Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 53 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Liryka: MÓWISZ WCIĄŻ MOJE *
Wysłano dnia 08-11-2001 o godz. 14:20:16
Autor: Lukasz_Smogorowski
Starcze, gdyś rzucił oblicze swe zgarbione
Starcze, gdyś rzucił oblicze swe zgarbione
przed siebie, orle skrzydła wyrywając
zamilkłeś; wodziłeś wygasłą źrenicą
za maską twą-odpadła; ośmieliłeś się,
zapytałeś. Po co żeś, starcze, czoło chylił przed życiem,
cześć oddawał, plamiąc szczerością dywany,
ziemie święte całował, głupcze garbaty?
Dane ci raz będzie świat z góry zobaczyć...
Powieki ci wyrwali i jasność była,
oczy twe wlepione w nabrzmiałe zegary
stygną, wypalone; zwęglone złym słowem
ciała i blizny ich wyszarpane członkom
zaszyte mapą nieba wyschnięte rany,
oddechy, plują na swoje szaty topiąc
w niebieskim dymie cały kosmos pojednań.
Tryby, łożyska, śruby; rozpruta pamięć
mięśni - czułeś wiatr skrzydeł dany Tobie
i Wieczności skowytem choćby drgnięcia, tak,
Ona wrzącym woskiem żył i tętnic prosi,
byś zbliżył się ku słońcu. Starcze! Twe wciąż, wciąż
nieskończone oczodoły przynoszą śmierć,
nie koniec, samotnych kropli nie ma, jest burza,
szarpane w kipiących szczytach pióra,
żer chciwych ławic, królewski szkarłat aż tam,
do zapleśniałych ziem, gdzie ziarnami opium
zrodzą zboża, sny i tych, co w młodych skorupach
chowają zakrzepłą w praczasach odpowiedź:
Jesteś tu i teraz
nie ma cię
wszędzie gdzie byłeś
będziesz wciąż, wciąż
bez czasu i siebie
przeznaczysz na los
bez przeznaczenia
bez pamięci, bez śmierci
nikogo i wszystkich twoich jesteś
Krzyk nudy
Ośliniona zaprawa
może coś z tego wyjdzie (wyszło)
w czasie cywilizacyjnego rozwoju
czuć (w zamyśle)
powietrze i wodę na codzień
ogień w patologicznych przebłyskach (normalności)
nieskończonej frustracji
Słychać płacz, gdy tupie, a fizyczność
jest mu przeciwna (mimo, iż zaprawa była ośliniona)
Bloki w krótkoterminowej
umowie z ulicą (noc błogosławieństwem)
dostarczanie cienia w zamian za rozmieszczenie
małych żołnierzy (błogosławieństwo przypadkiem)
w jej zakamarkach
koegzystencyjny kompromis (dla ogólnych przeświadczeń)
na czas twardego snu
i mocno zakrapianych posiłków (i deserów!).
Nie słychać głośnego mlaskania
wśród ogólnego zgiełku (i strzałów).
Tym razem to chyba nie perpetum mobile.
Zawsze...
Zawsze gdy mówisz mówisz wciąż moje
życie - zbyt intensywny sen to
moje życie otwieram oczy
ginie strach w strachu mówisz ja ty
myślisz myślę to samo pustka
znowu ewakuacja w tę biel
prostą niezapisaną słowem
twoim zdaniem i zawsze racją
nieskomplikowanych objawień
w moim umyśle bez różnicy
czy twoim identyfikacja
zwłok bez twarzy też cię poznaję
pod białą pościelą w białej ścianie
nowego pokoju zabiłem
wszelkie skojarzenia w powietrzu
nie zabiłem ciebie oddechu
sensu snu i
białego telefonu
Gdzieś...
Gdzieś w bezpiecznym zamknięciu
na horyzoncie siatkówki
w objęciach rzęs, poszarpanych
skrzeniem kolorowych objawień,
zatrzymane w pół oddechu, z niedowierzaniem,
zapachy nagich drzew, jezior i kobiet,
ciepły deszcz nieskrępowanych wrażeń
od buńczucznie brudnych opuszek
przez dumnie zarośnięty tors i dalej,
z każdym szczerym dotykiem;
słaba myśl - jestem - z flagą victorii
pośród burzy mózgów
galerie przekonań i wiary,
i ja - w dowoli leśnych perspektyw
rześki i syty, bez skórzanych przegródek
przyklejonych ciepłym płaczem do ciała;
tyle radości pod zmrużoną powieką.
Panie Hadyna...
Panie Hadyna, tak nie można;
nie urywa się pieśni w pół słowa,
nawet gdy się tylko nuci tam
i z powrotem chodząc po scenie,
wydeptanej już i szarej, w ciasnych zakamarkach
tak cienkich przecież ścian, tak nietrwałych;
i myśleć, myśleć ze ściśniętym gardłem
niewyraźnie, ulegle-nie wypadało, bo przecież
czasem się spóźnia ( o dwa rozkazy, lub więcej ),
ale pan, o, pan mógł być pewien, że
do pana-przyjdzie na czas...
Przepraszam, czy to już... Koniec?
Ja chciałbym uczcić rocznicę
powstania raju.
Czy to ten, w którym każda północna fala
ma swoją rocznicę?..
Proszę bardzo o uwagę! Teraz jestem
tu (bo tylko tu być mogę)
i choć zasłania mnie światło
energooszczędnej żarówki, to niektórzy
z państwa poznają mnie; kiedyś ja
byłem dobrze oświetlony, wyraźny.
A i lampa jest ta sama-lampa
idzie z duchem czasu.
I tylko lampa moralnie się nie sprzeciwia?..
Patrząc na wschód (pisze patykiem
po piasku) milczę, gdy nie ma
słusznych zdań. Pan po prawej,
patrząc na wschód - milczeć nie potrafi.
Panie Hadyna, tak nie można;
bawić się trzeba do końca,
a nie odwracać się tyłem
do wschodu i zachodu słońca;
bo nie zważywszy czym słońce się mieni
jesteśmy raczej zadowoleni.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: MÓWISZ WCIĄŻ MOJE /kilka wierszy/ przez Anonimus dnia 22-10-2004 o godz. 14:15:28 | REWELACJA!!!Nareszcie znalazłam coś gdzie wszystko mi pasuje!Nie zmieniłabym ani jednego słowa, gdyby mi dano taką możliwość. Naprawdę dziękuję za przywrócenie wiary w to że ludzie jeszcze piszą w ten sposób...Daleka jestem od poezji w stylu: oda do magnetofonu albo wstałem rano i zrobiłem kakao(w tym momencie uwidacznia się ból istnienia podmiotu;))) Dziękuję!
Monika Szpargała |
|
|
Re: MÓWISZ WCIĄŻ MOJE /kilka wierszy/ * przez fontanna dnia 09-11-2007 o godz. 18:12:38 | Podoba sie,z przyjemnoscia poczytalam.
Pozdrawiam |
|
|
Re: MÓWISZ WCIĄŻ MOJE /kilka wierszy/ * przez jaceksojan dnia 19-03-2008 o godz. 08:26:38 | czuję się zmęczony gadulstwem, celebracją słów, słowotokiem, poetyzacją rzeczywistości, barokowym decorum;
J.S |
|
|
Re: MÓWISZ WCIĄŻ MOJE /kilka wierszy/ * przez Konwalijka dnia 05-07-2010 o godz. 09:12:40 | Poezja wysokich lotów. Po prostu świetne!
Pozdarwiam |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|