Nowe recenzje
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 41 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 | V OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA AUTORSKĄ KSIĄŻKĘ LITERACKĄ- ŚWIDNICA 2012 |
 | DACH w lutym |
 | wizja śmierci w romantyzmie |
 | Konkurs Małych Form Prozatorskich Wrzenie VI |
 | Cytat z Forum |
 | Szymborska |
 | Harosław Jaszek: jeśli zwycięży wolność słowa… |
 | WISŁAWA sZYMBORSKA NIE ŻYJE |
 | RIP |
 | TAJNE KOMPLETY - NAJPIĘKNIEJSZA KSIĘGARNIA - GŁOSUJ |
 | Styczniowy DACH |
 | Krzysztof Gąsiorowski nie żyje. |
 | Niektórzy lubia poezję |
 | Palahniuk versus Zafon |
 | Podsumowanie 20011 roku w Księgarni Tajne Komplety |
 | Tren pt. Grab-Ula mówi o pieszczotach Orszulki na łonie przyrody. |
 | Współczesna poezja |
 | Co zrobić, żeby pierwsze rozdziały pisanej przeze mnie nie były nudne? |
 | Pierwsze zdanie! |
 | Wielowątkowość |
 | Czarny Kot |
 | CHOIŃCZYK-ŚWIĄTECZNA GRA DEKADY! |
 | 3 lata slamu w Od Nowie |
 | MAGAZYN CEGŁA 21 nr do zjedzenia na 6 opłatkach wigilijnych |
 | Moje konto w FL. |
 | Spotkanie poetyckie |
 |
Liryka: WYBÓR WIERSZY *
Wysłano dnia 12-11-2001 o godz. 12:09:05
Autor: Zbigniew_Matyjaszczyk
Na liściach życia
Na liściach życia
zasypiają ludzie senni,
a powiew boskości
ich kołysze.
Pod powiekami ich
marzenia się rodzą,
pragnienia, których
nie da się usłyszeć.
Na liściach małe
światy wegetują;
codzienne troski,
żale, trudne życia znoje.
Tam grzeszne dusze
pokutują,
by dzień następny
przetrwać ze spokojem. Tak buja życie,
szczycąc się zielenią,
ludzkiego losu
podglądając treści.
Na liściach ludzie
zasypiają,
a wiatr i słońce
każdy żywot pieści.
Ziemia i
wiatr
Ziemia płodna
szukała kochanka.
Każdym świtem rosą
zwilgotniała,
Poddawana
pieszczocie poranka,
Wiatr łagodny za
mężczyznę miała.
On ją tulił,
szumiał w jej ramionach
I rozbudzał
wszelkie w niej pragnienia.
Tak nim była błogo
omamiona,
Aż ją tknęła chwila
zapomnienia.
I oddała mu się w
mglistym brzasku,
Gdy jej trawy sobą
rozkołysał.
I rozkoszą drżała
ziaren piasku,
Którym wiatr
szaleńczo "kocham" pisał.
I zrodziła ziemia
kwiat miłości.
Kwiat, którego
żaden wiatr nie złamie.
I zasnęła pełna
uległości,
By się zbudzić -
wietrznych ust wołaniem.
Syjamskie
bałwanki
Jej nagie pośladki
topiły śnieg na ławce.
Zaś moje palce
rozgrzane topiły jej zamarznięte łzy.
Oddała mi się i
zapłakała...
Odgłos łamanych
skorup,
Przegryzanych
wiewiórczymi zębami,
Trzeszczących jak
lód pod moimi butami,
Przemieniał się w
chichot zmysłów.
Przylgnęliśmy
wargami, Lecz mróz je połączył
I nie sposób
było się oderwać.
Prosiłem o odwilż,
lecz ona nie przyszła...
Dopiero dzięcioł
swym dziobem nas rozdzielił...
Obsypał śnieg
kochanków...
I uczynił z nas dwa
syjamskie bałwanki.
I byłem w Tobie, z
Tobą;
I byłaś na mnie, ze
mną...
A teraz grzeję
stopy na kaloryferze i wspominam.
Dwa drzewa
Dwa drzewa oplątane
konarami
Jakoby para
kochanków przytulona we śnie...
Całują się korą,
A w ramionach ich
gałęzi
Śnieg biały się
ułożył, skrywając
Jak bielizna
falbankowa - intymność natury.
Szumią sobie
kołysanki,
Plotą sobie śnieżne
wianki
I pieszczotą swych
dotyków grzeją się śród mrozu.
Chciałoby się
wtulić w te drzewa.
Ich miłości doznać,
Ich pieszczotą się
nasycić.
Lecz nie zakłócajmy
ich spokoju.
Niech samotne,
pośród wiatrów
Nadal stoją
zakochane.
Miasta
aniołów
Anioły nie
spacerują.
Unoszą się i
lecą...
A twarze ich
jaśnieją i włosy ich się złocą...
Nie ujrzysz
pięknych skrzydeł,
Choć słyszysz, jak
łopocą...
Anioły są tu za
dnia,
Nie zasypiają nocą.
Podają nam swe
dłonie,
Pomocne słowa
szepczą
I zło jak chwast
nieznośny -
Miłości stopą
depczą.
Od wieków są
tu z nami
I tańczą tuż za
ścianą.
Lecz, by ich taniec
dojrzeć,
Przebijmy mury
wiarą.
Piaskowy
pałac
Na piasku
zbudowałem pałac.
Złociste bramy,
strzeliste w niebo wieże...
I byłem dumny z
chwały tej budowli,
Pełen ufności, że
nic jej nie zabierze.
Tam zostawiłem
serce swe w komnacie,
Z drobiną marzeń -
pragnień jeszcze młodych.
Tam przy kominku
grzał się stary fotel,
Przyjaciel ciepły w
czasie niepogody.
Aż przyszły burze,
a takich burz nie znałem...
Bezmyślne deszcze
rozmyły piasku górę.
I zabrał żywioł
wszystko, co kochałem,
Skazując duszę na
pustych dni torturę.
Już jako żebrak,
usiadłem w drzewa cieniu.
Już miałem stoczyć
ciało swe z przepaści...
Aż zrozumiałem, że
szałas na kamieniu,
Jest trwalszym
domem, niż pałac z piasku garści.
Tango
Zaprosiłaś mnie do
tańca -
Spojrzeniem,
uśmiechem...
Orkiestra rżnęła
tango,
Więc dym na
parkiecie...
Owinąłem Cię wokół
dłoni,
Aż sukienka
rozkwitła
I odsłoniła czarne
koronki.
Zetknęliśmy oczy,
Musnęliśmy usta...
I świat zawirował.
A w pamięci wciąż
te koronki,
I uda - smukłe,
roztańczone.
Przechyliłem Cię
przez biodro.
Uniosłaś nogę nad
głowę...
I znów te
koronki
Mnie podrażniły.
Więc zamknąłem oczy
I dalej tańczyłem
już na pamięć...
Związek
Mąż i żona
Jedno ciało o dwóch
sercach
A każde serce innym
rytmem uderza
Nawet przy
pocałunku
Nawet w czasie
kochania.
Bo oto dwa różne
światy
Zamieszkały pod
jednym dachem
I trudno im
niekiedy
Wspólnie
krążyć wokół jednego słońca.
Wrzeszczące
kamienie
Wrzeszczą kamienie
na drodze
Zgniatane naciskiem
kół.
Wolałyby kąpać się
w rzece
Lub w słońcu na
łące się grzać...
Choć z wierzchu są
twarde i zimne,
To serca ich płoche
jak myśl.
Nie mówią
nic...
Choć płaczą.
A oczy spłukuje im
deszcz.
Dzięcioły
Dzięcioły -
kolorowe młoty pneumatyczne,
lekarze leśni
opukują ciało...
Niestrudzeni
perkusiści,
bębniący w werbel z
kory, którym echo drżało.
I słuchasz ich i
słuchasz...
Palcami w rytm ich
stukasz...
I czekasz na
kolejne granie...
Gdyż miłe jest
dzięcioła - z między drzew - stukanie.
Kaktus
Pogłaskałem kaktus,
i nie był aksamitny.
Nie pachniał jak
róża, nie kusił mnie barwami.
Samotny, wysuszony
w doniczce wegetował,
ukryty przed
światem z innymi rósł kwiatami.
Lecz minął rok i
drugi, aż słońce się zaśmiało
I zakwitł smutny
kaktus niewysłowioną chwałą.
Stał dumny,
niepoznany, przystojnie okazały,
I stał się
aksamitny... kwieciście aż wspaniały.
I świat go poznał
wtedy, składając mu pokłony,
oglądał go,
podziwiał, obracał z każdej strony.
A on stał
niewzruszony, spijając z ziemi soki.
Rozkwitły w świetle
spojrzeń unosił się w obłoki.
Stokrotka
Stokrotkę przy
torach
Pęd wagonów
rozkołysał...
Już na pamięć znała
rozkład jazdy...
Marzyła o
podróżach,
Lecz nigdzie nie
mogła wyjechać.
Aż pyłkiem kwiatu
usiadła na kole...
I tak świat
zwiedziła, co jej był nieznany.
I gdzie indziej
przy torach
Wzrosła nowym
kwiatem,
Który pędem
wagonów,
Też był kołysany.
Włos
Jak trawa rośnie
siwy włos
Na mądrej pana
głowie...
Pamięta szał
młodzieńczych lat
I różnych
kobiet dłonie.
Pamięta czas, gdy
czarny był,
Oblany brylantyną.
Samotnie teraz
dumny tkwi,
Przyjaźniąc się z
łysiną.
* * *
Jesteś gdzieś tam,
gdzie noc dotyka dnia, Gdzie tylko słowa moje Ciebie
przytulają; Gdzie tylko myśli cicho, ukradkiem wędrują I
zaglądają do odsłoniętych okien.
Jesteś gdzieś tam, gdzie i
ja jestem w Twych marzeniach. Choć Ci nieznany, jednak
bliski. Choć tajemniczy, to otwarty jak księga. I daję się
czytać, i daję się pisać...
Budzi się
Dotyka ją świt
słoneczny - budzi się...
Obok leży on -
nagi, śniący o nieprzespanej nocy.
Jego odkryte stopy
ostudził przeciąg...
Zmarznięty skulił
się i przytulił do niej...
Budzi się ranek.
W piskliwym
brzmieniu telefonu
rozpoznaje kres
dopełnionych pieszczot.
Kochanek minionej
nocy -
strojny w miłosny
wianek
jeszcze śpi...
Przylgnęła do jego
piersi,
ciepłych łomotów
serca.
Łapała te chwile
krótkie,
by je schować
sobie,
by trwały w mieszku
pamięci - na samotne dni.
Melodia na
dwa wietrzyki
... I na moich
ustach wiatr melodie nuci...
smyczkiem dotyków
na strunach włosów gra...
wybrzmiewam Tobą
kocham...
cóż więcej
los mi może dać?...
pozbieram liście -
spadły z drzewa...
i zepnę je w
pamiętnik słów
cóż jeszcze
więcej mi potrzeba?...
- tylko byś była...
ze mną...
tu...
Preludium
Mężczyźni smyczki
swe ujmują w dłonie.
Wolno je suną,
pocierają struny...
Aż dźwięcznie
zadrżą piękne ciała kobiet,
aż - z wiolonczelą
- bardziej się ośmielą...
i fortepianem staną
się ich zmysły.
Oddane palcom:
zręcznym, roztańczonym,
delikatnym
pieszczotom - młodych wirtuozów,
rozpłyną się
melodią - tysiącem brzmiących głosów
i ton wydadzą
czysty...
A to - preludium
tylko, moment wyczekania...
Nim głos anielski
rozpromieni duszę,
nim się wypełnią
serca jednym
dźwiękiem, pamiątkę czyniąc
z chwili błogich
wzruszeń...
A to - namiastka
tylko...
Nim - pragnienie
fletów - zagra jednym tchnieniem,
tęsknotą warg
zaśpiewa unisono z orkiestrą całą
i wzejdzie
uniesieniem, pierwszego aktu stając się odsłoną.
A to jest tylko -
jeden dotyk muzy, echo poezji,
nuty na papierze,
namiętny pocałunek - akt miłosnych zwierzeń.
Zasypianie z
kotem
Kot się łasił -
łasy na pieszczoty.
Mruczał, ogon
zawijał bezszelestnie wokół kostki swej pani.
Uciskał pyszczkiem
końcówki jej stóp,
rozciągał się,
przymykał ślepia
senne, prężąc ciało swe do granic.
Ona go
pogłaskała...
Pomarszczoną dłonią
- miękkość futra
doceniała, mając w nim jedyną radość,
jedyną przyjaźń.
Zamglone szkiełka -
łzami już obmyte -
w drucianym krążku
patrzyły wciąż nieśmiało.
Tyle lat już
minęło, tyle istnień,
a życie wciąż - nie
troszczyło się, nie dbało
o tych
najmniejszych...
Drewniany
zegar
- tykaniem się
rozchodził po wszystkich kątach,
po ścianach za
pająkiem kroczył.
Aż dojrzał
pajęczynę w lustrze codzienności.
Całe odbicie -
tykaniem swym otoczył
I wybił dumny
godzinę dwunastą.
Kot - donośnym
dźwiękiem jak ze snu obudzony,
zjeżył się i
wskoczył Pani na kolana.
Lecz ona już go nie
pogłaskała,
bo dla niej dzień
codzienny już na zawsze zasnął.
Mateusz 14,28
"Panie, jeśli to Ty
jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!"
A on rzekł:
"Przyjdź!"
I zacząłem stąpać
po falach.
Ufność nosiła moje
stopy,
przepastna nie
wzięła mnie głębina.
Uwierzyłem, że
mogę, a wiara moja była niezachwiana.
Niespożytą mocą
wszechświata władałem jak własną dłonią.
Pode mną, w
czeluściach jeziora
krążyły wygłodniałe
potwory - drapieżne słabości,
karmione krwią
szatana.
Nie patrz w dół
- pomyślałem,
a ta chwiejąca się
myśl sprawiła, że zanurzyłem się do kostek.
Poczułem grzbiety
strachu,
napastliwie
krążyły, czekając na mój następny krok.
Spojrzałem w
światłość, a ona mnie przygarnęła.
Pewnym krokiem
ruszyłem naprzód i dotarłem do celu.
Potwory nie zdechły
z głodu.
Pożarły następnego.
Stripteaserka
- Uwaga! - rzekła
do publiczności.
- Miałam być naga,
lecz ze względu na
okoliczności,
założyłam tę białą
suknię ślubną,
którą mi
babcia darowała.
W tym oto stroju
ukażę wam swój wdzięk,
Choć nie po to
przyjść wam tu kazałam.
Chcieliście
pragnieniem gryźć każdą nutę ciała.
Chcieliście
wysłuchać tańca, który obiecałam.
Ja zaś dzisiaj dać
wam chcę
piękno mego słowa.
Nie - rozkoszy
wzroku dźwięk,
lecz, co dusza
chowa.
Odchodzicie?
No i cóż?
Wnętrze moje
płacze.
Z wami idzie anioł
stróż.
Hm...
Jemu też wybaczę.
Ulica
Na ulicy tańczą
zakurzone liście
dziurawy asfalt
połyka opony samochodów
w jedną i w drugą
stronę przemieszcza się życie
rozjeżdżając kołami
fruwające śmieci -
odchody
cywilizacji.
Na pasach leży
pijak
omijają go
przechodnie plując pod nogi z obrzydzeniem
pięć kroków
od mostu zmęczona dziwka zatacza się przy latarni
zaczepia
eleganckiego emeryta
lecz nic z tego...
pomachał jej tylko
laską na przestrogę.
Słońce już zachodzi
resztką promieni
zlizuje z chodnika stróżkę wody
wyciekającą z
nieszczelnego hydrantu
zbliża się mrok
a w nim ukryty
strach
wczoraj zgwałcili
tutaj kobietę
Staruszek
Łzy znajdowały
drogę między szczelinami zmarszczek
moczyły zeschnięte
usta
wsiąkały w
pomarszczony język staruszka
Wpatrywał się w
pajęczynę na ścianie
choć pewno jej nie
widział
Spracowane dłonie
drżały jak listki
siwe zmęczone włosy
srebrzyły się aureolą
przyciągając
światłem rozkojarzone ćmy
Niepotrzebna
samotność stała się przyjacielem
dziwaczne
wspomnienia ostatnią rozrywką
śmierć się mieniła
jedyną kochanką,
która nie
odmówi siebie kiedy on jej zapragnie
Zardzewiałe lustro
nie kłamało
odpędzało światło
rzucając go na ścianę
biały cień
przemieścił się w odbiciu -
to ona - czekała na
ostatnie tchnienie
Zoo
Słonie
w zoo Zwinęły trąby w wężowisko, A ich ogonki dyndają
beztrosko. Mówię wam kochani W tym zoo naprawdę jest
bosko.
A małpki bez majteczek Czyściły swe futerka. Aż
wstyd mi było czasem na ich zaloty zerkać.
I tylko żółwie
zdawały się już nie żyć. W tanich skorupach chciały świat
przemierzyć.
Sam w tym zwierzyńcu jesteś eksponatem. Świat
cię ogląda, więc go nie zawiedź zatem.
Na ośle-p
Marchewką - osła
pogonisz do przodu, A skręcać będziesz, ciągnąc go za uszy. Rolę
hamulca przejmie sztywny ogon, Jeśli do góry zdołasz go
poruszyć.
Na jego grzbiecie, przepoconej sierści, Okrakiem
siedząc - zwiedzisz obce kraje. Codziennie parking na soczystej
łące... Niech się oślina pysznej trawy naje.
Hm... Nie
lubisz osła, bo ci jest podobny, Bo się prowadzić dajesz za
marchewką, Bo ci na głowie sterczą ośle uszy, I-haaa, wciąż:
i-haaa - twą codzienną śpiewką.
Krótkie
spięcie
Pocałunek
dwóch drucików, Choć nieśmiały lecz pełen
napięcia, Przyczyną był niewątpliwą Krótkiego, acz
groźnego spięcia, Że płomyk rozbłysnął na ścianie I pożar był
bliski powstania.
Przez gumkę się tulcie druciki, Dla
bezpiecznego kochania.
Gdy mnie
wabisz
Jak miło, gdy mnie wabisz - o
kwiecie, Roztańczonych piersi kołysaniem. To najbardziej
uwielbiam w kobiecie, Gdy jej nagość dla mnie jest
wyzwaniem.
Resztę ciała skrywasz za woalem, Lecz go zrzuca
moje pożądanie. I okrywa nagość twoją szalem Dzikich spojrzeń
zwanych podglądaniem.
Napływają usta - ciała rosą, Rozognione
pieką pocałunki. Delikatną błogość dłonie niosą, Moich
pieszczot - tobie podarunki.
Miłość w
burzy
W deszczu ogromie kąpali się pod
drzewem, Radosnym aktem ogrzewając ciała. I mokre włosy, i
mokre oczy, I mokra ziemia - tam, pod nimi drżała.
Słuchały
liście namiętności jęków, A pień się zmienił w ich miłosne
łoże. Lizały krople jej nabrzmiałe piersi, Pieściły - jego -
drzewa - piękny korzeń.
Tak cudną chwilą chcieli trwać na
wieki, Że świat usłyszał tęskne ich wołanie. I raził piorun
kochanków pod drzewem, I dał im w sobie - wieczne
spoczywanie.
Śpij
kochanie
Obudziły gołębie ranek ten przedwcześnie, Na
mych okien wzgórze wzniosły się gruchaniem. Wstały kwiaty,
łąki w rosie - Ty zaś śpij kochanie.
Z dachu kapie senność
nocy, Mrok umyka gdzieś po kątach, Młody wietrzyk jeszcze
ziewa, Z ciekawością tu zagląda.
Rozbudziły się
pragnienia, Znów Cię kochać chcę nad ranem, Lecz w
ramionach jesteś nocy, Zatem - śpij kochanie.
Bukiet
fiołków
Deszczową
pogodą napłynęły jej oczy, Serce piorunem rażone zadrżało; Gdzieś
tam, za chmurami, zabłądziło słońce, Jakby przed burzą - płoche
się schowało.
Wciąż była smutna, wciąż tęskniła bardzo, Gdyż
kwiat swej duszy chciała oddać jemu. On zaś daleko od niej był
... daleko. Ona pytała: Czemu to tak, czemu?
I w tejże
chwili dusza jej rozkwitła. Bukietem fiołków smutek stał
się czynić, Bo zrozumiała, że miłość bez płaczu, Jak liść
usycha - w piasku na pustyni.
Głaz
Jakbyś
głaz ogromny na górę próbował wtoczyć ... Stopy
krwawią od ciernistych pocałunków, ręce obolałe krzywią
się bezsilnie. Tylko czołem pchasz przed siebie całe życia
udręczenie.
Uwaga! Ślimak stanął na twej drodze. Trzymaj
głaz, byś go nie przygniótł! Gdy będzie już
bezpieczny ruszaj dalej w swoją drogę.
Kochają głazy -
śmiałków, co je pchają; Kochają góry - głazy, co
się toczą; Kocha istnienie - ludzi, co zawzięcie drogą wybraną
ku spełnieniu kroczą.
Rybki i
bąbelek
Rybka mała
z drugą rybką, podpłynęły bardzo szybko, gdzie bąbelek spod
kamyczka pędem uniósł się ku górze. Chciały
złapać go w swe pyszczki, lecz im umknął niespodzianie, by nad
wodą, nad powierzchnią dalej toczyć swe podróże.
-
Cóż... Uciekło nam śniadanie. - Pomyślały rybki obie, patrząc
na słoneczny promień, co uśmiechem się odbijał w całej tafli
falującej.
Głodne rybki odpłynęły w stronę - innej rybki -
śpiącej, która w liściach się zaszyła, snem spokojnym
się raczyła.
A w oddali znów bąbelek pomknął
prosto, hen ku górze.
Dalej, za nim płyńcie rybki! Nie
czekajcie chwili dłużej!
Lecz się znowu opóźniły i
w świat uciekł im bąbelek. A do szczęścia brakowało tak
niewiele, tak niewiele
Dom w
kielichu róży
Znalazłeś
dom Między płatkami róży. W aksamitnej pościeli spałeś
i pręcik trącałeś, aby światu służyć.
Pszczoły, motyle
na gościnę brałeś w poczęstunku nektar dając im bez końca, Ty
- kwiatów obrońca, który świat kochałeś nie
płakałeś, żegnając dzień powszedni, co się w lesie
schował ostatnim promieniem słońca.
Wieczorem kołysałeś
wspomnienia i przyjaciołom grałeś tulipanom. One słuchały niby
od niechcenia, bo im śpiew - miłosną trwał melodią znaną.
Paź
Królowej
Przemoczonych
świerszczy poczet w deszczu utknął gdzieś w kałuży i korony
nie dostałaś ma królowo złotoskrzydła.
Ja i tak Ci
będę służyć.
Kiedy skończy się ulewa na tęczowych ramion
lotni wzniosę Cię o Pani moja ponad łąkę, ponad
drzewa...
Namaluję Twoją postać pyłem kwiatu, smugą
wiatru... i na zawsze pozostaniesz w mej pamięci - tym
obrazie
A ja zawsze - ma królowo Twym oddanym będę
paziem.
* * *
Dla
mnie nigdy nie umrzesz I choćbym wąchał lilie Twoich wspomnień -
żyć będziesz dla mnie.
Patrzeć będziesz na mnie
słońcem, rozmawiać ze mną będziesz liśćmi kasztanowca. Dotykać
mnie świergotem ptaków zechcesz, zapachem wiosny, mięty i
jałowca.
A gdybym płakać zechciał - deszcz mi łzy obmyje, bo
nie odejdziesz przecież w szarość zapomnienia. Strojna barwami
pamiętliwej tęczy, w mym sercu zaśniesz Pani. A zbudzisz się -
w marzeniach.
Ewa z
Adamowego raju
Ewa
- to rajskie uczucie W Adamowym ogrodzie, gdzie słodyczą zakazaną
- U progu wszechświata - Amorowych strzał ukłucie Stało się
rozkoszą tak wspaniałą I pełną namiętnego bólu, że aż
przyjemność sprawiał.
Bez tego bólu nie ma pełni
życia, A każda minuta do drugiej jest podobna. Ratuj duszę!
Uczucia wyjmij swe z ukrycia! Armią westchnień, pocałunków
nakarm ją, gdy będzie głodna; Napastliwie jej dotykaj, lecz
delikatnie. O każde jej spojrzenie bądź zazdrosny, W każde jej
tchnienie - sam siebie włóż opłatkiem, Sokiem leśnych
malin - oblecz szept miłosny, Koralami śmiechu obdarz dekolt
śmiały I nie lękaj się wyznać, że jesteś - z a k o c h a n y. Ewa
to zrozumie - Jako pierwsza kobieta, sama przecież - pierwsza -
kochać umie.
Obrazek
Przy
ramie obrazu Chrystus na karteczce wciśnięty, lecz się przy
nim nie klęczy, nie modli jakby Go nie było -
Zasypiasz
- Śpisz - A sen ujął cię w szpony i krzyczącego zawiódł
w nieskończoność.
Tam ci pinezki wbijały się w stopy, srogi
nauczyciel z furią walił po głowie, tam odpadły ci dłonie, a
wąż jak makaron wpełzał w rozkrzyczane gardło.
Z bólu
rozwarły się oczy -
- Czy to sen proroczy? - pomyślałeś
sobie.
Spojrzałeś na Chrystusa, szukałeś odpowiedzi
wystraszonym wzrokiem, a on milczał.
Jeszcze nie czas na
modlitwę, uspokoiłeś sumienie i wyszedłeś z pokoju -
Wybacz proszę
Nie oddałem Ci
siebie - uczuć, co w sercu noszę;
Słów
utkanych miłością... - wybacz proszę.
Nie wyznałem
tajemnic, które teraz ogłoszę -
Że mi jesteś
kochaną... - wybacz proszę.
Upojony poezją
Twoich słów tak namiętnych,
Odlatuję w
zaświaty, choć zostaję tu ciałem.
Pełen westchnień
szybuję pośród myśli odświętnych, Rozbudzając toń zmysłów,
co rozkoszą oblane.
Nie wielbiłem Twych
dłoni, które teraz wspominam; Tęsknych nagich ramion - moja
wina.
Nie urzekła Ciebie
- wyznań mych odrobina,
Widać jestem Ci
obcy... - moja wina.
Zakochany,
bezsilny, beznadziejnie spragniony
Na Biegunie usiądę,
by ostudzić wspomnienia.
Każdą chwilą przy
Tobie jak promieniem olśniony,
Tracę wzrok
oczekując czasu słońca zaćmienia.
Niedoszła
kochanka
Jakbyś była nicią
babiego lata,
Wiatrem niesiona po
nieba błękicie.
Spragniona wyżej,
jeszcze wyżej latać.
W jeziorach i
rzekach mieć swoje odbicie.
Jakbyś była echem,
odbiciem słowa,
Które
pieszczotliwym szeptem się staje.
Co dzień, wciąż
śmiechem zakwitasz od nowa,
A głos Twój
miły we mnie pozostaje.
Jakbyś była
światłem, blaskiem poranka,
Który ptasim
śpiewem ledwie obudzony.
Jako mi niedoszła
jeszcze kochanka -
Spoglądasz, a ja -
płonę zawstydzony.
O nas
Nie dla oczu moich
twa miłość.
Nie dla oczu mych
wyznania przemiłe.
Jedynie słowa na
papierze -
Dla mnie - serca
rytmem nieustannie pulsują.
Usta złożę na
literach;
Pieszczotą zdań się posilę;
Każdą kropką,
przecinkiem;
Każdym wyrazem,
choćby i najbłahszym,
Uraduję duszę miłym
wspomnieniem.
Nie zapomniałem o
gwiazdach,
O spacerach między
uliczkami,
O uścisku dłoni,
O pocałunkach w
kafejce.
Odbijam źrenice...
W pękniętym lustrze
kołyszą się - falami Wisły unoszone.
Razem z gołębiami
wzlatuję ponad parasolami kwiaciarek.
Wydziobując płatki
róży, zanoszę je Tobie
I składam w
kartonowym pudełku po ciasteczkach czekoladowych.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: WYBÓR WIERSZY przez Anonimus dnia 07-06-2002 o godz. 12:52:23 | | Wiele uczucia jest w twoich wierszach. GRATULACJE. |
|
|
Re: WYBÓR WIERSZY przez sylwulek dnia 26-04-2004 o godz. 22:41:27 | | piszesz piekne wiersze, bardzo ujmujące, melodyjne a przy tym obrazowe i wyrazajace soba coś. dla mnie super, zwlasza w erze zalewu bialej poezji, czesto bez "ladu i skladu" probujacej cos powiedzic, czego nikt nie jest w stanie odszyfrowc. umiejetnosc zachowania rytmu i rymu przy jednoczesnym ujeciu wszystkiego w przemawiajaca do serca calosc - to na pewno talent. przezywajac wiersz czlowiek ma sie przenosic nieswiadomie w inny swiat, nie zastanawiajac sie nawet, ze to robi. przy twoich to sie udaje... |
|
|
Re: WYBÓR WIERSZY przez Anonimus dnia 23-06-2004 o godz. 20:29:00 | | jeden z niewielu autorów, który ma nie tylko chęci, ale i talent. gratuluję i pozdrawiam. abstynentka... |
|
|
Re: WYBÓR WIERSZY przez Anonimus dnia 08-11-2004 o godz. 13:21:56 |
Wiersze ciepłe i pełne uczucia. Mozna przy nich się zapomnieć....
Gratulacje. Małgochna |
|
|
Re: WYBÓR WIERSZY przez Shibbi dnia 18-11-2004 o godz. 20:21:32 | | Herbata mi wystygła - tak się zaczytałam- śliczne, słodkie czułe, bliskie sercu, czasem frywolne i uwodzicielskie. Bardzo mi się podobały-- Pozdrawiam. |
|
|
Re: WYBÓR WIERSZY przez Anonimus dnia 12-04-2005 o godz. 12:40:56 | | ujęły moje serce, połechtały duszę i znów się cieszę i raduję - choć nie muszę;-) gratuluje talentu;-) pozdrawiam |
|
|
Re: WYBÓR WIERSZY * przez urszula dnia 30-06-2011 o godz. 09:30:23 | Podpisuję się pod wszystkimi komentarzami.
Wiersze śpiewające, refleksyjne, pisane z czystej potrzeby serca.
Takie wiersze poruszają najwrażliwsze struny czytelnika i trafiają wprost do serca.
Serdecznie pozdrawiam |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|