Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz
· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz
· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita
· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert
· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 38 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
Wysłano dnia 16-12-2005 o godz. 12:29:35
Autor: mictlantecutli


Szedł wąską uliczką, starając się zapanować nad natłokiem myśli, które niczym czarne zmory, budziły w nim strach i paranoję. Modlił się w duchu, aby tym razem nie dopadły go halucynacje. Spoglądał z niepokojem na mijających go ludzi, bojąc się, że dostrzeże w którymś kogoś zupełnie innego, niż był w rzeczywistości. Kogoś wyimaginowanego, istniejącego jedynie w jego wyobraźni. Popadał w obłęd i coraz bardziej zaczynał zdawać sobie z tego sprawę. 
Myślał o kobiecie, którą spotkał wczoraj nad rzeką. Uśmiechała się do niego, eksponując swoje równe, białe zęby, a potem skinęła głową, dając mu do zrozumienia, że pragnie, aby do niej podszedł. Zrobił pierwszy krok, a potem kolejne. Zaczął biec do niej, nie spuszczając wzroku z jej długich blond włosów. Poczuł w sobie energię, która pchała go do przodu i kiedy znalazł się w odległości około kilku metrów od kobiety, ta cofnęła się, a potem zaczęła krzyczeć. Wrzeszczała w niebogłosy, jakby dostrzegła w nim diabła z najczarniejszych zakątków piekła.
A potem jej głowa eksplodowała. Zobaczył różowe kawałeczki mózgu zmierzające w jego kierunku, oraz hektolitry krwi, która tryskała z rozszarpanych żył.
Zaciskając zęby i pięści, jęknął z bólu, który przeszył całe jego ciało. Zamknął oczy, starając się opanować przed zwymiotowaniem i niepohamowaną chęcią wydobycia z siebie wrzasku.
Otworzywszy oczy, zobaczył, że kobieta znikła. Przerażony spojrzał na swoje dłonie, a potem przebadał wzrokiem ubranie. Było niemal nieskazitelnie czyste, bez śladu mózgu i krwi.
Kiedy o tym pomyślał, poczuł mrowienie na plecach, oraz niepohamowaną chęć ucieczki. Ucieczki przed niewidzialną bestią, która czaiła się niedaleko, gotowa na to, aby zaatakować znienacka.
Czuł jej nieprzyjemny zapach. Kryła się w pobliskich krzakach, albo pod ziemią. Mogła być wszędzie.
Minęła go młoda, wysoka kobieta. Zamknął oczy, spuszczając nisko głowę. Zlękniony zaczekał, aż oddaliła się na bezpieczną odległość.
Zaczął biec.




Wbiegając na most, potknął się o pękniętą płytę chodnikową i prawie upadł. Syknął pod nosem przekleństwo, po czym zamknął na moment oczy, pragnąc opanować narastającą irytację. Zdawał sobie sprawę z tego, w jakim jest stanie i że musi pokonać wiele kilometrów, zanim znajdzie się w zaciszu swojego domu. Wtedy odpocznie, da się ponieść wyobraźni. Nie mógł już patrzeć na pędzącą do przodu cywilizację, raniącą każdy kawałek natury, stworzonej przez Boga. Nie mógł już słuchać wrzasków i lamentu, wydobywających się z wielkiego dzieła Stwórcy. Wszystko niszczono, burzono, wycinano, zabijano.
Powstawały nowe budowle, kolejne norki i tygrysy poświęcano na produkcje obuwia i płaszczy dla modnych kobiet. Czymże jest moda w obliczu dzieła Boga? Nie potrafił pojąć otaczającego go świata. Nienawidził go i pogardzał każdą jego cząstkę.
Uciekał.
Tuż za nim biegło dwóch mężczyzn - jego najlepsi przyjaciele, usiłujący nie stracić go z oczu. Na ich twarzach malowało się zmęczenie i zdziwienie. Jeden z nich krzyknął, lecz Edvard nie usłyszał słów. Parł przed siebie, próbując walczyć z żalem i smutkiem, który go opętał. Oni też chcieli go przekonać do świata pełnego brudu i nienawiści. Tolerowali postęp cywilizacji, nie zdając sobie sprawy ze śmierci natury.
Któryś z nich mógł być bestią. Sprytną, czekającą tylko na jego błąd bestią, której ostre jak sztylety pazury miały tylko jedno przeznaczenie – dopaść go.
Myśli o niewidzialnym prześladowcy mieszały się z myślami o świecie, którego kompletnie nie potrafił pojąć. Wyobcowany, pragnął jedynie uciekać. Zaczął się modlić, chociaż wątpił w siłę słów kierowanych do Najwyższego. On nigdy go nie słuchał. Zawsze zdawał się stać obok i tylko patrzył.
Natura zachorowała, natura zachorowała, zachorowała! Moja kochana! - W pewnej chwili chciał zapłakać, ale pohamował się. Zacisnął pięści i nabrał w płuca zimnego powietrza, odczuwając bezradność. Nie mógł dać się okiełznać sile desperacji. Czuł, że prawie go dopada, usiłowała nim zawładnąć i była przy tym silna, jak nigdy dotąd. Czekała tylko na moment, aż się podda.
Oczyma wyobraźni znowu dostrzegł tę twarz. Była piękna, o ostrych rysach, gładkiej skórze i lekko zadartym nosku. Uśmiechała się do niego.
Kiedy skinęła głową na znak, aby się zbliżył, jęknął. Zacisnął pięści. Poczuł jak paznokcie jego placów wbijają się w dłoń, a potem przyśpieszył.
Nie należał do osób płochliwych, poddających się trudnościom losu i także teraz, w obliczu zbliżającej się zagłady, będzie musiał stawić jej czoła. Zrobi to dla potomnych. Będą wiedzieli, jak żył. Będą go naśladować - daj Boże! Zmagał się z koszmarem, którego nikt nie potrafił zrozumieć. Był jak brzydkie kaczątko w stadzie dorodnych łabędzi.
Nagle zatrzymał się, czując, że za moment jego całe ciało eksploduje. Usłyszał paranoiczny śmiech swojej wybranki, a potem zobaczył wyciekającą z jej uszu krew.
Spostrzegł, że zaszło słońce. W jednej chwili zrobiło się ciemno i cicho, jakby wszystkie żyjące stworzenia wymarły.
Drżąc na całym ciele, odwrócił się i ujrzał swoich przyjaciół. Sapali, a jeden z nich - wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu, zgiął się w pół, jakby miał za moment zwymiotować.
Edvard chciał jedynie znaleźć się w domu. Z dala od ludzi, z dala od upiornych myśli, zradzanych z ponurej codzienności. Zamykał i otwierał oczy, pragnąc pozbyć się krwawych wizji, ale te wciąż opętywały jego umysł, szatkowały psychikę i stawały się coraz wyraźniejsze.
Miał właśnie ruszyć, podjąć dalszą ucieczkę, kiedy usłyszał głośny huk, a potem z nieba lunęła krew.
Krzyknął.
Jego wrzask odbił się donośnym echem, ogłuszając oniemiałych mężczyzn, stojących kilka metrów za Edvardem.
Niech patrzą! Niech patrzą, jak natura krwawi!
Mężczyzna krzyczał, a jego twarz wyrażała przerażenie i niewyobrażalny strach, po stokroć głębszy od strachu przed wampirami, pająkami, czy wężami.
Krzyczał, przykładając obie dłonie do twarzy, jakby nie dowierzając, że koszmar rzeczywiście trwa, że to właśnie on musiał znaleźć się w jego epicentrum. Jego głowa zdawała się pękać w szwach, czuł niewyobrażalny ból, który narastał z każdą kolejną sekundą.
Krwawiąca twarz kobiety pojawiała się i znikała w jego umyśle, niczym igrający z jego strachem upiór.
Zawył, z trudem przełykając ślinę.
A potem zamilkł.
Oddychał szybko, a z jego rozchylonych warg sączyła się krew.




Przestało padać.
Kiedy zerknął na dłonie, zobaczył, że są czerwone. Były całe we krwi.
Zadrżał, czując uporczywe pulsowanie w skroniach.
Spuścił wzrok i zobaczył na ziemi kobiecą głowę. Jej oczy były otwarte, a usta rozchylone, jakby chciała go pocałować. Dostrzegł jej rozszarpaną krtań, a potem wrzasnął, zanosząc się szlochem.




A potem znowu ruszył w pogoń.
W pogoń za domem, za płótnem, które już czekało, aby go wysłuchać, aby ukoić ból.



- Kochanie, wróciłeś - powiedziała, posyłając mu całusa na przywitanie.
Nie odezwawszy się, wszedł do pracowni, a potem stanął przed białym płótnem, zastanawiając się, czy zdoła żyć dalej. Chciał namalować złość, desperację, lęk przed jutrem. Zacisnął pięści, a potem pochwycił pędzel.
Stała za jego plecami i prawie czuł zapach jej perfum.
- Zaparzyć ci herbaty? - zapytała, wiedząc, że nie odpowie.
Nie odpowiedział.



Kiedy zobaczyła w jego oczach łzy, stanęła naprzeciwko i delikatnie starła je rękawem swojego powyciąganego swetra.
Płakał, trzymając w dłoni pędzel; kurczowo, jakby był grzechotką, mającą go pocieszyć.
- "Szedłem drogą z dwojgiem przyjaciół -
Słońce zaszło
niebo nagle stało się krwią i poczułem
jakby oddech smutku
Zatrzymałem się - oparłem o balustradę
śmiertelnie zmęczony
Nad niebiesko-czarnym fiordem i miastem wisiały chmury kapiącej
parującej krwi
Moi przyjaciele poszli dalej a ja zostałem
Drżąc ze strachu z otwartą raną w mojej piersi
Wielki, niekończący się krzyk przeszył naturę"*** - rzekł beznamiętnie, a potem odrzucił pędzel daleko za siebie, jakby ten nagle zaczął parzyć.
- Wyrzuć to z siebie - powiedziała ze współczuciem w głosie, spoglądając na częściowo zamalowane płótno.
Patrzyła na niebo. Było czerwone. Czerwone niczym przekrwione oczy, spoglądające z przerażeniem na resztki natury.
A potem dotknęła jego policzka.
Wzdrygnął się, zaciskając mocno powieki i pięści. Kiedy otworzył oczy, spostrzegł, że jest sam w pracowni. Znikła, chociaż mógł przysiąc, że wciąż czuł jej obecność, jakby stała tuż za jego plecami, wykonując te same ruchy co on, tak, aby nie mógł jej dostrzec. Wciąż czuł zapach jej perfum, nawet dużo później, kiedy kładł się spać…
- Wyrzuć to z siebie – usłyszał jej cichy szept, będąc już w łóżku i zasypiając. Nie odpowiedział. Skinął tylko głową, jakby na znak zgody.



***słowa Edvarda Muncha, po których powstało najbardziej przejmujące dzieło malarza - "Krzyk".
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 33 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez wskocz dnia 16-12-2005 o godz. 13:35:06
Bezbłędne! Na mnie na prawdę zrobiło wrażenie. Tu się po prostu nie ma czego czepić. Daję *****

Pozdrawiam

P.S.

Mam jednakoż takie odczucie (opdobnie jak ADM), że ten kawałek bardzo dobrze prezentowałby się jako wyimek z czegoś większego. Myślę, że autor mógłby spokojnie pokusić się o kontynuajcę w większym wymiarze (mini powieść biograficzna na ten przykład). Pod warunkiem jednakm, że będzie to utrzymane w zaprezentowanym stylu.




Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez dkj dnia 16-12-2005 o godz. 14:46:06 http://www.portalliteracki.pl/modules.php?name=Your_Account&op=userinfo&username=dkj
Bardzo sugestywne, plastyczne. Autor wszedł głęboko w klimat opiewanego obrazu.

Świetne opowiadanie, właściwie bez potknięć.

Solidne i konsekwentnie poprowadzone.



Gratuluję!



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez mictlantecutli dnia 16-12-2005 o godz. 15:57:22 http://www.rcichowlas.blogspot.com
Wskocz - serdecznie Ci dziękuję za przychylny komentarz, niezmiernie mi miło mogąc czytać, że opowiadanie zrobiło wrażenie:)

Co do kontynuacji w większym wymiarze - szczerze powiedziawszy, nie myślałem o tym;) Chociaż może kiedyś coś skrobnę...coś dłuższego;)



Rojewski - Cieszę się, że utwór przypadł do gustu:) Wiesz, długo myśałem nad tym, czy pisać o Munchu - dopiero, kiedy dowiedziałem się, że facet miewał potwornie męczoące halucynacje, w mojej głowie pojawił sie taki, a nie inny pomysł:) Z początku chciałem pisać po raz kolejny o Salvadore Dali'm i jego "Płonącej żyrafie" wcialając się w rolę ukrytego obserwatora koszmARU, mającego miejsce w umyśle malarza. Ostatecznie wybrałem Muncha, i cieszę się ztego, a jeszcze bardziej, że trafiłem w gusta:)



rahl - opowiadanie o modzie pojawi się pewnie jako następne, jednak najpierw muszę je ukończyć;)

Dwa zdania do wymiany" - dokładnie, w oryginale już wypleniłem błędy;)



dkj - Dzięki za dobre słowo. Podbudował mnie Twój komentarz:) Długo myślałem, czy puszczać ten krótki utwór w "świat", czy też pozostawić go tylo dla siebie - spontanicznie wpisałem tytuł i kliknąłem wyśłij...i nie żałuję;)





Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dzięki za lekturę;)

















Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez Ryba dnia 16-12-2005 o godz. 20:01:28
obrazowa wizualizacja dark side własnego ja, impresja w głąb siebie, dopracowana warsztatowo i stylistycznie czyli widok niecodzienny w fabrycznej prozie. Mam mieszane uczucia ad. Muncha, czy Krzyku nie da się czymś innym zastąpić, obraz ten jako wizerunek "niemal powszechnego użytku" pauperyzuje moim zdaniem peel-a, z drugiej strony budzi jednoznaczny wydzwięk emocjonalny, pytanie czy konieczne jest posługiwanie się zapożyczoną retoryką? Tego nie wiem ale że tekst jest wart uwagi nie mam wątpliwości.



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez awdzsd dnia 17-12-2005 o godz. 13:46:31
To chyba najlepszy tekst, jaki autor wrzucił na fabrykę od czasów "Cierpliwości". Naprawdę fajny tekst i właściwie nie widzę żadnych wad.

Pozdrawiam!



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez Sheisebrick dnia 17-12-2005 o godz. 17:38:35
Ktoś (chyba Brando) powiedział o Nicholsonie, że to wirtuoz, który gra jednym palcem na jednym klawiszu pianina. Ja podobnie powiem bym powiedział o autorze. Bo większość opowiadań bazuje na budowaniu napięcia, za pomocą tych samych, niezmiennie metod(np. w tym opowiadaniu bohater zaciska pięści chyba z pięć razy). Fakt jednak, że robi to bardzo dobrze. :)

To opowiadanie, dobre jeśli jest to przez pomysł właśnie. Choć wcale to nie nowy pomysł "połączenia obrazu i tekstu" bo zrobił to już choćby Thomas Harris z obrazem Blake'a w "Czerwonym Smoku", jednak napewno ciekawie wyszło.

Jak zwykle się czepnę jednak mimo wszystko, za minusy uważam początkowy opis, zbyt dosadny (te eksplodujące kawałeczki mózgu, i hektolitry krwi) no troszeczke jak z taniego horroru.



Pozatym bardzo dobre (nie przynudzające jak to sie czasem Mic'owi zdarza ;) ) opowiadanie



m.~



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez Anonimus dnia 17-12-2005 o godz. 19:07:46
Tym razem mogę z przyjemnością przyznać, że w zasadzie jest niezłe. Jeśli jednak (co sugeruje treść) jest do o Munchu, gdzieś bym wplótł element obsesji, która spowodowała, że krzyku powstało kilka wersji. Myślę, że dodało by to wymiaru.

Co do wad - zasadniczo nie ma się do czego przywalać, poza pewnymi niedoskonałościami językowymi. I tu mam problem, bo myślę, że autor, po swojemu ich nie widzi, tzn. nie odbiera ich jako błędy. Więc wytknę:

Spoglądał z niepokojem na mijających go ludzi, bojąc się, że dostrzeże w którymś kogoś zupełnie innego, niż był w rzeczywistości.

??? wszystko tu w porządku? Autorze?



Zaczął biec do niej, nie spuszczając wzroku z jej długich blond włosów.

A nie mogło by być Zaczął biec, nie spuszczając wzroku z jej długich blond włosów.?



Poczuł w sobie energię, która pchała go do przodu i kiedy znalazł się w odległości około kilku metrów od kobiety, ta cofnęła się, a potem zaczęła krzyczeć.

Co tu robi łącznik "i"?

Po co "około", jeśli kilka jest nieokreślone?



Itd, itp., etc.



Niemniej, przybijam piątkę

JacAr

(nie mogący się zalogowax:(



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez aksja dnia 17-12-2005 o godz. 21:43:45
czy chłodna analiza tekstu była by na miejscu nie wiem, lecz ledno ni przychodzi na myśl, opisujesz stany depresyjne jakby autor znał je z autopsji, sugestynie, przekonywująco i prawdziwnie. nie wyczuwam w tym opowiadaniu ani jednej fałszywej nuty dotyczacej opisu depresji.

pozdrawiam i ciesze sie że tu zajrzałam. takie opowiadania ucza pokory i zrozumienia dla ludzi czuacych inaczej, nadwrazliwych duchowo czy emocjonalnie.



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez aneza dnia 21-12-2005 o godz. 13:48:15
Kapitalne.



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez maurice dnia 27-12-2005 o godz. 17:24:44 http://zmotykanadzwieki.blogspot.com/
Cieszę się, że trafiłem tu przed zniknięciem tekstu z głównej. Tak się składa, ze jakoś zupełnie nie dawno przyglądałem się "krzykowi". Zwróciłem uwagę na parę idącą w tle, odwróconą plecami. To ponoć przyjaciele Muncha. Ten efekt przerażenia i obojętności robi niesamowite wrażenie. Bliskie mi emocje i bliski mi sposób ich materializacji.



...opowiadanie bardzo fajne, wrócę, bo to trzeba przynajmniej dwa razy i na spokojnie.



pzdr.



maurice



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez yarre dnia 02-01-2006 o godz. 12:01:31 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl
nie żałuje lektury. Ciekaw jestem jak by to wyszło w kontynuacji, ale niekoniecznie w odniesieniu do Matejki i bitwy pod Grunwaldem:))



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez Shibbi dnia 24-01-2006 o godz. 10:04:04
Świetne - obraz za obrazkiem czytelny i czytelniejszy - prowadzą w zaułek strachu, czy ktoś Ciebie zna czy nie.

Sheisen nazwał to budowaniem napięcia czy jakoś tak - jak trzeszczeniem skóry ze strachu. Czytałam to wczoraj w nocy - jak zwykle ;)- no i miałam zgrzyty.

Też lubię misterne i z jubilerską precyzją opisy detali - co wcale nie jest proste w wykonaniu - , a że wkurzające co poniektórych - to druga strona medalu.

Stawiam 5 i zmykam.

Gratuluję!



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez Anonimus dnia 16-05-2006 o godz. 17:28:54
Świetne opowiadanie - bardzo mi się podobało.



pzdr



Re: Krzyk malarza /opowiadanie/ *
przez corkarozy dnia 11-09-2010 o godz. 16:47:46
Munch to mój ulubiony artysta. Sama kroczę artystyczną drogą, mam "serce" malarza.

Dziękuję. Doskonałe.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim