Nowe recenzje
· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 32 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | CO Z RUBRYKĄ |
 | wszystko jest do zmiany |
 | FABRYKA-NASZE MIEJSCE W KOSMOSIE |
 | Funkcja redaktora - rezygnacja umorusańca |
 | Jerzy Reuter - Izobar nie żyje |
 | Zaproszenie na kwietniowy DACH |
 | O stronie na stronie. |
 | Fantazje Zielonogórskie 2012 - konkurs na opowiadanie |
 | Coś dla poetów i miłośników poezji |
 | Kwiecień plecień w netkulturze! |
 | Cytat z Forum |
 | Zbieramy teksty do nowego numeru Magazynu Cegła!!! |
 | Konkurs Poetycki „O Srebrne Pióro MDK” – VI edycja |
 | CHATA |
 | Dość codzienność! |
 | Zapraszamy na Świąteczny DACH |
 | Kto |
 | Ody odbite Karola Maliszewskiego |
 | Pierwsze zdanie! |
 | współpraca przy scenariuszu - za pieniądze |
 | Ankieta dotycząca czytelnictwa kryminałów |
 | Czarny Kot |
 | Rozwój osobisty medytacje terapeutyczne |
 | ID w Czasie Fantastyki |
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Nieznane teksty Tadeusza Konwickiego w |
 | Rozwój osobisty kluczem do sukcesu |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 |
Epika: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/*
Wysłano dnia 08-02-2008 o godz. 15:02:34
Autor: tymianek
-Nauczycielu, ja tam nie chcę wchodzić – powiedziała Dziewczyna. Stanęła na drodze i potarła piętę bosą stopą. – Bolą mnie nogi.
Nauczyciel wyprzedził ją o kilka kroków i również się zatrzymał. Odwrócił się. Z nieśmiałym, czającym się gdzieś w kącikach ust uśmiechem odparł:
– To miejsce, w jakim jeszcze nie byłaś.
Dziewczyna spojrzała na niego krzywo spod ciemnej grzywki. W końcu podparła się pod boki i dzielnie zawołała:
– Zatem muszę tam wejść, żeby wiedzieć, co znajduje się w środku. Ty mi tego nie zdołasz opowiedzieć. Chcesz, żebym przekonała się na własnej skórze, tak?
Nauczyciel skinął głową, przymykając nieco oczy. Dziewczyna westchnęła. Uśmiechnęła się do Nauczyciela i ruszyła za nim.
– Niech będzie.
Z brukowanej kocimi łbami uliczki skręcili w piaszczystą ścieżkę. Tam nie dochodził już zwyczajny gwar miasta, stłumiony przez rosnące wzdłuż dróżki stare akacje z poskręcanymi konarami. Słońce rozgrzało piasek, a Dziewczynę jeszcze bardziej rozbolały strudzone całodzienną wędrówką stopy. Krzywiła się co chwilę, gdy nastąpiła na większy kamień.
– Nauczycielu, kiedy dostanę buty?... – Jęknęła, ale mężczyzna przystanął nagle i przyłożył palec do ust na znak ciszy.
– Posłuchaj.
Dziewczyna niechętnie przestała pocierać stopą piętę. Wytężyła słuch. Gdzieś z końca dróżki, zza akacji dochodził przenikliwy szum. Nie było to szemranie chłodnego strumyka ani szept deszczu. Liście drzew również się nie poruszały. Spojrzała z zainteresowaniem w oczy Nauczyciela, próbując coś z nich wyczytać. Jednak jego twarz była tak spokojna i tajemnicza, jak zawsze.
– Co to...?
– Przekonasz się sama.
Szli dalej. Cichy szum powoli narastał, a gdy dotarli do powykręcanych przez czas akacji rosnących prostopadle do tych wzdłuż ścieżki, nagle zobaczyli dużą furtkę ogrodową, zrobioną z białych, metalowych prętów. Była otwarta na oścież. Nauczyciel śmiało przestąpił próg. Zaraz za nim, choć mniej zdecydowanie, zrobiła to Dziewczyna.
W środku za podłoże również służył piasek. Przez stalowe pręty ogrodzenia zaglądały do środka gałęzie akacji. Gdy jednak Dziewczyna dostrzegła źródło szumu, przestało ją interesować wszystko inne. Z szeroko otwartą buzią oglądała dziesiątki - nie, setki! - klatek dla ptaków, zwieszających się z lin na różnych wysokościach. W każdej klatce bezradnie trzepotał skrzydłami kolorowy motyl. Dziewczyna chodziła pomiędzy wiszącymi małymi więzieniami, wyciągała do nich dłonie. Szum motylich skrzydeł nagle wydał jej się wołaniem o pomoc. Natychmiast obiema rękoma chwyciła drzwiczki metalowej klatki. Z cichym szczęknięciem otworzyła je i najdelikatniej, jak potrafiła, wyjęła ogromnego, błękitnego motyla ze środka. Na chwilę zamknęła go w klatce ze swoich palców. Wrażliwe skrzydła motyla zostawiły na dłoniach Dziewczyny ślad, gdy motyl zaczął trzepotać.
– Leć! – powiedziała do niego.
Chciała podrzucić go do góry, aby pofrunął, ale owad nie potrafił wzbić się w powietrze. Próbowała tak kilka razy, namawiała go miłymi słowami i położyła nawet na ziemi (bo być może ręce nie są dobrym miejscem do zaczynania lotu?). Nic to jednak nie dało.
– Nauczycielu! – zawołała ze smutkiem. – On nie umie latać!
Mężczyzna powoli podszedł do klęczącej przy motylu Dziewczyny. Usiadł na ziemi naprzeciwko niemrawego owada.
– Dlaczego on nie chce latać? Przecież już może! – denerwowała się Dziewczyna.
Nauczyciel pokiwał ze zrozumieniem głową, jakby pretensje były słuszne.
– Pokaż mi swoje ręce.
Mała wyciągnęła obie dłonie. Na ich środku odbił się jasnoniebieski wzór skrzydeł motyla.
– Widzisz ten ślad? – skinęła głową na znak, że go dostrzega. – Tylko na chwilę zamknęłaś go we własnej klatce, a już zdołałaś zniszczyć jego szansę na odzyskanie całkowitej wolności. Motyl ma tak delikatne skrzydła... Ledwie dotknięcie potrafi na zawsze przekreślić jego możliwość latania.
Dziewczyna zasmuciła się. W milczeniu patrzyła na swoje ręce, jakby zamiast barwnego pyłu miała na nich krew. Uniosła głowę. W jej oczach odbiły się setki innych klatek z mnóstwem trzepoczących motyli.
– Drugi raz nie popełnię tego samego błędu – oznajmiła zdecydowanym tonem.
Wstała z ziemi, by podbiec do najbliżej wiszącego więzienia. Nauczyciel również się podniósł, pomagając sobie swoim długim, nieokorowanym kijem. Otrzepał przybrudzoną pelerynę.
– Zaczekaj – powiedział, przybliżywszy się do Dziewczyny, – Zastanów się, co robisz.
– Jak to, co – burknęła pod nosem mała, całkowicie zajęta otwieraniem klatki. – Ratuję motyla!
– Rozejrzyj się wokół siebie. Pomyśl, czy to, w imię czego go ratujesz, jest warte twoich wysiłków?
– No pewnie. Będzie sobie mógł polatać i pożyć jak normalny motyl, będzie wolny – odparła mrukliwie Dziewczyna, wcale nie rozejrzawszy się wokół siebie.
Cisza za plecami zaniepokoiła ją. Zostawiła na chwilę drzwiczki i odwróciła się do Nauczyciela. Patrzył w górę, a potem na boki, jak gdyby podziwiał sufit oraz ściany. Podążyła za jego spojrzeniem. Ze zdumieniem spostrzegła, że oni sami - i motyle - znajdują się w ogromnej klatce, w której za podłoże służyła idealnie okrągła połać piasku, a między białymi prętami gdzieniegdzie przeciskają się gałęzie akacji. Wszystkie małe klatki zaś zwieszały się tak naprawdę z metalowych prętów, ostatecznie zbiegających się w jeden punkt wysoko ponad ich głowami.
– Jesteśmy w klatce – wysapała.
W milczeniu opuścili szemrzące trzepotem skrzydeł miejsce. Dziewczyna zabrała uwolnionego motyla i posadziła go sobie na ramieniu. We trójkę usiedli na wyschniętej od sierpniowego słońca trawie, pod rozłożystą akacją.
– Więc... Czego miała mnie nauczyć ta lekcja? – zapytała nieśmiało Dziewczyna. – Czy tego, że nie można nikogo ani niczego uwalniać za pomocą chowania go do kolejnego więzienia?
Nauczyciel milczał, wpatrzony w korony rzędu akacji.
– Albo tego, że nawet wolne stworzenie tak naprawdę ciągle jest zamknięte w klatce? Że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo nas zniewolono?
Nauczyciel nie odpowiedział. Westchnął cicho, opuścił głowę.
– A może tego, aby być odpowiedzialnym za to, co się zniszczyło? – powiedziała cicho do motyla-nielota, którego ślady wciąż miała na rękach.
– Wszystkiego po trochu – odparł w końcu Nauczyciel, wbijając wzrok w okrągłą, piegowatą twarz swojej małej przyjaciółki. – To właśnie była lekcja o wolności. Możesz wybrać to, co było najważniejsze.
Dziewczyna pozwoliła błękitnemu motylowi zejść na swój wyciągnięty palec.
– Najważniejsze było ich pragnienie wolności - powiedziała trochę bardziej do siebie, niż do mężczyzny. – Szum ich skrzydeł słychać już na drodze.
Nauczyciel uśmiechnął się ciepło i skinął głową.
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* ? przez Anonimus dnia 08-02-2008 o godz. 15:04:24 | Ładnie, chciałbym przeczytać więcej. A co na to reszta czytelników?
JR |
|
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* ? przez mictlantecutli dnia 08-02-2008 o godz. 15:37:23 http://www.rcichowlas.blogspot.com | Jak dla mnie na gwiaździoche ciut za mało. Krótki to fragment i tylko fragment. Dość dobrze napisany, owszem, ale tak naprawdę nie znamy pomysłu, bohaterów itp. Myślę, że kolejny, dłuższy fragment, nieco by sytuację naświetlił. Teraz nie ma o czym gadać. Za krótko.
Pozdrawiam |
|
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* ? przez Mimi dnia 08-02-2008 o godz. 16:52:18 | | Łapkami i nogami za gwiazdką i całość sedecznie polecam bo miałam przyjemność czytać! |
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* ? przez Anonimus dnia 08-02-2008 o godz. 17:36:21 | no ja niestety nie, ale zapowiada się ciekawie. to może Autor wyśle coś jeszcze?
JR |
|
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* ? przez Leo_Nidas dnia 08-02-2008 o godz. 17:44:01 http://herostrates.blog.onet.pl | | Ja uważam, że na gwiazdkę jak najbardziej zasługuje! Fragment ciekawy, sprawnie "wycięty z kontekstu", stanowiący odrębną i interesującą, ponadto zgrabnie napisaną historię. Czy można liczyć, że w najbliższym czasie całość powieści ukaże się drukiem? ;) |
|
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* ? przez tsole dnia 09-02-2008 o godz. 10:54:59 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | Przeczytałem z zainteresowaniem. Ładny tytuł rozdziału, intrygujący tytuł całości. Będę czekał na cd.
Z ciepłym pastelowo-bajkowym klimatem dysonują pewne zachowania (czy lepiej opisy zachowań) Dziewczynki np.
– Dlaczego on nie chce latać? Przecież już może! – denerwowała się Dziewczyna.
"denerwowała" wydaje mi się tu bardzo nie na miejscu.
Ale to drobiazg. Ogólnie zgadzam sie z opiniami, że trzeba zaczekać na c.d. Niemniej nie sądzę, żeby bordo było na wyrost. |
|
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* przez Des_Grieux dnia 09-02-2008 o godz. 22:22:48 | Przyjemne, takie "miłe w dotyku". Ale zbyt mała próbka, by można było konkretniej odnieść się do jakości tekstu. Proponowałbym wrzucanie dłuższych fragmentów.
Kłaniam się pogodnie |
|
|
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* przez Hevelius dnia 10-02-2008 o godz. 15:22:27 | | Generalnie dobrze napisane, jeśli chodzi o warstwę językową, musze jednak stwierdzić, że bardzo drażni mnie końcówka z tym nachalnym morałem. Po co dodawać to na końcu? Myślę, że czytelnik sam by do tego doszedł, a być może wyciągnąłby jakieś jeszcze ciekawsze wnioski. Ogólnie w porządku. Pozdrawiam. |
Re: Sala motyli /fragment powieści pt. Homo viator/* przez tymianek dnia 12-02-2008 o godz. 09:39:42 | W odpowiedzi na wszystkie powyższe komentarze (bo coś czuję, że nie da się tego tak przemilczeć) piszę, co następuje.
Nie sądzę, żeby były szanse na ukazanie się tego drukiem, bo szczerze mówiąc nie wysyłałam tego do żadnych wydawnictw.
Tak, będę co jakiś czas zamieszczać fragmenty, tym razem już po kolei, żeby się żaden czytelnik nie pogubił ;) Myślę, że tych opowiadań na trochę starczy, bo jest ich całkiem sporo.
Też zastanawiałam się nad tym, czy nie odpuścić sobie formułowania tego morału na końcu , ale w zamyśle jest to raczej powieść dla dzieci i młodzieży, więc chciałam zostać konkretnie zrozumiana. Nie wiem, tak to już jest, że piszący nie zawsze ufa czytelnikowi, czy aby na pewno domyśli się, o co pisarzowi chodzi...
Dziękuję za wszelkie słowa pochwały i wszelkie słowa krytyki. Dzięki Wam będę mogła poprawiać się z dnia na dzień. Ale chyba warto też zaznaczyć, że opowiadania te, połączone w powieść, były pisane jakiś rok temu. W moim wypadku rok to bardzo dużo. Teraz być może brzmiałoby to nieco inaczej. Niemniej, nie wstydzę się "Homo viatora", więc zamieszczam bez większych poprawek.
Ja też wszystkich pozdrawiam, szaleńczo radośnie macham ręką!
|
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|