Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 55 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Dramat: RADA **
Wysłano dnia 12-11-2001 o godz. 11:06:54
Autor: Michal_Filipczuk

Wszyscy uczestnicy odbywającej się rady są bezwolni w ręku Przewodniczącego.

Przewodniczący (uroczystym tonem, dobrotliwie, nie bez ironii):
Szanowne koleżanki, szanowni koledzy! Zebraliśmy się dzisiaj. jak zwykle, w trybie nadzwyczajnym. Na wniosek kolegi C, któremu bez zbędnych wstępów, teraz oddaję głos.

C (ubrany w strój wędkarza, wzruszony):
Dziękuję, Panie P. Otóż mam dziś przyjemność podzielenia się z wami niezwykłym odkryciem, którego dokonałem całkiem niedawno i które odmieniło moje życie. Oto po 20 latach obradowania w naszym miłym gronie, doszedłem do wniosku, że nie mamy sobie nic do zakomunikowania. Co gorsza, było tak od samego początku. Myśl ta przyszła mi do głowy, gdy jeden z kolegów wygłaszał referat ”O godowym tańcu ślimaków.” Za ten referat będę mu jeszcze długo wdzięczny. Zdaję sobie sprawę, że cała ta historia nie najlepiej świadczy o moim refleksie. Ale lepiej późno niż wcale. 
Przewodniczący (ironicznie):
Niniejszym rozwiązuję nasze posiedzenie, które nawiasem mówiąc tylko po to zwołałem. Nim jednak to uczynię, pozwólcie, że nie licząc zupełnie na odpowiedź, która, jak się spodziewam, tym bardziej mnie zaskoczy, zapytam pro forma: czy ktoś chce zabrać głos? (spojrzenie na C, poruszenie na sali obrad)

B:
Chciałbym zauważyć, że wspomniana okoliczność (tj. że nigdy nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia) przesądzała o nieodpartym uroku naszych spotkań. A heroiczne wysiłki przezwyciężenia ich daremności, dodawały im czaru. To prawda, że czasem wiało nudą, ale myślę, że łatwo można temu zaradzić.

Mówiąc to B wyjmuje z kieszeni gilotynę do cygar, następnie ścina kolegę z lewej. Ucięta głowa toczy się po stole obrad i wpada do kosza na śmieci. Zakrwawiony tułów osuwa się na krzesło. Nikt nie reaguje.

H:
Myślę, że zanim na dobre zerwiemy z obradowaniem, powinniśmy sobie dać ostatnią szansę. Na wstępie, w celu uniknięcia gołosłowności, proponuję sformułować temat dyskusji. (wokół kosza gromadzi się kilka kotów)

D:
Zgłaszam sprzeciw. Kolega zachowuje się, jak nowicjusz. Chce uniknąć pustosłowia i w tym celu wnioskuje za sformułowaniem tematu. Nie do wiary! Z wieloletniego doświadczenia wszyscy doskonale wiemy, że tematy obrad określa się na samym końcu, gdy nie istnieje możliwość pomyłki. Wystarczy zacząć od czegokolwiek, a temat stopniowo będzie się klarował w toku obrad. Pod ich koniec nie będzie już żadnych wątpliwości. (niecierpliwie) W ten sposób powtórzymy tylko nasze stare błędy

F:
Niezupełnie. Kolega stwierdził, że należy zacząć od czegokolwiek. Otóż sądzę, że „cokolwiek” to temat cokolwiek ogólnikowy. Żeby nie marnować czasu i przejść do konkretów, uważam, że należałoby rozważyć podobieństwa i różnice między czymkolwiek pierwszym a czymkolwiek drugim. (Koty niespokojnie krążą wokół kosza. Dopiero teraz zebrani zauważają zwłoki.)

C:
Ależ panowie, kolega B, zamiast cygara ściął jednego z kolegów.

B (broniąc się):
To przez nieuwagę.

C:
Nieprawda! Przez cały czas obserwowałem kolegę. Kolega zrobił to rozmyślnie. (krótko milczą)

B (ze złowrogim błyskiem w oku):
Mała strata. Kolega trup nigdy nie miał wiele do powiedzenia.

C (oburzony):
No wie kolega …

B:
A co, może nie mam racji? Kto z kolegów sobie przypomina, żeby kolega trup powiedział kiedyś coś do rzeczy.

C:
Ależ kolego, nie w tym rzecz. I proszę odnosić się do nieboszczyka z większym szacunkiem.

B:
Kolega nieboszczyk (szyderczy ukłon w stronę C) tylko milczał i dłubał w nosie, więc nie mogłem ściąć go w dyskusji, a że zalazł mi za skórę, więc ... (złowrogie szczęknięcie gilotyny do cygar)

E:
A propos - może zapalimy. (częstuje cygarami, zaciągają się, krótko milczą)

G:
Proponowałbym wrócić do dyskusji. O ile sobie przypominam, Kolega wysunął wniosek, żeby rozważyć podobieństwa i różnice między czymkolwiek pierwszym, a czymkolwiek drugim. Aby uniknąć nieporozumień i jeszcze bardziej ukierunkować dyskusję proponuję rozważyć wyższość czegokolwiek pierwszego nad czymkolwiek drugim.

H:
Już widzę, do czego zmierza kolega: do Wyższości Świąt BN nad SWN. Skoro tak, to zgłaszam sprzeciw.

Przewodniczący:
Podtrzymuję sprzeciw. Problematyka religijna nie podlega weryfikacji empirycznej. Dlatego wolałbym się zająć czymś bardziej konkretnym np. wyższością topoli nad czeremchą.

E:
A o jak czeremchę chodzi ?

Przewodniczący:
Pospolitą, oczywiście.

C (znienacka):
Panowie, jak wam nie wstyd. Tu leży trup.

F:
To nie nasza wina - większość trupów przyjmuje tę pozycję. (śmiechy)

Przewodniczący:
Panowie, proszę o spokój. Tu leżą zwłoki. Nie możemy ich tak zostawić. (Naciska guzik. Do pokoju wpadają dwaj woźni i wynoszą zwłoki.)

I:
Jeśli wolno panie przewodniczący, sugerowałbym przeanalizowanie podobieństw i różnic między czymkolwiek pierwszym a czymkolwiek drugim, za przykład można wziąć dżdżownicę i piórnik. Uznałem je za instruktywne przykłady czegokolwiek, gdyż są równie dobre, jak cokolwiek innego.

J:
Na przykład bryndza i Archimedes?

Przekrzykują się wymyślając podobne przykłady.

F:
Budowa Tobolska a sprawa Polska?

C:
Jakub z Kolna a mysz polna?

D:
Janko z Czarnkowa a noga stołowa?

J (znienacka):
A co jedno ma wspólnego z drugim.

chwila napięcia

K:
Właśnie to należy zbadać (Szmer uznania na sali obrad, pierdnięcie przewodniczącego.)

Przewodniczący:
Panowie, proszę o przestrzeganie porządku obrad, w innym razie grozi nam chaos. (Jeszcze raz naciska guzik. Woźni wnoszą trupa. Z jego kieszeni przewodniczący wyciąga Camele. Obecni kierują zdumiony wzrok na Przewodniczącego. Woźni z trupem znikają. Ten kontynuuje paląc.) On, tak jak ja, palił bez filtra. Może któryś z panów? (częstuje) Proszę kontynuować.

I:
Wracając do tematu - otóż szczegółowe analizy wykazały, że różnice zawsze wypadają na korzyść lub na niekorzyść, a podobieństwa nigdy. Jest to okoliczność ze wszech miar zastanawiająca.

K:
Chciałbym zapytać na czyją to korzyść wypadają różnice?

I:
To zależy, co porównujemy.

K:
Kolega jak zwykle unika odpowiedzi i drąży szczegóły, a mnie chodzi o ogólną stronę zagadnienia, że się tak wyrażę.

Przewodniczący (znienacka zerkając na C):
Doceniam szlachetny wysiłek kolegów, ale przychyliłbym się do konkluzji kolegi C. Odnoszę wrażenie, że trudzimy się na darmo. Nawet heroiczna ofiara, ofiara z życia złożona przez jednego z kolegów nie na wiele się zdała. Co rzecz jasna nie oznacza, że była daremna. (Mówi to do C. Prowokująco.) Wręcz przeciwnie: jej pozorna bezsensowność paradoksalnie objawia wyższy Porządek, do którego przynależy każda Śmierć. Absolut, że się tak wyrażę. Czy ktoś ma ogień? Bo czyż przez chwilę nie staliśmy oko w oko z Absolutem. Czyż przez mgnienie nie przebiegł nam po krzyżu dreszcz trwogi egzystencjalnej?

F:
Proponuję małe głosowanie: komu przebiegł ręka w górę.

Przewodniczący (nie zwracając uwagi na propozycję kontynuuje):
Czyż nie rozwarła się pod nami Otchłań, czyż nie powiało Grozą.

J:
Rzeczywiście jakby powiało, ale to chyba przeciąg.

G:
Mogę zamknąć okno.

H:
To nie przeciąg, to Absolut.

I:
To musiał być Absolut, nawet doniczki pospadały.

F:
A więc to przez Absolut mam taki katar.

I:
Unikać przeciągów i Absolutu.

H:
Na dreszcze wziąć lecytynę.

F:
I po problemie.

C:
Koledzy, jak wam nie wstyd. (zawstydzenie na sali obrad) Gdy tak was słucham, czasami tracę wiarę, tracę wiarę.

H (podejrzliwie):
Czyżby w sens dyskutowania?

C (nie patrząc):
Tak… to znaczy… nie …

D:
Mimo wszystko uważam, że kolega byłby nam wdzięczny za to, co mu się przydarzyło. Wdzięczny i dumny.

F (nieśmiało, ze wzruszeniem):
W takim razie proponuję przedyskutować, czy bardziej dumny, niż wdzięczny, czy może jednak na odwrót.

C:
Koledzy! Czy nie widzicie, że wszystkie te wzruszające okoliczności, cała ta wzniosłość itd. nie zmieniają faktu, że nasza dyskusja jest za przeproszeniem o dupie Maryny.

G:
Za pozwoleniem, Panie Przewodniczący, z protokołu jasno wynika, że o dupie Maryny było w zeszłym tygodniu.

C (zniecierpliwiony):
By ująć rzecz po prostu: My tu sobie gadu, gadu, a „co co”?

Przewodniczący (wesoło i z werwą):
Kolega zadał pytanie. Proszę bardzo, kto z państwa? Zastanówcie się przez chwilę w spokoju. (Dziki wrzask kobiety, odgłos padającego ciała. Przewodniczący wygląda przez okno i dodaje.) W sąsiedztwie znów pojawiły się myszy, albo pani Kasia natknęła się na zwłoki. Zapomniałem przestrzec tych gamoni, żeby nie chowali ich w spiżarni. (Wraca do wcześniejszego tematu.) No, proszę państwa? Nikt nie wie? Dajecie za wygraną?

C:
Po tym wszystkim, co tu się wydarzyło, nie mam już wątpliwości, że słusznie postąpiłem, rzucając zawód. Wam radzę zrobić to samo.

Przewodniczący:
Ale chyba nie musimy zaraz zostawać wędkarzami. (wskazuje na kubrak wędkarski) Ryby mogłyby się wystraszyć. (śmieje się, za nim wszyscy prcy C.)

C:
Odpowiedź na pierwsze „co”- trawa, odpowiedź na drugie „co” -rośnie. (z uczuciem i z pasją) Otóż to, moi przyjaciele: my tu sobie gadu gadu, a trawa rośnie (na te słowa wszyscy rzucają się do okien, przepychają, mówią jeden przez drugiego, zupełnie jak dzieci) To właściwie wszystko, co mam wam do powiedzenia. (Zamierza wyjść.)

Przewodniczący:
Kolega sugeruje, że ten aforyzm rodem z Seneki jest podsumowaniem naszych 20-letnich heroicznych zmagań z zawiłością świata. Cóż przyjacielu. Żegnaj. (złowrogo) I spiesz się. (w pozie Leara) Klenie najlepiej biorą o świcie.

Śmieje się, a za nim cała jego świta. C przez chwilę się waha. Wreszcie wychodzi. Krótka pauza.

Przewodniczący (nie przestając bacznie obserwować tych, którzy wypowiadają poniższe kwestie):
Życie! Oto, czego potrzeba naszym skarlałym, rachitycznym duszom! (przez scenę przebiega naga kobieta. Goni ją nagi mężczyzna z głową Minotaura. Przewodniczący wygląda przez okno.) Przyroda, życie, młodość!

Zza sceny dobiega „What a wonderful world” Armstronga, już do końca.

I (podchwytując):
spontaniczność… Afirmacja istnienia poprzez spełnienie aktu przedłużającego byt jednostkowy.

Zza sceny wrzask kobiety.

K (podchwytując):
biologiczna nieśmiertelność

I:
zgoda z naturą

J:
śpiew ptaków, błoga cisza

Za sceną eksplozja.

P (z udaną wątpliwością):
Ale czy nie jest już za późno.

D (podchwytując):
Czy nie utraciliśmy wrażliwości?

I:
Spontaniczności? Naturalności?

K:
Ludzkich odruchów?

D:
Wszak jesteśmy mordercami!

Przewodniczący:
Dosyć! (do F,D,H) Za nim! (wybiegają)

Pierwszy cios spada na C, kiedy przez scenę przechodzą pod rękę M. i kobieta w ślubnych strojach. Ciosy spadają teraz szybko, w milczeniu. Zebrani uderzają z entuzjazmem i nie bez pewnej satysfakcji, ponieważ już wiedzą, że nie tylko gadać potrafią. W tle Armstrong. Odgłosy szamotaniny. Kilka chwil.

Przewodniczący:
Na czym to stanęliśmy?

K (mechanicznie recytuje):
Na tym, Panie Przewodniczący, że gdy rozpatrujemy wyższość czegokolwiek pierwszego nad czymkolwiek drugim, napotykamy na podobieństwa i różnice. Różnice wypadają na korzyść lub niekorzyść a podobieństwa - nigdy. Zgodziliśmy się, że jest to okoliczność ze wszech miar zastanawiająca.

Przewodniczący:
I właśnie ją przyjdzie nam teraz rozważyć.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 0

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować



Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim