Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 54 gość(ci) i 2 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: BRZUCH ALINY ***
Wysłano dnia 08-11-2001 o godz. 11:55:08
Autor: Lukasz_Badula

Pierwszy raz zetknąłem się z jej nazwiskiem podczas młodzieńczej wizyty w czeskiej Pradze, tuż u progu lat pięćdziesiątych. Był to akurat wyjątkowo ponury okres dla wszelako rozumianej sztuki, a tym bardziej działań z pogranicza rzeźby i performance'u. Tworzone w cieplarnianych warunkach socrealistycznego dyktatu tzw. dzieła stopniem zaangażowania społecznego oraz politycznym zadęciem zaprzeczały prawu artysty do bycia nowatorskim eksperymentatorem. Prace Aliny były jednak inne. W tej chwili trudno mi określić, co decydowało o wyjątkowości rzeźb młodej Polki pracującej z czeskimi artystami pod okiem profesora Stapki. Wówczas dużo mówiono o stapkowskiej szkole, ale wysuwane wtedy tezy nijak pasowały do odważnych dzieł Aliny. Ich emocjonalny przekaz, a także rozsadzająca tworzywo witalność były na tyle prowokujące, iż szybko wyciągnięto z życiorysu Aliny fakt pobytu w obozie koncentracyjnym. Zresztą, Alina - jakby dobry duch grupy, "pupilek" Stapki - była nieobecna na oficjalnych wystawach. 
Znajomi, przebywający na studenckiej wymianie, opowiadali niestworzone rzeczy na temat młodej Żydówki wodzącej za nos całe Hradczany (podobno był w niej zakochany jakiś aparatczyk z bezpieki). Niestety, w Pradze zobaczyłem zaledwie trzy reprodukcje rzeźb Aliny, umieszczone na czarno-białych fotografiach.

Osobiste spotkanie z Aliną nastąpiło dopiero 10 lat później w stolicy europejskiej cyganerii artystycznej, którą przynajmniej na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych był Paryż. Trafiłem tam oczywiście drogą politycznej emigracji, zwabiony ofertą twórczej partycypacji w polskich środowiskach skupionych wokół "Kultury". Byłem trzydziestoletnim anonimowym dla tłumów intelektualistą ze Wschodu, kaleczącym francuski wymową krakowsko-częstochowską. Mieszkałem gdzieś na przedmieściach, odizolowany od całego fermentu artystycznych rewolucji. Alina tymczasem była osobą posiadającą fantastyczne lokum w dzielnicy łacińskiej; stale organizowała w najbardziej ekskluzywnych galeriach stolicy swoje wernisaże, zaś jej pracownia gościła znakomitości pokroju Rabbiera - papieża neorealistów.

Fakt poznania, na stopie towarzyskiej, Aliny zawdzięczam w dużej mierze serdecznemu koledze - Jerzemu Nosilowi, pełniącemu wobec paryskich emigrantów chwalebną rolę mecenasa. To Jerzy załatwił mi suwerenną posadę rysownika w popołudniówce "Balade". Redaktorem odpowiedzialnym za dział graficzny był Ryszard Władysławski, nomen omen mąż, drugi, Aliny. Środowisko, w którym obracałem się tuż po przyjeździe nad Sekwanę nie mogło się nawet równać z towarzystwem Aliny i Ryśka Władysławskich. Prawdziwy szok spotkał mnie w czasie pierwszej wizyty w ich fantazyjnym mieszkaniu zanim Rysiek przedstawił mnie swojej żonie. Wyłowiłem z tłumu gości legendarnego satyryka - Tristana Tasaca (jego gruźliczy śmiech obijał tynk pracowni), a także teoretyka sztuki Pierre'a Cavaliera (guru lewicujących plastyków). Zaraz przy drzwiach wejściowych witała niesamowita rzeźba nagiej dziewczyny, mająca chyba 2 metry wysokości. Podniesiona ku górze głowa zdawała się wyrażać całą dumę kobiecości, jednocześnie smutne spojrzenie sygnalizowało jakiś ciężar przykrych doświadczeń. To dziwne, ale ani wtedy ani później, nie potrafiłem rozpatrywać tej pięknej rzeźby w kategoriach dzieła sztuki. Wydawała mi się szokującą emanacją wrażliwości i prawdy, tak rzadko spotykaną we współczesności.

Alina była kobietą fenomenalnie piękną, choć nie posiadała figury wysmukłej modelki i nóg Bardott. Piękno było ukryte w jej witalnej osobowości. Rozwichrzone kruczoczarne włosy, ścięte krótko, świecące brązowe oczy i szeroki uśmiech - w taki sposób komunikowała otoczeniu swoją obecność. Jej dynamika stanowiła widoczny kontrast wobec statyczności rzeczowego i spokojnego Ryśka.

Opisanie w kilku słowach istoty tak kruchej, subtelnej, a równocześnie odważnej i żywiołowej ociera się o absurd. Wszyscy przyjaciele Aliny potwierdzą moje słowa. Mogę jedynie nadmienić, iż jej wyjątkowość miała źródło w niezwykłej symbiozie trzech typów świadomości. Po pierwsze: świadomość bycia człowiekiem, naznaczona bolesnymi doświadczeniami (zawsze ukrywanymi przed bliskimi osobami, nawet przed Ryśkiem), z wszelkimi tego ograniczeniami, trudno było w niej znaleźć choć cząstkę pychy nowoczesnych Prometeuszy spierających się z bogami i przeznaczeniem. Po drugie: świadomość bycia kobietą, akcentowała swą płciowość na różne sposoby; lubiła prowokować, ale i okazywać iście matczyny typ czułości. Wreszcie po trzecie, chyba najważniejsze: świadomość bycia artystką: wyzwoloną, nie bojącą się gwałtownych eksperymentów. Mam wrażenie, iż najsilniej przemawiała przez nią właśnie sztuka. Kiedy Alina rzeźbiła albo robiła odlewy przypominała jakąś majestatyczną wróżkę. Alchemia jej intensywnych ruchów, skupienie i powaga bynajmniej nie nadawały jej wyniosłego patetyzmu. Wręcz przeciwnie, zachowywała duży dystans do swoich prac. Aczkolwiek, do dzisiaj mam wątpliwości, czy nie była to tylko maska, sposób zatrzaśnięcia drzwi swojej duszy przed kimś z zewnątrz, spoza, intruzem w przestrzeni jej działań artystycznych.

Dość często odwiedzałem gościnny dom państwa Władysławskich, będąc świadkiem istotnych przemian w strategii twórczej Aliny. Pamiętam jak Rysiek, przerażony i zaintrygowany zarazem, pokazywał mi poliester, zamówiony w charakterze tworzywa do nowych prac Aliny.

- Krytycy nie zostawią na tym suchej nitki - kręcił głową - nawyzywają Alinkę od pop-artów...

Rysiek nie przewidział jednak niespodziewanej wolty w sytuacjach odbiorczych sztuki, wynikającej rzecz jasna z niespokojnych nastrojów połowy lat sześćdziesiątych. Młodzież wychodziła na ulice, artyści wychodzili z galerii do młodzieży, a wszystkich pałowała policja. Sztuka miała prowokować, być agresywna, pobudzająca, buntownicza. I Alina pięknie wpisała się w swoisty kanon obrazoburczej estetyki awangardowej. Sugestywne odlewy różnych części ciała szokowały autentyzmem, elastyczny poliester nadawał tym rzeźbom wymiar fizycznej namacalności. Biologizm prac Aliny był poza tym biologizmem cywilizacji śmierci. Większość dzieł odwoływała się do cierpienia, jakiemu poddaje nas pułapka cielesności. Te zdeformowane kształty, bąblaste formy... Alina kroiła własną zewnętrzność i nadawała każdej cząstce odrębną postać. W jej pracowni pełno było naturalistycznie wyglądających biustów, nóg, rąk, korpusów, głów, niedbale porozrzucanych w akcie twórczym.

Pamiętam doskonale wizytę u Władysławskich, kiedy Rysiek zasmuconym głosem zwierzył mi się z osobistej tragedii ciążącej na ich związku.

- Alina jest chora - gdy to powiedział myślałem, że mówi o chorobie psychicznej, Alina? tryskająca żywiołem uśmiechnięta szamanka?! - lekarze wykryli u niej dziwne schorzenie, coś w rodzaju narośli, guza, wrzodu, sam nie wiem. Musi być szybko zoperowana.

Ani wcześniej, ani później nie widziałem Ryśka tak zdenerwowanego.

- Ale ona - brakowało mu słów - myśli, to znaczy... Proszę cię, porozmawiaj z nią...

Rozmowy z Aliną przebiegały zazwyczaj w atmosferze radosnej dyskusji na wszelkie tematy. Alina lubiła drażnić moją polskość opowieściami o żydowskim pochodzeniu, ja z kolei podkreślałem jej daleko posunięty koniunkturalizm. Tak naprawdę jednak przekomarzaliśmy się jak para uczniów.

Wspominam o tym, bo klimat szczerej rozmowy, sprowokowanej przez Ryśka z myślą o zdrowiu Aliny, stał się koszmarem prześladującym me sumienie do dzisiejszych czasów. Alina zupełnie nie była świadoma zagrożenia. Twierdziła, iż ... jest w ciąży i nie pójdzie usunąć dziecka. Tłumaczenie o raku, operacjach zbywała histerycznym śmiechem.

- Nikt prócz mnie nie będzie ciął mojego ciała - powtarzała kilka razy, jakby chodziło o kolejny wernisaż, nie zaś sprawę życia i śmierci. - Każda z moich tkanek jest ważna i strategiczna, spójrz wokół, wszystko pochodzi ode mnie, jest mną w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Długo nie odwiedzałem Aliny, Ryśka widywałem w redakcji. Zawirowania historii rzuciły nas na różne strony barykady. Nie wiem, po jaką cholerę, włóczyłem się ze studentami po ulicach, prawdopodobnie szukałem mocnych bodźców zdolnych uciszyć niepokój serca spowodowany chorobą Aliny. Przecież kochałem ją jak nikogo innego na świecie, wbrew sobie, Ryśkowi, całej idiotycznej sytuacji emigracyjno-politycznej. Kochałem autentyczną miłością uwielbienia tej kreatorki najwyższego absolutu w sztuce, zespolenia siebie i odciśnięcia w tworzywie artyzmu; egzystowania jako medium i źródło sztuki jednocześnie. Moje wyobrażenia o Alinie często zahaczały o religijny fanatyzm, bo coś mistycznego, boskiego, było w niej samej, tak niewinnej i pospolitej z pozoru kobiecie. Sam już nie wiem, co bardziej wielbiłem w Alinie: sztukę przez nią wypływającą czy jej intymną kobiecość zaklętą w runy rzeźb i odlewów.

Niezbyt chętnie piszę o ostatnich dniach Aliny. Wierzę bezradności Ryśka, który kiedyś posunął się do przemocy fizycznej, aby wymóc na niej zmianę postawy wobec śmiertelnej choroby. Dlatego nie żywię do niego jakiejkolwiek urazy za to, iż na 2 lata przed tragicznym zajściem opuścił swoją żonę, rozgoryczony jej biernym zachowaniem. Osobiście nie miałem szczególnej ochoty na przeżywanie grozy bezsilności i rozpaczy. Na miejscu Ryśka zrobiłbym to samo tj. zdradził największą miłość życia dla strachu przed momentem spotkania oko w oko ze śmiercią. Alina została sama, otoczona łańcuchem mecenasów, znajomych krytyków i przyjaciół, a jednak sama, tak jak sama istniała w swojej sztuce, oddalona i wspaniała, nieosiągalna w ziemskim wymiarze.

Na początku lat siedemdziesiątych otrzymałem pocztówkę o następującej treści:

"Urodziłam. Alina."

Cóż za perfidna furia twórcza nakazała Alinie pisać w ten sposób o własnej śmierci. Czemu tak obojętnie przyjęła wyzwanie losu, ignorując zagrożenie własnej egzystencji? Zastanawiałem się jaka atrakcyjna wartość była dla niej ważniejsza od miłości Ryśka, uwielbienia mojego i niezliczonej ilości fanów jej sztuki.

Parę dni po śmierci Aliny odwiedziłem, w towarzystwie Ryśka zaniedbaną i spustoszoną pracownię artystki. Pośród przeróżnych eksponatów, znanych już mojej percepcji, zobaczyłem niesamowicie różowy, nadęty niczym balon, brzuch o czarnym pępku.

Zestaw kolorystyczny oraz nieformalność tej bryły nasunęły mi natychmiast skojarzenia z chorobą Aliny. Oto w ostatnich dniach swojego żywota wybitna artystka urodziła kulminacyjne dzieło własnych cierpień i cielesnych ograniczeń. Tak pożegnała się ze swoimi bliskimi. Dobrze zapamiętałem ów zdeformowany brzuch; ostatnie dziecko Aliny jako schorowanego człowieka, doświadczonej kobiety i wieńczącej swą twórczość artystki. Nic dziwnego, iż nie zgodziła się na aborcję nowotworu, który był przecież jedną z form jej artyzmu.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 4 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: BRZUCH ALINY /opowiadanie/
przez Anonimus dnia 26-12-2004 o godz. 13:47:32
trudno o cokolwiek.nie wierzę w literaturę.nie ma nadziei!polonistka z warszawy




Re: BRZUCH ALINY /opowiadanie/ * * *
przez izobar dnia 08-09-2007 o godz. 21:53:36
Bardzo intelektualny tekst. Pełna profeska. Podziwiam i gratuluję.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim