psychiczne, którego doświadczam na codzień.
Pozdrawiam serdecznie:) |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez aneza dnia 21-12-2005 o godz. 13:48:15 | | Kapitalne. |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez maurice dnia 27-12-2005 o godz. 17:24:44 http://zmotykanadzwieki.blogspot.com/ | Cieszę się, że trafiłem tu przed zniknięciem tekstu z głównej. Tak się składa, ze jakoś zupełnie nie dawno przyglądałem się "krzykowi". Zwróciłem uwagę na parę idącą w tle, odwróconą plecami. To ponoć przyjaciele Muncha. Ten efekt przerażenia i obojętności robi niesamowite wrażenie. Bliskie mi emocje i bliski mi sposób ich materializacji.
...opowiadanie bardzo fajne, wrócę, bo to trzeba przynajmniej dwa razy i na spokojnie.
pzdr.
maurice
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 27-12-2005 o godz. 19:59:49 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Masz rację, to przyjaciele Muncha.
Co do obrazu - również zdarza mi się przyglądać mu bardzo uważnie. Niekiedy zastanawiałem się, co siedziało w głowie Muncha, gdy go malował...
...i tak powstało to opowiadanie:)
Zapraszam na dłuższą i spokojniejszą lekturkę:)
Pozdrawiam serdecznie |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez yarre dnia 02-01-2006 o godz. 12:01:31 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | | nie żałuje lektury. Ciekaw jestem jak by to wyszło w kontynuacji, ale niekoniecznie w odniesieniu do Matejki i bitwy pod Grunwaldem:)) |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 02-01-2006 o godz. 18:37:15 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Dziękuję za komentarz:)
Przez długi czas myślałem o napisaniu obszerniejszego opowiadania w oparciu o wrażenia po obejrzeniu obrazu "Płonąca żyrafa" Dali'ego. Ostatecznie powstał "Krzyk..." - zdecydowanie miniatura, która nie będzie miała kontynuacji, narazie przynajmniej. Zwykle to, co piszę powstaje sugestywnie, potem, kiedy już trafi do szerszego grona, w mojej pamięci poniekąd zanika. Pojawiają się nowe pomysły, a to, co stare, juz napisane, przemija...
Pozdrawiam i raz jeszcze dzięki za komentarz:) |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez yarre dnia 03-01-2006 o godz. 12:23:11 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl | "Pojawiają się nowe pomysły, a to, co stare, juz napisane, przemija..."
ba! najgorsze bywa to, ze o czasie sie dochodzi do wniosku, ze stary pomysł lepszy od aktualnych, tylko juz za późno, bo nie ten czas, nie ten nastrój, nie ten pomysł, gdzieś klimat uleciał. Jednak namawiałbym cie do kontynuacji, tym bardziej, ze zaintrygowałes mnie ta zyrafą, która uwielbiam (choc bardziej cieknące zegarki;) )
pzdr |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 03-01-2006 o godz. 21:52:04 http://www.rcichowlas.blogspot.com | No właśnie, yarre, chociaż może kiedyś usiądę na dupsku i stwierdzę, że mam ochotę na rozwinięcie tematu!
Co do żyrafy... mam już nawet pomysł... psychika bohatera, dekadenckie stany wykraczające poza normalność egzystencjonalną... zwidy, oraz omamy słuchowe... no i surrealistyczne przywidzenia... jak to Dali - zdarzało mu siię błądzić;) Pewnie kwestia czasu i skrobnę coś o żyrafce, mnie też ten obrazek cholernie intryguje... jeśłi zaś chodzi o Trwałość i zegarki ( ;) ) , to zapraszam do "Trwałości pamięci" - to ktrótkie opowiadanko, nie wiem, być może CIę zainteresuje. Niedawno udało mi się dzięki niemu zaliczyć egzamin z teatrologii, gdyż w oparciu o nie pisałem scenariusz;) Zapraszam do lektury!
Pozdrawiam pięnie:) |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Shibbi dnia 24-01-2006 o godz. 10:04:04 | Świetne - obraz za obrazkiem czytelny i czytelniejszy - prowadzą w zaułek strachu, czy ktoś Ciebie zna czy nie.
Sheisen nazwał to budowaniem napięcia czy jakoś tak - jak trzeszczeniem skóry ze strachu. Czytałam to wczoraj w nocy - jak zwykle ;)- no i miałam zgrzyty.
Też lubię misterne i z jubilerską precyzją opisy detali - co wcale nie jest proste w wykonaniu - , a że wkurzające co poniektórych - to druga strona medalu.
Stawiam 5 i zmykam.
Gratuluję! |
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez mictlantecutli dnia 24-01-2006 o godz. 11:33:11 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Bardzo mi miło, że wpadłaś na lekturkę, Shibbi.
Niezmiernie dziekuję za komentarz - miło mi, że mogłem Cię zaciekawić i wywołać trzeszczenie skóry ze strachu - choć nie jest to typowy horror;)
Pozdrawiam Cię serdecznie:) |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez Anonimus dnia 16-05-2006 o godz. 17:28:54 | Świetne opowiadanie - bardzo mi się podobało.
pzdr |
|
|
Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ * przez corkarozy dnia 11-09-2010 o godz. 16:47:46 | Munch to mój ulubiony artysta. Sama kroczę artystyczną drogą, mam "serce" malarza.
Dziękuję. Doskonałe. |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|