Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 34 gość(ci) i 2 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: RYSIU czyli krótka historia człowieka sukcesu *
Wysłano dnia 26-02-2003 o godz. 09:55:20
Autor: tyler

[Napisane „na kolanie” podczas przerwy śniadaniowej dla kol. Szymona Jezierskiego w celu wyjaśnienia mu, że nie mam złych intencji nie życząc mu bycia „człowiekiem sukcesu”.
Listopad 2001]


Motto I:
Zbudowałeś swój spokój zalewając cementem, jak termity, wszystkie wyloty i wzloty do światła. Zwinąłeś się w kłębek w swoim bezpieczeństwie mieszczańskim, w swoich nawykach, w dławiącym rytuale życia(…). Nikt nie ujął cię za ramiona, zanim jeszcze nie było za późno. Teraz glina, z której powstałeś, wyschła i stwardniała, nikt już nie dobudzi się w tobie muzyka, poety, czy astronoma, którzy cię może zamieszkiwali kiedyś.
A. de Saint-Exupery, „Ziemia, planeta ludzi”
Motto II:
Nie rozumiem już tych tłumów z pociągów podmiejskich, nie rozumiem ludzi, co uważają się za ludzi, chociaż pod naciskiem, którego nie odczuwają, są sprowadzeni jak mrówki do funkcji, jakie wykonują. Czym oni wypełniają swoje bezsensowne, nędzne niedziele?
A. de Saint-Exupery, „Ziemia, planeta ludzi”

***

Rysiu był cichym, wrażliwym i inteligentnym chłopcem. Może nieco zamkniętym w sobie, ale nie aż do tego stopnia, żeby się tym poważnie przejmować. Po prostu – introwertyk w granicach normy.
W szkole uczył się dobrze. Jako się rzekło, był inteligentny. Miał kilku kolegów, choć ruchliwy nie był i nie spędzał zbyt wiele czasu z rozbrykanymi rówieśnikami. Dużo czytał, szczególnie zaś pasjonowały Rysia książki podróżnicze. Największym marzeniem jego dzieciństwa była wyprawa do Afryki.
Rodzice wychowali go dobrze, a dzięki ich odpowiedzialnej trosce poszedł na dobre studia, które ukończył z dobrym wynikiem. Udało mu się po nich znaleźć całkiem dobrą pracę w całkiem dobrym biurze.
Ożenił się w wieku, w jakim mężczyzna powinien się ożenić, ani za wcześnie, ani za późno. Jego żona również miała dobre wykształcenie i całkiem dobrą pracę w całkiem dobrym biurze. Wkrótce dorobili się parki dzieci - ślicznego chłopczyka i uroczej dziewczynki.
Rysiu oraz jego żona, jako ludzie poważni i odpowiedzialni, angażowali się bardzo w swoje poważne i odpowiedzialne obowiązki zawodowe, dzięki czemu awansowali co jakiś czas w biurowej hierarchii, osiągając coraz dostatniejszy i przyzwoitszy byt oraz powszechny szacunek. Poza pracą czasu mieli niewiele, ale wieczorami chętnie oglądali wspólnie telewizję, a dwa razy do roku wyjeżdżali na wykupione w biurze podróży atrakcyjne wczasy; w zimie w jakieś modne góry, latem na jakąś modną plażę. Które góry i które plaże są aktualnie modne wiedzieli dzięki temu, że obracali się wyłącznie w towarzystwie ludzi „na poziomie”.
Dorobili się ładnego auta, a potem ładniejszego, a potem jeszcze ładniejszego, wreszcie dwóch na raz, i to obydwu bardzo ładnych. Równolegle kupili sobie mieszkanie, najpierw nieduże, a później znacznie większe i w lepszej dzielnicy, a wreszcie własny domek z ogródkiem. Z czasem sukcesywnie urządzali swoje kolejne gniazdka ładnymi i gustownymi meblami oraz sprzętami.
Mieli kilku całkiem sympatycznych i kulturalnych znajomych, których zapraszali od czasu do czasu na całkiem sympatyczne imieniny lub też, dla odmiany, sami chadzali do nich w gości. Rozmawiano o pracy, dzieciach, polityce, cenach nieruchomości i o tym, że dawniej wszystko było lepsze. Pito, ale z kulturą i umiarem.
I tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem i rok za rokiem.
Na drodze prowadzącej z ich domu do ich biur Rysiu i jego żona mogliby poznać każdy kamyczek, każdą nierówność i każde źdźbło trawy, któremu udało się przedrzeć przez szczelinę w betonie by spojrzeć w słońce - tak wiele razy przemierzyli ją tam i z powrotem. Nie znali jednak tego wszystkiego, gdyż jeździli do pracy samochodem, klnąc na korki i poranne wstawanie, co z czasem stało się bardziej mantrą lub bezwiednym odruchem, niż płodem wzburzonych emocji, gdyż z biegiem lat bardzo się przyzwyczaili do swojego ustabilizowanego życia, w którym rytm każdego dnia odmierzały godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy.
Nawet gdyby jednak chadzali do pracy pieszo, co oczywiście jest pomysłem absurdalnym, i tak nie zawarliby znajomości z tymi milczącymi towarzyszami ich codziennej monotonii, gdyż jako ludzie poważni i odpowiedzialni nie mieli w zwyczaju przywiązywać wagi do nieistotnych drobiazgów, nie wspominając już o tym, że absolutnie nie mieli na to czasu.
Obok sukcesów zawodowych i materialnych, osiągnęli również sukces wychowawczy – ich dzieci wyrosły na porządnych, kulturalnych i odpowiedzialnych ludzi. Obydwoje, synek i córeczka, skończyli dobre studia, gdyż rodzice jako ludzie zapobiegliwi i odpowiedzialni nie szczędzili na edukację pociech, i dostali dzięki temu całkiem dobre posady w całkiem dobrych biurach. Niedługo potem, ku uciesze i dumie troskliwych rodziców, założyli rodziny z partnerami równie kulturalnymi, odpowiedzialnymi i ustabilizowanymi, jak oni sami.
W wieku zdecydowanie dojrzałym Rysiu wraz z żoną pojechał na wycieczkę do Afryki. Kto powiedział, że marzenia się nie spełniają? Jednak rozczarowała go ta podróż, w dzieciństwie wyobrażał sobie Afrykę jakoś zupełnie inaczej, baśniowo, przy tym przez cały pobyt był markotny, ponieważ bolały go korzonki, a na dodatek nie mógł opędzić się od natrętnych myśli o bardzo ważnej sprawie w biurze, której nie zdążył załatwić do końca przed wyjazdem.
Zmarł Rysiu wkrótce po przejściu na emeryturę. Była to śmierć tak samo banalna, jak jego życie, ale dobra, bo szybka i mało bolesna. Nie upokorzył Rysia nowotwór ani nie sponiewierało nim żenujące stetryczenie, jak to się zdarza niektórym nieszczęśnikom. Podczas porannego golenia, które przez lata weszło mu w codzienny nawyk, dostał ataku serca. Po upadku na czyściutką, hiszpańską terakotę żył jeszcze przez krótką chwilę i wtedy właśnie, nie wiedzieć czemu, westchnął ciężko, uronił łzę i słabą, chwiejną dłonią wykonał gest rezygnacji. Dokładnie tak, jak się to robi chcąc „machnąć na coś ręką”. Ludzie w agonii wykonują różne nieskoordynowane ruchy.
Zaszumiały nad Rysiem brzozy.
Zdecydowanie osiągnął w życiu sukces.
Miał na imię Ryszard.
Nazwiska nie pamiętam.
Nikt już nie pamięta.
Czytaj
Tekst lubią:
CzarnyOwca, Herezja,

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 6 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

łolaboga
przez Anonimus dnia 08-04-2003 o godz. 14:59:34
jak dotychczas życie dwa razy wydało mi sie całkowicie pozbawione logiki, mając siedem lat, siedziałam przed tv, ze swoją świnką morską na kolanach i usłyszałam w dziennku, że jest wojna, iran irak, i sie rozpłakałam - nie chciałam żeby świnka umarła, a jako dziecko rozumiałam że w czasie wojny będa inne priorytety niż moje zwierzątko, drugi raz - prof z polskiego prosiła aby dać jej swoje wiersze do oceny, więc w ufności dałam jej grafomańskie wypociny, a za dwa dni kazano mi opuścić szkołę, trzeci - dzisiaj, im bliżej mety tym mniej wiary w ten maraton, a rysiek, muszę przyznać, nie natchnął mnie pozytywnie




Re: RYSIU czyli krótka historia człowieka sukcesu /opowiadanie/ *
przez mictlantecutli dnia 21-05-2006 o godz. 01:35:31 http://www.rcichowlas.blogspot.com
Prosta historyjka - chciało by się rzec. W istocie, prosta, ale posiadająca pewną głębię, która każe na moment zatrzymać się przy tekście. Ładnie napisane, bardzo zgrabnie. Czytałem z rosnącym zainteresowaniem. Końcówka niby równie prosta i taka "łaaaagodna" , a jednak dość wzruszająca.

Podobało mi się to opowiadanie.



Re: RYSIU czyli krótka historia człowieka sukcesu /opowiadanie/ *
przez Anonimus dnia 20-09-2007 o godz. 18:57:12
Bardzo dobrze napisane opowiadanie. Doskonale stylistycznie. Refleksyjne.
Podobalo sie.



Re: RYSIU czyli krótka historia człowieka sukcesu /opowiadanie/ *
przez CzarnyOwca dnia 27-12-2007 o godz. 15:14:44
Czyta się doskonale. Nie wyskakuje kroli z kapelusza na końcu. Historia jest prosta, bardzo dobrze napisana i bardzo mądrze zakończona. Bez silenia się na niespodzianki, fajerwerski i "efektowne" zakończenia. Maksymalne gwiazdki.
pozdrawiam,



Re: RYSIU czyli krótka historia człowieka sukcesu /opowiadanie/ *
przez Serena dnia 28-01-2009 o godz. 16:13:49
bardzo ciekawa lektura:)



Re: RYSIU czyli krótka historia człowieka sukcesu /opowiadanie/ *
przez Herezja dnia 29-03-2010 o godz. 23:58:44
"Prosta historia" do zadumy.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim