Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz
· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz
· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita
· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert
· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 41 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Liryka: WYBÓR WIERSZY *
Wysłano dnia 12-11-2001 o godz. 12:09:05
Autor: Zbigniew_Matyjaszczyk




Na liściach życia
Na liściach życia zasypiają ludzie senni, a powiew boskości ich kołysze. Pod powiekami ich marzenia się rodzą, pragnienia, których nie da się usłyszeć.
Na liściach małe światy wegetują; codzienne troski, żale, trudne życia znoje. Tam grzeszne dusze pokutują, by dzień następny przetrwać ze spokojem.
Tak buja życie, szczycąc się zielenią, ludzkiego losu podglądając treści.
Na liściach ludzie zasypiają, a wiatr i słońce każdy żywot pieści.



Ziemia i wiatr
Ziemia płodna szukała kochanka. Każdym świtem rosą zwilgotniała, Poddawana pieszczocie poranka, Wiatr łagodny za mężczyznę miała.
On ją tulił, szumiał w jej ramionach I rozbudzał wszelkie w niej pragnienia. Tak nim była błogo omamiona, Aż ją tknęła chwila zapomnienia.
I oddała mu się w mglistym brzasku, Gdy jej trawy sobą rozkołysał. I rozkoszą drżała ziaren piasku, Którym wiatr szaleńczo "kocham" pisał.
I zrodziła ziemia kwiat miłości. Kwiat, którego żaden wiatr nie złamie. I zasnęła pełna uległości, By się zbudzić - wietrznych ust wołaniem.




Syjamskie bałwanki
Jej nagie pośladki topiły śnieg na ławce. Zaś moje palce rozgrzane topiły jej zamarznięte łzy. Oddała mi się i zapłakała...
Odgłos łamanych skorup, Przegryzanych wiewiórczymi zębami, Trzeszczących jak lód pod moimi butami, Przemieniał się w chichot zmysłów.
Przylgnęliśmy wargami,
Lecz mróz je połączył I nie sposób było się oderwać.
Prosiłem o odwilż, lecz ona nie przyszła... Dopiero dzięcioł swym dziobem nas rozdzielił...
Obsypał śnieg kochanków... I uczynił z nas dwa syjamskie bałwanki. I byłem w Tobie, z Tobą; I byłaś na mnie, ze mną...
A teraz grzeję stopy na kaloryferze i wspominam.




Dwa drzewa
Dwa drzewa oplątane konarami Jakoby para kochanków przytulona we śnie... Całują się korą, A w ramionach ich gałęzi Śnieg biały się ułożył, skrywając Jak bielizna falbankowa - intymność natury.
Szumią sobie kołysanki, Plotą sobie śnieżne wianki I pieszczotą swych dotyków grzeją się śród mrozu.
Chciałoby się wtulić w te drzewa. Ich miłości doznać, Ich pieszczotą się nasycić.
Lecz nie zakłócajmy ich spokoju. Niech samotne, pośród wiatrów Nadal stoją zakochane.




Miasta aniołów
Anioły nie spacerują. Unoszą się i lecą...
A twarze ich jaśnieją i włosy ich się złocą... Nie ujrzysz pięknych skrzydeł, Choć słyszysz, jak łopocą...
Anioły są tu za dnia, Nie zasypiają nocą.
Podają nam swe dłonie, Pomocne słowa szepczą I zło jak chwast nieznośny - Miłości stopą depczą.
Od wieków są tu z nami I tańczą tuż za ścianą. Lecz, by ich taniec dojrzeć, Przebijmy mury wiarą.




Piaskowy pałac
Na piasku zbudowałem pałac. Złociste bramy, strzeliste w niebo wieże... I byłem dumny z chwały tej budowli, Pełen ufności, że nic jej nie zabierze.
Tam zostawiłem serce swe w komnacie, Z drobiną marzeń - pragnień jeszcze młodych. Tam przy kominku grzał się stary fotel, Przyjaciel ciepły w czasie niepogody.
Aż przyszły burze, a takich burz nie znałem... Bezmyślne deszcze rozmyły piasku górę. I zabrał żywioł wszystko, co kochałem, Skazując duszę na pustych dni torturę.
Już jako żebrak, usiadłem w drzewa cieniu. Już miałem stoczyć ciało swe z przepaści... Aż zrozumiałem, że szałas na kamieniu, Jest trwalszym domem, niż pałac z piasku garści.




Tango
Zaprosiłaś mnie do tańca - Spojrzeniem, uśmiechem... Orkiestra rżnęła tango, Więc dym na parkiecie...
Owinąłem Cię wokół dłoni, Aż sukienka rozkwitła I odsłoniła czarne koronki.
Zetknęliśmy oczy, Musnęliśmy usta... I świat zawirował.
A w pamięci wciąż te koronki, I uda - smukłe, roztańczone.
Przechyliłem Cię przez biodro. Uniosłaś nogę nad głowę... I znów te koronki Mnie podrażniły.
Więc zamknąłem oczy I dalej tańczyłem już na pamięć...




Związek
Mąż i żona Jedno ciało o dwóch sercach A każde serce innym rytmem uderza Nawet przy pocałunku Nawet w czasie kochania.
Bo oto dwa różne światy Zamieszkały pod jednym dachem I trudno im niekiedy Wspólnie krążyć wokół jednego słońca.




Wrzeszczące kamienie
Wrzeszczą kamienie na drodze Zgniatane naciskiem kół. Wolałyby kąpać się w rzece Lub w słońcu na łące się grzać...
Choć z wierzchu są twarde i zimne, To serca ich płoche jak myśl. Nie mówią nic... Choć płaczą. A oczy spłukuje im deszcz.




Dzięcioły
Dzięcioły - kolorowe młoty pneumatyczne, lekarze leśni opukują ciało... Niestrudzeni perkusiści, bębniący w werbel z kory, którym echo drżało.
I słuchasz ich i słuchasz... Palcami w rytm ich stukasz...
I czekasz na kolejne granie... Gdyż miłe jest dzięcioła - z między drzew - stukanie.




Kaktus
Pogłaskałem kaktus, i nie był aksamitny. Nie pachniał jak róża, nie kusił mnie barwami. Samotny, wysuszony w doniczce wegetował, ukryty przed światem z innymi rósł kwiatami.
Lecz minął rok i drugi, aż słońce się zaśmiało I zakwitł smutny kaktus niewysłowioną chwałą.
Stał dumny, niepoznany, przystojnie okazały, I stał się aksamitny... kwieciście aż wspaniały.
I świat go poznał wtedy, składając mu pokłony, oglądał go, podziwiał, obracał z każdej strony.
A on stał niewzruszony, spijając z ziemi soki. Rozkwitły w świetle spojrzeń unosił się w obłoki.




Stokrotka
Stokrotkę przy torach Pęd wagonów rozkołysał... Już na pamięć znała rozkład jazdy... Marzyła o podróżach, Lecz nigdzie nie mogła wyjechać.
Aż pyłkiem kwiatu usiadła na kole... I tak świat zwiedziła, co jej był nieznany.
I gdzie indziej przy torach Wzrosła nowym kwiatem, Który pędem wagonów, Też był kołysany.




Włos
Jak trawa rośnie siwy włos Na mądrej pana głowie... Pamięta szał młodzieńczych lat I różnych kobiet dłonie.
Pamięta czas, gdy czarny był, Oblany brylantyną. Samotnie teraz dumny tkwi, Przyjaźniąc się z łysiną.




* * *
Jesteś gdzieś tam, gdzie noc dotyka dnia,
Gdzie tylko słowa moje Ciebie przytulają;
Gdzie tylko myśli cicho, ukradkiem wędrują
I zaglądają do odsłoniętych okien.

Jesteś gdzieś tam, gdzie i ja jestem w Twych marzeniach.
Choć Ci nieznany, jednak bliski.
Choć tajemniczy, to otwarty jak księga.
I daję się czytać, i daję się pisać...



Budzi się
Dotyka ją świt słoneczny - budzi się... Obok leży on - nagi, śniący o nieprzespanej nocy. Jego odkryte stopy ostudził przeciąg... Zmarznięty skulił się i przytulił do niej...
Budzi się ranek. W piskliwym brzmieniu telefonu rozpoznaje kres dopełnionych pieszczot. Kochanek minionej nocy - strojny w miłosny wianek jeszcze śpi...
Przylgnęła do jego piersi, ciepłych łomotów serca. Łapała te chwile krótkie, by je schować sobie, by trwały w mieszku pamięci - na samotne dni.




Melodia na dwa wietrzyki
... I na moich ustach wiatr melodie nuci... smyczkiem dotyków na strunach włosów gra... wybrzmiewam Tobą kocham... cóż więcej los mi może dać?...
pozbieram liście - spadły z drzewa... i zepnę je w pamiętnik słów cóż jeszcze więcej mi potrzeba?... - tylko byś była... ze mną... tu...




Preludium
Mężczyźni smyczki swe ujmują w dłonie. Wolno je suną, pocierają struny... Aż dźwięcznie zadrżą piękne ciała kobiet, aż - z wiolonczelą - bardziej się ośmielą... i fortepianem staną się ich zmysły.
Oddane palcom: zręcznym, roztańczonym, delikatnym pieszczotom - młodych wirtuozów, rozpłyną się melodią - tysiącem brzmiących głosów i ton wydadzą czysty... A to - preludium tylko, moment wyczekania...
Nim głos anielski rozpromieni duszę, nim się wypełnią serca jednym dźwiękiem, pamiątkę czyniąc z chwili błogich wzruszeń...
A to - namiastka tylko...
Nim - pragnienie fletów - zagra jednym tchnieniem, tęsknotą warg zaśpiewa unisono z orkiestrą całą i wzejdzie uniesieniem, pierwszego aktu stając się odsłoną.
A to jest tylko - jeden dotyk muzy, echo poezji, nuty na papierze, namiętny pocałunek - akt miłosnych zwierzeń.




Zasypianie z kotem
Kot się łasił - łasy na pieszczoty. Mruczał, ogon zawijał bezszelestnie wokół kostki swej pani. Uciskał pyszczkiem końcówki jej stóp, rozciągał się, przymykał ślepia senne, prężąc ciało swe do granic.
Ona go pogłaskała... Pomarszczoną dłonią - miękkość futra doceniała, mając w nim jedyną radość, jedyną przyjaźń.
Zamglone szkiełka - łzami już obmyte - w drucianym krążku patrzyły wciąż nieśmiało. Tyle lat już minęło, tyle istnień, a życie wciąż - nie troszczyło się, nie dbało o tych najmniejszych...




Drewniany zegar
- tykaniem się rozchodził po wszystkich kątach, po ścianach za pająkiem kroczył. Aż dojrzał pajęczynę w lustrze codzienności. Całe odbicie - tykaniem swym otoczył I wybił dumny godzinę dwunastą.
Kot - donośnym dźwiękiem jak ze snu obudzony, zjeżył się i wskoczył Pani na kolana. Lecz ona już go nie pogłaskała, bo dla niej dzień codzienny już na zawsze zasnął.




Mateusz 14,28
"Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!" A on rzekł: "Przyjdź!"
I zacząłem stąpać po falach. Ufność nosiła moje stopy, przepastna nie wzięła mnie głębina. Uwierzyłem, że mogę, a wiara moja była niezachwiana. Niespożytą mocą wszechświata władałem jak własną dłonią.
Pode mną, w czeluściach jeziora krążyły wygłodniałe potwory - drapieżne słabości, karmione krwią szatana.
Nie patrz w dół - pomyślałem, a ta chwiejąca się myśl sprawiła, że zanurzyłem się do kostek. Poczułem grzbiety strachu, napastliwie krążyły, czekając na mój następny krok. Spojrzałem w światłość, a ona mnie przygarnęła. Pewnym krokiem ruszyłem naprzód i dotarłem do celu.
Potwory nie zdechły z głodu. Pożarły następnego.




Stripteaserka
- Uwaga! - rzekła do publiczności. - Miałam być naga, lecz ze względu na okoliczności, założyłam tę białą suknię ślubną, którą mi babcia darowała. W tym oto stroju ukażę wam swój wdzięk, Choć nie po to przyjść wam tu kazałam.
Chcieliście pragnieniem gryźć każdą nutę ciała. Chcieliście wysłuchać tańca, który obiecałam.
Ja zaś dzisiaj dać wam chcę piękno mego słowa. Nie - rozkoszy wzroku dźwięk, lecz, co dusza chowa.
Odchodzicie? No i cóż? Wnętrze moje płacze. Z wami idzie anioł stróż. Hm... Jemu też wybaczę.




Ulica
Na ulicy tańczą zakurzone liście dziurawy asfalt połyka opony samochodów w jedną i w drugą stronę przemieszcza się życie rozjeżdżając kołami fruwające śmieci - odchody cywilizacji.
Na pasach leży pijak omijają go przechodnie plując pod nogi z obrzydzeniem pięć kroków od mostu zmęczona dziwka zatacza się przy latarni zaczepia eleganckiego emeryta lecz nic z tego... pomachał jej tylko laską na przestrogę.
Słońce już zachodzi resztką promieni zlizuje z chodnika stróżkę wody wyciekającą z nieszczelnego hydrantu zbliża się mrok a w nim ukryty strach wczoraj zgwałcili tutaj kobietę




Staruszek
Łzy znajdowały drogę między szczelinami zmarszczek moczyły zeschnięte usta wsiąkały w pomarszczony język staruszka
Wpatrywał się w pajęczynę na ścianie choć pewno jej nie widział
Spracowane dłonie drżały jak listki siwe zmęczone włosy srebrzyły się aureolą przyciągając światłem rozkojarzone ćmy
Niepotrzebna samotność stała się przyjacielem dziwaczne wspomnienia ostatnią rozrywką śmierć się mieniła jedyną kochanką, która nie odmówi siebie kiedy on jej zapragnie
Zardzewiałe lustro nie kłamało odpędzało światło rzucając go na ścianę biały cień przemieścił się w odbiciu - to ona - czekała na ostatnie tchnienie




Zoo

Słonie w zoo
Zwinęły trąby w wężowisko,
A ich ogonki dyndają beztrosko.
Mówię wam kochani
W tym zoo naprawdę jest bosko.

A małpki bez majteczek
Czyściły swe futerka.
Aż wstyd mi było czasem
na ich zaloty zerkać.

I tylko żółwie zdawały się już nie żyć.
W tanich skorupach chciały świat przemierzyć.

Sam w tym zwierzyńcu jesteś eksponatem.
Świat cię ogląda, więc go nie zawiedź zatem.



Na ośle-p Marchewką - osła pogonisz do przodu,
A skręcać będziesz, ciągnąc go za uszy.
Rolę hamulca przejmie sztywny ogon,
Jeśli do góry zdołasz go poruszyć.

Na jego grzbiecie, przepoconej sierści,
Okrakiem siedząc - zwiedzisz obce kraje.
Codziennie parking na soczystej łące...
Niech się oślina pysznej trawy naje.

Hm...
Nie lubisz osła, bo ci jest podobny,
Bo się prowadzić dajesz za marchewką,
Bo ci na głowie sterczą ośle uszy,
I-haaa, wciąż: i-haaa - twą codzienną śpiewką.



Krótkie spięcie

Pocałunek dwóch drucików,
Choć nieśmiały lecz pełen napięcia,
Przyczyną był niewątpliwą
Krótkiego, acz groźnego spięcia,
Że płomyk rozbłysnął na ścianie
I pożar był bliski powstania.

Przez gumkę się tulcie druciki,
Dla bezpiecznego kochania.



Gdy mnie wabisz

Jak miło, gdy mnie wabisz - o kwiecie,
Roztańczonych piersi kołysaniem.
To najbardziej uwielbiam w kobiecie,
Gdy jej nagość dla mnie jest wyzwaniem.

Resztę ciała skrywasz za woalem,
Lecz go zrzuca moje pożądanie.
I okrywa nagość twoją szalem
Dzikich spojrzeń zwanych podglądaniem.

Napływają usta - ciała rosą,
Rozognione pieką pocałunki.
Delikatną błogość dłonie niosą,
Moich pieszczot - tobie podarunki.



Miłość w burzy

W deszczu ogromie kąpali się pod drzewem,
Radosnym aktem ogrzewając ciała.
I mokre włosy, i mokre oczy,
I mokra ziemia - tam, pod nimi drżała.

Słuchały liście namiętności jęków,
A pień się zmienił w ich miłosne łoże.
Lizały krople jej nabrzmiałe piersi,
Pieściły - jego - drzewa - piękny korzeń.

Tak cudną chwilą chcieli trwać na wieki,
Że świat usłyszał tęskne ich wołanie.
I raził piorun kochanków pod drzewem,
I dał im w sobie - wieczne spoczywanie.



Śpij kochanie

Obudziły gołębie ranek ten przedwcześnie,
Na mych okien wzgórze wzniosły się gruchaniem.
Wstały kwiaty, łąki w rosie -
Ty zaś śpij kochanie.

Z dachu kapie senność nocy,
Mrok umyka gdzieś po kątach,
Młody wietrzyk jeszcze ziewa,
Z ciekawością tu zagląda.

Rozbudziły się pragnienia,
Znów Cię kochać chcę nad ranem,
Lecz w ramionach jesteś nocy,
Zatem - śpij kochanie.



Bukiet fiołków

Deszczową pogodą napłynęły jej oczy,
Serce piorunem rażone zadrżało;
Gdzieś tam, za chmurami, zabłądziło słońce,
Jakby przed burzą - płoche się schowało.

Wciąż była smutna, wciąż tęskniła bardzo,
Gdyż kwiat swej duszy chciała oddać jemu.
On zaś daleko od niej był ... daleko.
Ona pytała: Czemu to tak, czemu?

I w tejże chwili dusza jej rozkwitła.
Bukietem fiołków smutek stał się czynić,
Bo zrozumiała, że miłość bez płaczu,
Jak liść usycha - w piasku na pustyni.




Głaz

Jakbyś głaz ogromny
na górę próbował wtoczyć ...
Stopy krwawią od ciernistych pocałunków,
ręce obolałe krzywią się bezsilnie.
Tylko czołem pchasz przed siebie
całe życia udręczenie.

Uwaga!
Ślimak stanął na twej drodze.
Trzymaj głaz, byś go nie przygniótł!
Gdy będzie już bezpieczny
ruszaj dalej w swoją drogę.

Kochają głazy - śmiałków, co je pchają;
Kochają góry - głazy, co się toczą;
Kocha istnienie - ludzi, co zawzięcie
drogą wybraną ku spełnieniu kroczą.



Rybki i bąbelek

Rybka mała z drugą rybką,
podpłynęły bardzo szybko,
gdzie bąbelek spod kamyczka
pędem uniósł się ku górze.
Chciały złapać go w swe pyszczki,
lecz im umknął niespodzianie,
by nad wodą, nad powierzchnią
dalej toczyć swe podróże.

- Cóż... Uciekło nam śniadanie. - Pomyślały rybki obie,
patrząc na słoneczny promień,
co uśmiechem się odbijał w całej tafli falującej.

Głodne rybki odpłynęły w stronę - innej rybki - śpiącej,
która w liściach się zaszyła,
snem spokojnym się raczyła.

A w oddali znów bąbelek
pomknął prosto, hen ku górze.

Dalej, za nim płyńcie rybki!
Nie czekajcie chwili dłużej!

Lecz się znowu opóźniły
i w świat uciekł im bąbelek.
A do szczęścia brakowało
tak niewiele,
tak niewiele




Dom w kielichu róży

Znalazłeś dom
Między płatkami róży.
W aksamitnej pościeli spałeś
i pręcik trącałeś, aby światu służyć.

Pszczoły, motyle
na gościnę brałeś
w poczęstunku nektar dając im bez końca,
Ty - kwiatów obrońca,
który świat kochałeś
nie płakałeś,
żegnając dzień powszedni,
co się w lesie schował
ostatnim promieniem słońca.

Wieczorem kołysałeś wspomnienia
i przyjaciołom grałeś tulipanom.
One słuchały niby od niechcenia,
bo im śpiew - miłosną trwał melodią znaną.




Paź Królowej

Przemoczonych świerszczy poczet
w deszczu utknął gdzieś w kałuży
i korony nie dostałaś
ma królowo złotoskrzydła.

Ja i tak Ci będę służyć.

Kiedy skończy się ulewa
na tęczowych ramion lotni
wzniosę Cię o Pani moja
ponad łąkę, ponad drzewa...

Namaluję Twoją postać
pyłem kwiatu, smugą wiatru...
i na zawsze pozostaniesz
w mej pamięci - tym obrazie

A ja zawsze - ma królowo
Twym oddanym będę paziem.



* * *

Dla mnie nigdy nie umrzesz
I choćbym wąchał lilie Twoich wspomnień
- żyć będziesz dla mnie.

Patrzeć będziesz na mnie słońcem,
rozmawiać ze mną będziesz liśćmi kasztanowca.
Dotykać mnie świergotem ptaków zechcesz,
zapachem wiosny, mięty i jałowca.

A gdybym płakać zechciał - deszcz mi łzy obmyje,
bo nie odejdziesz przecież w szarość zapomnienia.
Strojna barwami pamiętliwej tęczy,
w mym sercu zaśniesz Pani.
A zbudzisz się - w marzeniach.




Ewa z Adamowego raju

Ewa - to rajskie uczucie
W Adamowym ogrodzie, gdzie słodyczą zakazaną -
U progu wszechświata - Amorowych strzał ukłucie
Stało się rozkoszą tak wspaniałą
I pełną namiętnego bólu, że aż przyjemność sprawiał.

Bez tego bólu nie ma pełni życia,
A każda minuta do drugiej jest podobna.
Ratuj duszę! Uczucia wyjmij swe z ukrycia!
Armią westchnień, pocałunków nakarm ją, gdy będzie głodna;
Napastliwie jej dotykaj, lecz delikatnie.
O każde jej spojrzenie bądź zazdrosny,
W każde jej tchnienie - sam siebie włóż opłatkiem,
Sokiem leśnych malin - oblecz szept miłosny,
Koralami śmiechu obdarz dekolt śmiały
I nie lękaj się wyznać, że jesteś - z a k o c h a n y.
Ewa to zrozumie -
Jako pierwsza kobieta, sama przecież - pierwsza - kochać umie.



Obrazek

Przy ramie obrazu
Chrystus na karteczce wciśnięty,
lecz się przy nim nie klęczy,
nie modli jakby Go nie było -

Zasypiasz -
Śpisz -
A sen ujął cię w szpony
i krzyczącego zawiódł w nieskończoność.

Tam ci pinezki wbijały się w stopy,
srogi nauczyciel z furią walił po głowie,
tam odpadły ci dłonie,
a wąż jak makaron wpełzał
w rozkrzyczane gardło.

Z bólu rozwarły się oczy -

- Czy to sen proroczy? - pomyślałeś sobie.

Spojrzałeś na Chrystusa,
szukałeś odpowiedzi wystraszonym wzrokiem,
a on milczał.

Jeszcze nie czas na modlitwę,
uspokoiłeś sumienie
i wyszedłeś z pokoju -




Wybacz proszę
Nie oddałem Ci siebie - uczuć, co w sercu noszę; Słów utkanych miłością... - wybacz proszę. Nie wyznałem tajemnic, które teraz ogłoszę - Że mi jesteś kochaną... - wybacz proszę.
Upojony poezją Twoich słów tak namiętnych, Odlatuję w zaświaty, choć zostaję tu ciałem. Pełen westchnień szybuję pośród myśli odświętnych, Rozbudzając toń zmysłów, co rozkoszą oblane.
Nie wielbiłem Twych dłoni, które teraz wspominam; Tęsknych nagich ramion - moja wina. Nie urzekła Ciebie - wyznań mych odrobina, Widać jestem Ci obcy... - moja wina.
Zakochany, bezsilny, beznadziejnie spragniony Na Biegunie usiądę, by ostudzić wspomnienia. Każdą chwilą przy Tobie jak promieniem olśniony, Tracę wzrok oczekując czasu słońca zaćmienia.




Niedoszła kochanka
Jakbyś była nicią babiego lata, Wiatrem niesiona po nieba błękicie. Spragniona wyżej, jeszcze wyżej latać. W jeziorach i rzekach mieć swoje odbicie.
Jakbyś była echem, odbiciem słowa, Które pieszczotliwym szeptem się staje. Co dzień, wciąż śmiechem zakwitasz od nowa, A głos Twój miły we mnie pozostaje.
Jakbyś była światłem, blaskiem poranka, Który ptasim śpiewem ledwie obudzony. Jako mi niedoszła jeszcze kochanka - Spoglądasz, a ja - płonę zawstydzony.




O nas
Nie dla oczu moich twa miłość. Nie dla oczu mych wyznania przemiłe. Jedynie słowa na papierze - Dla mnie - serca rytmem nieustannie pulsują.
Usta złożę na literach; Pieszczotą zdań się posilę; Każdą kropką, przecinkiem; Każdym wyrazem, choćby i najbłahszym, Uraduję duszę miłym wspomnieniem.
Nie zapomniałem o gwiazdach, O spacerach między uliczkami, O uścisku dłoni, O pocałunkach w kafejce.
Odbijam źrenice... W pękniętym lustrze kołyszą się - falami Wisły unoszone. Razem z gołębiami wzlatuję ponad parasolami kwiaciarek. Wydziobując płatki róży, zanoszę je Tobie I składam w kartonowym pudełku po ciasteczkach czekoladowych.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 7 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: WYBÓR WIERSZY
przez Anonimus dnia 07-06-2002 o godz. 12:52:23
Wiele uczucia jest w twoich wierszach. GRATULACJE.




Re: WYBÓR WIERSZY
przez sylwulek dnia 26-04-2004 o godz. 22:41:27
piszesz piekne wiersze, bardzo ujmujące, melodyjne a przy tym obrazowe i wyrazajace soba coś. dla mnie super, zwlasza w erze zalewu bialej poezji, czesto bez "ladu i skladu" probujacej cos powiedzic, czego nikt nie jest w stanie odszyfrowc. umiejetnosc zachowania rytmu i rymu przy jednoczesnym ujeciu wszystkiego w przemawiajaca do serca calosc - to na pewno talent. przezywajac wiersz czlowiek ma sie przenosic nieswiadomie w inny swiat, nie zastanawiajac sie nawet, ze to robi. przy twoich to sie udaje...



Re: WYBÓR WIERSZY
przez Anonimus dnia 23-06-2004 o godz. 20:29:00
jeden z niewielu autorów, który ma nie tylko chęci, ale i talent. gratuluję i pozdrawiam. abstynentka...



Re: WYBÓR WIERSZY
przez Anonimus dnia 08-11-2004 o godz. 13:21:56


Wiersze ciepłe i pełne uczucia. Mozna przy nich się zapomnieć....

Gratulacje. Małgochna



Re: WYBÓR WIERSZY
przez Shibbi dnia 18-11-2004 o godz. 20:21:32
Herbata mi wystygła - tak się zaczytałam- śliczne, słodkie czułe, bliskie sercu, czasem frywolne i uwodzicielskie. Bardzo mi się podobały-- Pozdrawiam.



Re: WYBÓR WIERSZY
przez Anonimus dnia 12-04-2005 o godz. 12:40:56
ujęły moje serce, połechtały duszę i znów się cieszę i raduję - choć nie muszę;-) gratuluje talentu;-) pozdrawiam



Re: WYBÓR WIERSZY *
przez urszula dnia 30-06-2011 o godz. 09:30:23
Podpisuję się pod wszystkimi komentarzami.
Wiersze śpiewające, refleksyjne, pisane z czystej potrzeby serca.
Takie wiersze poruszają najwrażliwsze struny czytelnika i trafiają wprost do serca.
Serdecznie pozdrawiam




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim