Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 52 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Epika: MANON /opowiadanie/ **
Wysłano dnia 02-03-2006 o godz. 01:35:46
Autor: ed_b_tray
Manon był plotkarzem i donosicielem. Był taki od zawsze. Skarżył i plotkował już w szkole, więc wszyscy zdążyli się do tego przyzwyczaić i nikt się nie przejmował. Dla Manona nieistotne było, o czym donosi i komu. A tym, na kogo donosił też się specjalnie nie kłopotał. Miał swój wewnętrzny system wartości, którym mierzył wszystkich. Kiedy ktoś postępował niezgodnie z tą miarą, Manon odczuwał potrzebę poskarżenia się komuś innemu. Nic z tego nie wynikało, w każdym razie nic złego. Skoro w dzieciństwie nie udało się go oduczyć skarżypyctwa, teraz nikt nie próbował go zniechęcić do donosicielstwa. W małej społeczności z zasady i tak wszyscy wiedzą o sobie wszystko, więc rewelacje Manona nie robiły na nikim wrażenia. Chociaż potrafiły być przydatne, bo czasami nabierały cech plotkarstwa wyniesionego na wyżyny sztuki.
Gaston swojego czasu nie mogąc poradzić sobie z nieśmiałością do kobiet, wpadł na znakomity (jak się okazało) pomysł. Namówił Henriego, żeby poskarżył się Manonowi, jakoby Gaston był demonem seksu i to, co wyrabia z kobietami, w ogóle nie mieści się w głowie. Już następnego dnia Gaston musiał spuszczać wzrok, bowiem spojrzenia dziewczyn były parzące. Od spojrzeń doszło do czynów i w ten sposób Gaston wyzbył się nieśmiałości, a większość dziewczyn z Matiere de Livres znał znacznie głębiej niż tylko z imienia.
Manon był dodatkowo głupkiem. Przy całej swojej donosicielskiej pasji, nie bardzo rozumiał, co robi. Może właśnie dlatego był donosicielem, że był głupi albo może wydawał się głupszy niż jest, ponieważ donosił wszystkim na wszystkich.
A mimo to lubiliśmy go. Był jak maskotka. Potrafił rozśmieszyć swoim szczerym przejęciem. Każdemu, komu akurat donosił, dawał dowody największego oddania i zaangażowania, pałając jednocześnie świętym oburzeniem.
Sytuacja zmieniła się, kiedy przyszła wojna. W Matiere de Livres Niemcy umieścili posterunek Gestapo. Z początku nie było wiadomo dlaczego. Ze strategicznego punktu widzenia nasze miasteczko nie miało żadnego znaczenia. Zawsze byliśmy nieistotni dla reszty świata. Z wzajemnością zresztą. Ludzie z zasady nie wtrącali się do niczego, starając się żyć tak, żeby przeżyć. Nagle nasza mieścina zyskała na randze. Jedyny żandarm, jakiego mieliśmy do tej pory – pan Volveaux – został wyrzucony ze swojego biura, gestapowcy wyeksmitowali też wszystkich mieszkańców budynku, w którym mieściła się żandarmeria. Teraz zajmowali oba piętra i parter. Kiedy wychodzili na ulicę z butnym wyrazem twarzy uważnie lustrowali otoczenie demonstrując władzę. Nie robiło to na nas wrażenia. Matiere de Livres miało już różnych władców, a pozostało niezniszczone od 600 lat tylko dlatego, że jego mieszkańcy wiedzieli, kiedy odwracać wzrok.
Uspokojeni poddańczą atmosferą Niemcy wracali do swojej siedziby. Tam wyraźnie porzucali sztywną postawę – z budynku żandarmerii dochodziły odgłosy patefonowej muzyki, a światła nie gasły przez całą noc. Codziennie, a raczej co noc, dowożono skrzynki wypełnione butelkami wina i kobiety, zawsze z twarzami ukrytymi w cieniu kapturów.
Niemcy zmieniali się często. Na stałe rezydował na posterunku jedynie wysoki Sturmbannführer von Herde. Sprawiał wrażenie człowieka okrutnego i nie znoszącego sprzeciwu. Tylko on wychodził od czasu do czasu dalej niż przed wejście do żandarmerii. Potrafił przejść się po rynku, spacerował wzdłuż domów, a czasem zachodził na kawę i kieliszek czegoś mocniejszego do Auberge du Chat. Milkły wtedy rozmowy, a my staraliśmy się być niewidzialni. Poza groźną posturą miał poważny, budzący szacunek argument – u jego pasa dyndał pistolet w zapiętej kaburze.
Wkrótce stało się jasne, że Niemcy urządzili sobie w naszym miasteczku dom wypoczynkowy połączony z burdelem. Biuro żandarmerii na parterze stanowiło jedynie sztafaż, mający przedsięwzięciu nadać oficjalny wizerunek. W takim wyjaśnieniu całej sytuacji umocniła nas pani Degoutter, którą wraz z dwiema córkami von Herde zatrudnił do sprzątania budynku. Została zobowiązana do całkowitej tajemnicy pod karą... utraty pracy, jednak właściwie nic nie musiała zdradzać, bowiem wszyscy i tak się domyślali. Ale to dzięki niej poznaliśmy nazwisko dowódcy posterunku.
Ostatecznie niewiele to wszystko zmieniło. Życie toczyło się jak dawniej, ludzie wykwaterowani z budynku żandarmerii znaleźli mieszkania u rodzin, a gestapowców (poza von Herde) praktycznie nie widywaliśmy. Jednak atmosfera uległa wyraźnej zmianie. Nigdy nie lubiliśmy obcych, a szczególnie obcych w mundurach. Jedynie Manon zdawał się nie dostrzegać żadnych zmian – plotkował i donosił jak dawniej. I to stanowiło problem.
- A jak pójdzie do Niemców? – zasępił się Huile
- To jest możliwe! – Gaston pokiwał głową i pociągnął solidny łyk pernoda zmieszanego z wodą.
- Tak, tak, tak... – wszyscy zgodzili się kiwając głowami.
- Najlepiej byłoby go stąd wywieźć. – stwierdził Huile
- Niemożliwe. Nie ma dokąd. – Henri rozłożył z rezygnacją ręce.
Żandarm Volveaux, który od czasu przejęcia jego posterunku przez Niemców stał się zgorzkniały i małomówny, nagle pochylił się do środka stołu i konfidencjonalnym tonem oznajmił:
- Mam sposób!
Wszyscy schylili się nie chcąc uronić ani słowa z pomysłu żandarma.
- Nawiążemy z nim współpracę jako Niemcy!
- Nic nie rozumiem. – zmartwił się Henri.
- Po prostu – kontynuował Volveaux – dostarczymy mu list, w którym napiszemy, że jesteśmy supertajnym agentem niemieckiej służby bezpieczeństwa, najlepiej jakimś konkretnym, z wysokim stopniem. Zasugerujemy mu, że ma donosić tylko nam.
Zacząłem rozumieć.
- A posterunek Gestapo w Matiere de Livres ma pominąć absolutnie, tak?
- Dokładnie! I niech swoje donosy składa listownie w określonym miejscu...
- No i co?
- I nic! My je będziemy czytać i wyrzucać. Zostanie tak jak dawniej, a Niemców nie trzeba się będzie obawiać.
- To genialne!
- Salut!
Wznieśliśmy toast i powierzyliśmy byłemu żandarmowi kwestię skontaktowania się z Manonem.
Ponieważ Manon nie znał niemieckiego, list został napisany po francusku i zawierał wyraźne instrukcje. Na tyle jasne, że nawet on nie miał problemów z ich zrozumieniem. Z dnia na dzień stał się innym człowiekiem. Wyprostował się, a długie jak zawsze włosy zaczął teraz porządnie czesać. Jego oczy rozświetliły się, cały wręcz promieniał. Wypełniało go poczucie misji i tajemnicy. Z drugiej jednak strony konieczność dochowania konspiracji wyraźnie go męczyła. Stał się milczący, za to często wzdychał, jakby chciał coś powiedzieć, ale niezmiennie kończyło się tylko na westchnięciu.
Listy ze skrytki w starym młynie odbierał Volveaux i to również on odpisywał, zawsze dziękując za cenne informacje. A my mieliśmy świetną zabawę, dowiadując się na przykład, że Henri wykopał półkilową truflę (Henri zdążył pochwalić się tym już wcześniej), albo że pani Degutter wynosi z Gestapo wino (było naprawdę najlepszego gatunku – widać Niemcy się znali).
Tylko raz Volveaux nie chciał nam przeczytać listu. Ale Gaston podstępnie wyrwał mu go z kieszeni i wyszło na jaw, że nasz były żandarm zaczął potajemnie destylować w piwnicy brandy. Każdy coś pędził i wszyscy o tym wiedzieli, ale Volveaux nikogo do tej pory nie poczęstował i to nie było w porządku. Tak więc następnym razem spotkaliśmy się w jego piwniczce. Brandy wyszło mu znakomicie i było go dużo. Volveaux, widocznie chcąc uratować jak najwięcej szlachetnego trunku, większość wlał w siebie. Nieprzytomnego odnieśliśmy na łóżko. Nikt nie zwracał uwagi na jego majaczenia o Manonie, liście, skrytce i dacie.
Nazajutrz wszyscy mieli kaca. Najgorzej miał się chyba jednak sam Volveaux, bo nie pojawił się w oberży ani rano, ani w porze obiadowej. Nie było go również wieczorem, kiedy udało nam się wreszcie dojść do siebie. Manon za to przez cały dzień pojawiał się i znikał, stale mamrotał coś pod nosem i był coraz bardziej zdenerwowany.
Następnego dnia rano Volveaux nadal się nie pokazywał. Manon tymczasem siedział za barem od bladego świtu. Sprawiał wrażenie zdrętwiałego i nieobecnego. Koło dziesiątej wypił jednym haustem szklaneczkę brandy, gwałtownie wstał i ruszył do drzwi.
- Hej, Manon, dokąd się wybierasz? – zaniepokojony Henri usiłował złapać go za ramię.
- Idę! – odpowiedział nieprzytomnie Manon, a jego twarz wyrażała determinację. Strząsnął z ramienia rękę Henriego i wyszedł trzaskając drzwiami. Wszyscy rzuciliśmy się do okien i patrzyliśmy jak sztywnym krokiem Manon zdąża wprost na posterunek Gestapo.
W tym momencie wszedł Volveaux.
- Dzień dobry wszystkim! – rzucił od progu i zatrzymał się widząc wszystkich z nosami przylepionymi do szyb. – Co się dzieje, panowie?
- Manon poszedł do Gestapo. – wymamrotał Gaston
- Po co? – zdziwił się Volveaux. Ale po chwili palnął się dłonią w czoło.
- No pięknie!
- Co się stało? – wszyscy odwróciliśmy się w stronę żandarma, ale on powtarzał tylko - No pięknie, pięknie...
- Mówże, o co chodzi! – Huile potrząsnął go za ramiona.
- Nikt nie odebrał jego listu, prawda? – pokręciliśmy głowami.
- Żeby się tylko nie wygadał... Boże! Wiecie, jak nazwałem agenta, który kontaktował się z nim?
W tym momencie z ulicy usłyszeliśmy hałas. Z żandarmerii wytoczył się Manon. Zrobił parę nieporadnych kroków, potknął się i upadł na ziemię. Za nim jak furiat wypadł von Herde. Miał rozpięty mundur i był bez czapki.
- Jak się nazywał?! Powtórz to jeszcze raz!
- Adolf Hatkleinschwanz! – wykrzyczał Manon. Prawie płakał nie wiedząc, co takiego
zrobił, że von Herde się wściekł. Był dumny ze swojego zaangażowania, uważał, że jego obowiązkiem było sprawdzić, co się stało z oficerem, który dotychczas punktualnie się z nim kontaktował.
- O nie! – Volveaux ukrył twarz w dłoniach.
Na moment odwróciliśmy głowy i nikt nie widział, jak zginął Manon.
Usłyszeliśmy dwa strzały. A kiedy znowu spojrzeliśmy na rynek, von Herde chował właśnie do kabury swój pistolet. Przed nim na ziemi leżał Manon, zwinięty w kłębek. Von Herde pogroził pięścią w stronę oberży i wrzasnął:
- Francuskie świnie!
Po czym obrócił się na pięcie i wrócił na posterunek.
Po chwili poszliśmy po zwłoki Manona.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Anonimus dnia 02-03-2006 o godz. 02:38:41 | | Oryginalny pomysl, ciekawa akcja, zaskakujace zakoncznie. Gratuluje! |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez mictlantecutli dnia 02-03-2006 o godz. 04:01:28 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Pomysł oryginalny, to fakt. Wstęp zupełnie nie zwiastuje historyjki wojennej, bardzo zachęcil mnie do przeczytania całości. Fabuła wydaje mi się bardzo naciągana, lecz napisana jest dobrze, w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Znaczących błędów, które mogłbyby psuć , czy utrudniac lekture. nie wychwyciłem.
Nie zachwyciło mnie, ale równiez nie rozczarowało. Lekkie i przyjemne, do poczytania przed snem;) Pod warunkiem co kto lubi oczywiście.
Pozdrawiam serdecznie |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Bairam dnia 02-03-2006 o godz. 09:29:46 | Zaskakujące.
Obraz społeczności, gdzie wszyscy się znają i ze zrozumieniem lub pobłażliwością akceptują swoje słabostki i dziwactwa przypomina mi klimatem „Przystanek Alaska”. Nie zmienia tego obrazu kontekst wojny. A że to francuska prowincja opis ten w całości wydaje się wiarygodny. Jednak autor jest przewrotny, zakończenie opowiadania sprawia, że szczęka opada. To co było tylko zabawne, staje się tragiczne.
Ciekawym elementem tego tekstu jest nietypowe ujęcie problemu donosicielstwa jako czynności nagannej. Czy może dlatego los okazał się dla bohatera taki okrutny?
Jeszcze jeden dobry prozatorski tekst wśrów zalewu poezji iksowej. Ręce opadają. |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Efemerydan dnia 02-03-2006 o godz. 10:34:32 http://lewy-c.blogspot.com/ | bez wątpienia mamy tu do czynienia z kawałkiem dobrej prozy, chciałoby się poczytac jeszcze ale się skończyło - szkoda.
bardzo ciekawy pomysł, a i zamkniecię go w szate stylistytczną udane!
pozdrawiam |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Anonimus dnia 02-03-2006 o godz. 10:54:11 | | Interesujący paszkwil. Czy doczekamy się takich na wszystkich adminów? |
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Anonimus dnia 02-03-2006 o godz. 10:59:24 | | Dodam, że Des Grieux, Oberadmin Stadnicki i Rojewski podani jak na tacy. Doprawdy, po tym autorze spodziewałbym się bardziej wyrafinowanego zawoalowania. |
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez TomaszKa dnia 02-03-2006 o godz. 12:34:43 | Anonimowy komentator poucza anonimowego autora, nadając przy okazji fikcyjnym, przez to w jakimś sensie anonimowym postaciom wymiary rzeczywiste. Opowiadanie zyskuje więc podwójnie!
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez wini dnia 02-03-2006 o godz. 12:41:24 | | Dokładnie tak samo pomyślałam. Zwłaszcza, że anonimowy komentator po tekstach autora (którego, my szeregowi fabrykanci widzimy po raz pierwszy i pierwszy jego tekst czytamy) spodziewał sie znacznie więcej ))))))))))))))))) |
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Anonimus dnia 02-03-2006 o godz. 13:04:16 | | Paszkwil? Na wszystkich adminow??? To ja chyba jestem "cienki Bolek" :( |
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez wega dnia 03-03-2006 o godz. 21:20:57 | ja też jestem cienki bolek, bo nie dopatrzyłam sie tu paszkwilu, ale nowa tu jestem, więc nie wiele wiem.
opowiadanko przyjemnie się czyta.
niewinne żarty w czasach wojny ze skutkiem nieodwracalnym... |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Lukasz_Stadnicki dnia 02-03-2006 o godz. 11:09:12 http://www.portalliteracki.pl | | Śliczniusie. Brakło nieco wartościowych akcentów polemicznych. Miło jednak, że frustracja wylewa się w niezłym stylu. To cenne. Niestety nieco za długie w porównaniu z resztą "ćwiczeń fabrycznych". |
Re: MANON /opowiadanie/ ? przez Anonimus dnia 04-03-2006 o godz. 00:43:54 | podzielam, ale mając na uwadze, że troche sie nabija pizoioma prozie ostatnio, ze wypzrtedza itede - za calość, za ząb - zaczerwień ostrzej@
cmok szefie
|
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ * przez Sheisebrick dnia 02-03-2006 o godz. 14:48:18 | Bardzo ciekawe opowiadanko, sprawnie napisane. Dobry pomysł i wciągająca akcja. W sumie do niczego nie można się przyczepić.
Jedyne co mnie zaskakuje to sugestia w komentarzach że to jest paszkwil na kogoś tam, na coś... Dżizas!! niedługo strach będzie cokolwiek napisać, bo zawsze będzie można dopatrzeć się zawloaa.. zawolvoo ... zaalawooo .....eee ukrytej satyry na fabrykantów czy fabrykę! :)))))) terror
m.~ |
Re: MANON /opowiadanie/ * przez Kapp-Grass dnia 02-03-2006 o godz. 15:19:22 | W zupełności się z Kolegą zgadzam. Nie dajmy się wpędzić w paranoję.
Zgrabnie napisana historyjka, ale i niepozbawiona pewnych słabości. Stanowczo za mało np. wyzyskany został intrygujący motyw trufli. Można też było bardziej rozwinąć wątki erotyczne, a zrezygnować choćby z banalnego pomysłu z podprowadzaniem jabcoka.
Ogólnie - może być, ale bez rewelacji. |
Re: MANON /opowiadanie/ * przez synthspirit dnia 02-03-2006 o godz. 20:57:50 | J.w., zwłaszcza w kwestii za volvo.
synth |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ** przez Teano dnia 06-03-2006 o godz. 21:48:39 http://www.teano.portalliteracki.pl | Bardzo dobrze napisane i bardzo dobrze się czyta. Nie wiem tylko, czy "Hatkleinschwanz" ma mieć jakieś znaczenie? Nie znam niemieckiego niestety, więc jeśli to jakaś gra słów, to dla mnie zakryta.
Zdumiały mnie natomiast komenty jakoby miałby to byc jakiś paszkwil... |
Re: MANON /opowiadanie/ ** przez Anonimus dnia 07-03-2006 o godz. 10:56:14 | Właśnie ma, dość istotne :)
Bez niego nie byłoby takiego zakończenia.
Też niestety "nie posiadam" języków, wiem tylko, że klein to coś małego.
Ale niech to sam Autor wyjaśnia.
Teraz przyszło mi do głowy, że idąc tym tropem można prześwietlić inne imiona i nazwiska tego opowiadania. I zdaje się, że wiem, kto jest pierwszym anonimem piszącym, że to paszkwil.
Ciekawe - uderz w stół... :)
|
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ** przez Anonimus dnia 04-03-2006 o godz. 07:57:30 | świetne, ale dokręciłabym zakończenie - od momentu kiedy Manon smyknął do Niemców, żeby donieść.
Jak ktoś tu jakieś aluzje zobaczył, to ja chyba nierozgarnięta jestem:) |
Re: MANON /opowiadanie/ ** przez mia dnia 04-03-2006 o godz. 07:59:58 | | zapomniałam sie zalogować:) |
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ ** przez ines dnia 03-03-2006 o godz. 18:18:50 | Powtórzę za większością komentujących - największym atutem opowiadanka jest jego lekkość. Bardzo ma duży potencjał, może faktycznie należało zostawić Manona przy życiu?
Trochę żal wykańczać od razu tak długo zarysowywaną i ciekawą postać.
Skłaniam się k/Wabigonowi - może wystarczy Manona ciężko poturbować. Na takich, jak on zapewne i tak nie zrobi to większego wrażenia i będzie można kontynuować cykl. :)
Szalenie podoba mi się również melancholijny żandarm Volveaux. Osobliwie jego brandy :)
No i żal, że autor się nie wypowiedział jeszcze.
Pozdrawiam serdecznie
i.
|
|
|
Re: MANON /opowiadanie/ * przez Wabigon dnia 03-03-2006 o godz. 08:37:51 | Fajne, bezpretensjonalne, lekko, swobodnie napisane. Nie pasuje mi tylko zakończenie, nie uśmiercałbym Manona, niechby go tylko porządnie pobili. Przydałby się jako postać drugoplanowa w dalszych opowiadaniach z tego cyklu. Bo zrobiłbym na miejscu Autora cykl o tym miasteczku. Ale może to tylko moje indywidualne skrzywienie w kierunku cykli, trudno rozstawać się z bohaterami, których się zdążyło polubić.
Dodałbym tu drugą gwiazdkę.
Pozdrawiam
Wabigon
|
Re: MANON /opowiadanie/ * przez fragile dnia 03-03-2006 o godz. 11:57:16 | z tym cyklem to nie jest głupi pomysł, a śmierć manona tu w niczym nie przeszkadza. każdy odcinek mógłby być o innym mieszkańcu.
opowiadanko bardzo spoko
fragile |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|