Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 24 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: Świąteczne porządki **
Wysłano dnia 23-01-2007 o godz. 12:29:12
Autor: rafk

W domu Leona chuj jest, a nie porządek. Z oczu mu tak patrzy. Stop, rewind, i od nowa: chuj, a nie porządek. Och! Co za żałosne przekomarzenie. Leon za bałaganem nie przepada. A teraz, kiedy tak stoi, a chwilami siedzi, i patrzy smutnym, psim wzrokiem w odmęty mieszkania, myśli, że to koniec. Koniec jego niezłomnej, zimnej krwi. Przelało się, zabulgotało, mleko wykipiało. Stop, rewind: chuj, a nie porządek.
Siedzi se, a chwilami stoi, kawę spija, łyżeczką tę kawę gramoli, wznosi, trudzi się i chlipie. Nerw mu strzyknął w plecach, w głowie żyłka pękła, w oczach stop, rewind: chuj, a nie porządek.

W domu Leona nie sam Leon przecież, bo jaka by z tego historia wyniknąc mogła? Na stu stronach Leona opisać się nie da. Bo co z niego dzisiaj za pożytek? Same wulgaryzmy, jak siwe włosy na głowie lub ziarnka kawy w puszce. I twarz jakaś niesymetryczna, ślady po rannym goleniu, szerokie plecy, jak plandeka. Oczy przekrwione, jakby za spawacza robił, a przecież nie robi. No zgryz ma niezły, ubytków w uzębieniu nie uraczysz, ale czy ja wiem? Nad dziąsłami pisarzyna rozwlekać się ma? Nad, za przeproszeniem, trzonowcami? Ty se Leon sam pisz o zębach, a się kurwa od uczciwych ludzi odczep. Ja tam darowanemu koniowi w zęby zaglądać nie będę i tyle. Więc trzeba cię rozruszać trochę Leon, jakąś rodzinkę ci podrzucić, bo dosyć już tego twoje skomlenia.
- Eee, mówię ci, chuj, a nie porzadek. - tak sobie Leon do mnie powiedział, ale nie czas na słowne utarczki, oto do pomieszczenia, gdzie siedzi nasz bohater wchodzi jego syn, Leon I junior. I od progu woła:
- Tato! A w szafie trupa znalazłem, takiego zasuszonego, co z nim? Mam wystawić przed drzwi? Może domokrążca by się zainteresował?
Leon spod powiek łypnął na syna. Wysoki ten mój syn, barczysty, rękę ma jak kontynent euroazjatycki. A z trupem sobie poradzić nie może. To na co ja go wychowywałem, na szkoły dawalem, nocy nie przespałem, żeby teraz on mnie o trupa pytał. Ta żesz, kurna i psia mać, niech matki spyta, bo to bardziej on matki, niż mój, skoro taki niezaradny, rudzielec jeden, przeklęty i smarkacz na dodatek.
- Matki pytaj, niech zdecyduje, może przebierze za świętego pajaca, albo za choinkę. Ech! - ciężko westchnął.
No właśnie, tylko że matki nie ma. Co to, to nie! Ja żadnej matki nie planowałem, w pierwszych szkicach sie nie pojawiła, po prostu matka gdzieś po Polsce się krząta, sprząta jakichś niewygodnych swiadków, Zostawiła rodzinę, niech rodzina wreszcie przed świętami się wykaże, niech na zakurzonych blatach swoją plamę zmaże. I tyle. Matka na życie zarabia i po prostu w tej scenie, w kuchni, jej nie ma i być nie może.
Więc co ci jest Leon? Skąd ty matkę weźmiesz? Co? Pytam Leona. Co? Cwaniaczku?
- Jak to skąd? Z szafy na przykład - tak mi bezczelnie typ odpowiada. Typ, który jest moim bohaterem, którego wybrałem spośród innych bohaterów, równie typowatych, jak ten tutaj. I zamiast się cieszyć, zęby suszyć, to się stawia menda jedna. Jak chcesz, to zaraz tynk ci spadnie na głowę, a pod tynkiem umieszczę Chińczyka, co razem z tym tynkiem na łeb ci się zwali. A pod Chińczykiem całe jego dziedzictwo kulturowe i też na twój pusty łeb padnie łącznie z murem chińskim i okupacją Tybetu. Matki nie ma, rozumiesz? Idź, pomóż, weź się za porządki, trupa sprzątnij, choinkę kup, kibel wyszoruj gamoniu. I to po dobroci ci radzę, bo zaraz tak to skomplikuję, że z dupy się zerwiesz, jak pies z łańcucha.
- Ty, autor, ty mnie nie strasz, bo... bo... bo... bo...
No i zaciął się. Takiego człowiek ma Leona, na jakiego sobie zapracował przez swój żywot marny. Więc póki on się boczy, z pomieszczenia usuwam chłopaka i wprowadzam kogo innego.
Wchodzi trup z szafy, rozgląda się jak to trup. Myśli sobie ten trup, że straszny nieporządek panuje tu, a tu swięta za pasem, okna by się umyć przydało, albo kurze spod szafek wymieść, a tu brud i smród, grób. No, ale nie taka rola przecież trupa, żeby za porządki świąteczne się brał, rola ta przypisana jest Leonowi, w to nie może nikt zwątpić. Więc trup, kiedy już tak się naogląda syfu w zlewie, chrząka i mówi.
- Panie Leonie, sprzątam w swoim pokoju, zaglądam do szafy, a tam proszę pana (trzeba do Leona po dobroci - przyp. autora), pański syn sie schował, to ja proszę pana chromolę takie porządki, miałem posprzątać, bo pan się wydał taki bezdzietny i nieżonaty, a teraz to mi się wydaje, że pan, panie Leonie, głupa pali i tyle. Dzieciaka pan naucz sprzątać, a nie trupa pan wykorzystujesz. Wstydź sie pan.
- I do roboty się weź - podpowiadam
- Właśnie - przytakuje trup i mruga do mnie, choć wiem, że to dla niego nie lada wysiłek, bo on nie ma czym mrugnąć. Więc nawet wzruszam się trochę, że trup, jak to trup, mizdrzy się do mnie, do autora i to wywołuje we mnie przyjemne uczucie i zastanawiam się, jak tego trupa miłego i nawet trochę przystojnego, jak go tu jeszcze wykorzystać, ale najpierw trza Leona do życia pobudzić. Więc co, Leon? Mówi ci to coś, że trup do ciebie przemówił? Czy ty już nawet na trupy odporny jesteś?

A co się tu odpierdala, co? A przepraszam, to nie moja historia, ja jestem Ania z Zielonego Wzgórza, wpadłam na chwilę, bo nudzi mi się, ale widzę, że tu jeszcze gorszy syf, niż u księdza na plebani, to spierdalam, cześć. Co? Było się to tu, to tam, to się język troszki wypatroszył, ale się odpierdolta, nie wartwta się, dojrzewam. Całuski - pieguski.

- O kurwa, Ania z Zielonego Wzgórza tu wpadła??? A to ja też to dyndolę. Widziałeś jaki miała cyc trupie? Widziałeś coś takiego? Kiedyś? A ty mi tu o porzadkach chrzanisz? Mówię ci rzuć to w cholerę i biegiem za nią, jakąś imprę rozkręcimy, a autor, Boże, niech se sam porządki robi tutaj, albo niech wynajmie głupszego od siebie, ja tam biegnę za Anką, se kurwa Leona wymyślił, grafoman jeden, sam jesteś Leon - tak Leon się rozgadał, że nie zdążyłem śliny przełknąć, nie zdążyłem nawet trupa powstrzymać, bo i trup coś rzucił do tej puszki pandory, która w moim tekście coraz większe pole zdobywała i też se czmychnął z mojego tekstu. A za nim czmychnął, palnął jeszcze:
- To co ja tak, sam, na tym wysypisku śmieci będę robił? - no i czmychnął.

No i sam zostałem z tymi porządkami przedświątecznymi... Wstałem od biurka i podumałem trochę. Trochę o kondycji mojego pisania, że to już takie jakieś piątkowe bagno, że nawet moi bohaterowie, co tu ukrywać, spierdalają gdzie pieprz rośnie. Po drugie, jak było nieposprzątane, tak nieposprzątane jest nadal. I zrozumiałem, że to jakiś może i obraz jest literatury, albo współczesnych bohaterów współczesnych książek we współczesnych księgarniach do nabycia. Że jacyś oni tacy, kurwa, niegramotni. Po trzecie postanowiłem zadzwonić do firmy Przysługa na telefon. Wynająłem Leona, ale zawodowca i ten mi wszystko w moim tekście posprzątał, znaczy porządki zrobił, ale też się stawiał, umowę ze mną podpisał, że nie będzie piętrzenia dramatów, że szczęśliwa rodzina, nic sie nie dzieje, i że oni właściwie sprzątają systematycznie, więc te świąteczne porządki to dla nich pryszcz. Zgodziłem się, co robić? Takie czasy. Po czwarte spakowałem rzeczy, napisałem list do Leona, że chętnie się z nim spotkam i z Anką i z trupem. Odpisał, żebym pierdzielnął w kąt pisanie o niczym i przyjeżdżał, bo oni to dopiero teraz mają zabawę. Oni, czyli Leon, Ania z Zielonego Wzgórza i trup. No to jadymy.
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 19 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez Sheisebrick dnia 23-01-2007 o godz. 12:32:58
zgrabny, zabawny tekst, sprawnie wprowadzone elementy groteski.
moim skromnym...




Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez xminutka dnia 24-01-2007 o godz. 01:01:36
POPŁAKAŁAM SIĘ ZE ŚMIECHU O PIERWSZEJ W NOCY I MYŚLĘ SOBIE, ALE SIĘ NAWCIĄGAŁ!!!!!!!
SUUUUUUUUUPER!



Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez yarre dnia 24-01-2007 o godz. 15:01:27 http://www.kolaseum.portalliteracki.pl
Dobre. moze lepsze niz czuję, ale nie mam dzis nastroju na takie teksty,
czy jednak "łyżeczką tę kawę gramoli" to nie pomyłka? Do tej pory czasownik gramolic się rozumiałem inaczej.



Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez bury dnia 26-01-2007 o godz. 15:12:04 http://fp.boo.pl/forum/index.php
tak jakbym gdzieś to już czytał ;)



Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez DYZIEK dnia 31-01-2007 o godz. 23:04:31
zgrabnie i powabnie, konceptowo koncertowo, dopieszczone i rozpieszczone, momentami jednak przepieszczone. boję się, że jutro, czyli za dwie z górą godziny, niewiele będę prócz trupa pamiętał. Ani też nie zapomnę, ale to dzięki komu innemu. jak na mój gust: o niczym. dobrze, poprawnie, chwilami porywająco, ale o niczym. wiem cos o tym, bo "pierdów śmierdów" (o niczym) sam popełniłem co najmniej kilka. pozdrawiam.



Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez zyjacynaziemi dnia 13-02-2007 o godz. 14:24:20 http://krzysztofrozmus.net
Zabawne. Lekkie. Dla mnie dodatkowo twórczo inspirujące.
Najbardziej podobała mi się wizyta Ani. Mogła też wpaść ta Mała od Leona (Zawodowca), bo ona się zdaje chętna do sprzątania była :-)

Ze spóźnionymi pozdrowieniami.



Re: Świąteczne porządki /opowiadanie/ **
przez biercos dnia 16-09-2010 o godz. 13:35:58
bardzo fajne
mam się od kogo uczyć



Re: Świąteczne porządki **
przez SzaraIskierka dnia 01-05-2012 o godz. 16:57:42
Zabawne i miłe, z zadatkami na rasowy absurd :) Pan Trup rządzi sceną, dajcie mu większą rolę. A za porządki rzeczywiście trzeba się wziąć. :D Pozdrowienia i dziękuję za możliwość przeczytania.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim