Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 28 gość(ci) i 3 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Epika: Puszka /opowiadanie/ *
Wysłano dnia 07-08-2008 o godz. 22:51:28
Autor: awdzsd

Puszka



Stał tak, drobny, szczurowaty, z rozbieganymi oczkami widocznymi zza opadających na czerwony nos okularków. Na identyfikatorze miał dziwne nazwisko, coś na "H".
- Nie może pan wejść dalej – mówił do mnie ochroniarz.
- W pokoju czterdzieści pracuje bardzo wiele osób, ale nikt tam nie nazywa się Artur – tłumaczyła mi jakaś życzliwa paniusia. - W ogóle nie kojarzę żadnego Artura na tym piętrze.
Korytarzem przechodzili ludzie w sterylnych kombinezonach. Hermes – może zresztą naprawdę tak się nazywał – odezwał się wreszcie:
- Więc jeśli jestem z pokoju czterdzieści i zapłacę za paczkę, ale nie nazywam się Artur, to mogę ją odebrać?
Mówiąc, przestępował z nogi na nogę, podenerwowany i wściekły. Wydawało się, że chce jak najszybciej odejść, że zaraz spróbuje wygryźć sobie drogę na zewnątrz.
- Jasne! – wyszczerzyłem się w uśmiechu, który miał pokazać, jak wdzięczny będę, jeżeli wreszcie przestaną marnować mój czas.

-----------------------------------------------------------------
Język którym posługiwał się Artur, zmieniał strukturę, rozwijał się. Obecnie był pewnie na etapie naszego języka za kilkaset lat. Rozmowa z Arturem przypominała grę w szachy, kiedy twoje figury są tego samego koloru, co figury przeciwnika.

Otworzyłem paczkę. W środku znajdowało się kilka dysków z książkami, w większości rzeczy z klasyki. W czasie, gdy wykładałem to na stół i czytałem podpisy, Artur opowiadał mi o swoich ostatnich próbach wpływania na przedmioty siłą woli.


Po południu dostałem zaproszenie do gabinetu Jego Ekscelencji. Siedział tam, opierając łokcie o czarny, idealnie wypolerowany blat biurka, składał palce w piramidkę i z pewnością nie poświęcał pracownikom pokoju czterdzieści więcej uwagi, niż, dajmy na to, żelowi chłodzącemu układy scalone.
- Proszę usiąść – wskazał mi jedno z wielu krzeseł. - Rzadko odrywam pana od pańskich zajęć, ale tym razem musimy omówić pewne sprawy. Jak ocenia pan stan Artura?
- Jestem tylko tłumaczem – odpowiedziałem ostrożnie. – Nie chciałbym wydawać opinii na tematy przekraczające moje kompetencje.
- Proszę o pana subiektywną opinię. W końcu jest pan bardzo blisko całego procesu.
- Niektóre jego zachowania są dla mnie dziwne – powiedziałem.
- Zrobił się kapryśny, prawda?
Przytaknąłem.
- Być może dotarło do niego zbyt wiele niepożądanych informacji. Pan nie powinien mu ich dostarczać.
To był najbardziej absurdalny zarzut, jaki słyszałem. Na początku wszyscy pakowaliśmy w Artura, co tylko wpadło nam pod rękę. Ale z Jego Ekscelencją nie było sensu się spierać.
- On ciągle chce się uczyć, ale jego zainteresowania, jak już mówiłem, stały się bardzo dziwne. Ma nawet do nas pretensje, że odcinamy go od informacji. Mówi, że to jakbyśmy dali mu ciekawość, ale nie dali oczu.
- Czy możliwe, że proces który przechodzi Artur, to już nie ewolucja?
- Na to wygląda. Choć kto to może wiedzieć...
Jego Ekscelencja oderwał wzrok od własnych palców i zaczął wpatrywać się we mnie. Już czułem, że za chwilę mi dowali.
- W tej sytuacji nie byłoby dobrze, gdyby docierały do Artura informacje o pana problemach osobistych – rzucił.
- Słucham? – wykrztusiłem. – Jakich problemach...? I jakie informacje docierały...?
Uśmiechnął się, na pozór przyjaźnie.
- Jest pan taktowny. To były bardziej niedopowiedzenia. Ale i z nich można sporo wyczytać przy tak wielkiej ilości przeprowadzonych rozmów. A, jak pan mówił, Artur stara się zbierać różne dziwne informacje. Dlatego chciałbym, żeby wziął pan parę miesięcy urlopu. Na uporządkowanie spraw osobistych. Jeśli pan woli, może w tym czasie zająć się jakimś mniej odpowiedzialnym projektem.


Kiedy wróciłem do swojego biurka, dyski z paczki leżały porozrzucane, tak jak je zostawiłem. Sięgnąłem po któryś, chcąc wyświadczyć Arturowi ostatnią, drobną przysługę, ale wtedy usłyszałem za sobą chrząknięcie. W drzwiach stał jakiś facet z personelu.
- On chce, żeby mu przynieść paczkę – powiedział.
Wzruszyłem ramionami.
- Przez pewien czas nie będziemy razem pracować – rzuciłem w stronę Artura. – Pewnie boją się, że przez znajomość ze mną mógłbyś zacząć pić.
Miałem już wychodzić, ale coś przyciągnęło moją uwagę. Na jednym ze stolików pomarańczowo zaświecił owalny przedmiot. Podszedłem bliżej i zobaczyłem puszkę z danymi, zawierającą ostatnie pytania do Artura i jego odpowiedzi. W pomieszczeniu było kilkanaście osób, ale w tamtym momencie nikt nie patrzył w moją stronę. Złapałem puszkę i szybko wcisnąłem ją do kieszeni, myśląc, że jeśli ktoś to zauważy, mogę obrócić całą sytuację w pożegnalny żart. Zgarnąłem do torby swoje rzeczy i ruszyłem w stronę szatni. Nikt mnie nie zatrzymywał. Strażnik, zamiast śledzić monitory, czytał gazetę. Kiedy znalazłem się przy wyjściu, skinął do mnie głową na pożegnanie. Złapałem taksówkę i pojechałem do domu.





Siadam, nogi zarzucając na stół; odchylam się z krzesłem na bok i przypalam papierosa od palnika kuchenki gazowej. Gapię się na krople spływające po obdrapanym z emalii zlewie. Weronika przechodzi przez kuchnię, rzucając jakieś "No zrób coś z tym".
- Z czym? – pytam.
Nigdy się nie kłócimy. Choć może ona tak nie chce, w końcu to ja sam ustaliłem tę zasadę.


Czasami po cichu przechodziłem przez przedpokój, zatrzymywałem się o kilka kroków od uchylonych drzwi i obserwowałem Weronikę. Wpatrując się z tym swoim zabawnym skupieniem w monitor komputera, zaczynała nieświadomie obgryzać długopis; wsłuchana w muzykę, bawiła się puklem włosów, jak mała dziewczynka nawijając go na palec, albo wkładając do ust.

- Jak w pracy?
- Może być.
Podchodzę do niej i uśmiecham się, a ona pyta, co mnie tak bawi.


Weronika pochodziła z jakiegoś małego miasteczka i tam mieszkał chłopak, który jej się oświadczył. Poprosiła go o czas na zastanowienie i wyjechała. Na początku było nam dobrze, może to dlatego, że wtedy jeszcze ona zarabiała na nasze utrzymanie.

Ulubionym kolorem Weroniki był szary. Większość jej ubrań było szare; nie lubiła jaskrawych kolorów. Pewnie przez to zaczęło wydawać mi się, że coraz bardziej się ode mnie oddala.

Podobno po czterech czy pięciu latach partnerzy przestają być dla siebie pociągający. Mieszkałem z Weroniką już ponad osiem lat i ciągle pragnąłem jej prawie w ten sam sposób, co na początku, jednak ona stawała się coraz bardziej bierna. Pewnego razu powiedziałem jej, że jeśli chce rozwodu, to, choć nie jesteśmy małżeństwem, możemy tę sprawę przedyskutować. Ale ona pocałowała mnie i kiedy się potem kochaliśmy, była taka, jak dawniej. Nie potrafiłem zrozumieć, co to znaczy.


Siedziałem oparty o blat stołu, bezmyślnie gapiąc się na popielniczkę. Potem na miejsce popielniczki podstawiłem szklankę z herbatą.
- Nie idziesz dziś do pracy? – zapytała.
- Chcą, żebym wziął sobie parę tygodni wolnego.
Objęła mnie, gładząc po włosach.
- Przykro mi – szepnęła.
- Uważają, że mam jakieś problemy osobiste – dorzuciłem.


To wszystko przez kwiaty. Przechodziłem obok bramy, gdzie stara kobieta porozkładała plastikowe wiaderka pełne kwiatów. Przechodziłem tamtędy codziennie, ale tego dnia coś skłoniło mnie, żeby na chwilę przystanąć. I wtedy pomyślałem o wyjeździe, gdzieś, bardzo daleko. Weronika ciągle opowiadała mi o dzieciach jej koleżanek - tym też mogliśmy się zająć. Kupiłem dla Weroniki cały bukiet.
Ale kiedy wróciłem do domu, jej już nie było. Zniknęły jej rzeczy, pewnie wróciła do tego swojego narzeczonego.


Ciągle tylko chciałem się dowiedzieć. W końcu zacząłem uważać, że wszystko jest we mnie. W przeciągu dwóch dni straciłem najpierw pracę, potem dziewczynę. To dużo. Kiedyś mogłem obserwować Weronikę z daleka, przez uchylone drzwi, i wiedziałem, że jest oddalona o wyciągnięcie ręki. Zapamiętałem wiele jej gestów, na przykład nigdy nie zapomnę, w jaki sposób wzruszała ramionami. Było też wiele rzeczy, których nie widziałem - jak zwisające nitki, które odrywała z mojej koszuli, kiedy wychodziłem do pracy.
Straciłem może zbyt dużo, ale przecież już od pewnego czasu chciałem coś zmienić. Teraz przypomniała mi się scena z pewnego filmu - mężczyzna zakłada marynarkę, poprawia mankiety, chowa do kieszeni klucze, pieniądze, czesze się przed lustrem, patrzy na zegarek, wyrzuca przez okno papierosa i wychodzi.





Lubię jeździć autobusami. Można wtedy czuć, że jest się blisko ludzi. Poza autobusem, w domu, w pracy, spędzamy całe dnie nie odrywając się od monitorów. Założę się, że nasze dzieci nie będą potrafiły odczytać uczuć z wyrazu twarzy ani wychwycić intonacji głosu. Nie przepadam za zmianami. Na przykład smak napoju który pijesz codziennie, z czasem odrobinę się zmienia. To jest ledwo zauważalne, łatwo te zmiany przegapić. Nikt nie czyta etykietek na butelkach, ale składniki są teraz trochę inne, niż kilka lat wcześniej. A potem zdajesz sobie sprawę, że nie możesz już kłamać albo śmiać się, albo kochać.
Pewnie za dużo gadam. Ale tylko czasami.

Weszła do przedziału i zapytała, czy nie mógłbym ustąpić jej miejsca przy oknie. Sprawiała wrażenie trochę niewyspanej i miała na sobie rzeczy w takich stonowanych kolorach, brąz, zgniła zieleń, szary - przez to ta senność stawała się jeszcze wyraźniejsza. Wstawiłem na półkę jej wypchaną po brzegi torbę, o mało przy tym nie zabijając nas oboje.
Po trzydziestu minutach spytała, czy mogłaby pożyczyć którąś z moich książek, bo ona niczego ze sobą nie ma.
- To właściwie niezbyt ciekawe – powiedziałem, podając książki.
Nie wiedziałem, czemu nie wziąłem czegoś, co normalnie czyta się w pociągu.
Przejrzała kilka stron.
- Ostrzegałem panią.
- Nienajlepsza ze mnie turystka, skoro nie mam ze sobą nawet niczego do poczytania – uśmiechnęła się.
Po następnych kilkunastu minutach znów wzięła którąś z książek.
- Właściwie kiedyś nie byłam taka głupia – rzuciła wesoło.
Szybko uporała się z pierwszą stroną i dzielnie przebrnęła przez dwie następne. W końcu usnęła.


Zabrałem ją do wagonu restauracyjnego na kawę. Obserwowałem, jak z zamyśloną miną wodzi palcem po krawędzi filiżanki.
- Lubisz podróżować? – zapytała.
- Jest kilka miejsc, które mógłbym zobaczyć.
- Dlaczego tam nie jedziesz? – rzuciła, grożąc mi łyżeczką.
- Nie wiem. Nie wystarczyłoby mi po prostu pojechać. Musiałbym pobyć w każdym z tych miejsc przynajmniej kilka lat, żeby je poznać. Ale może kiedyś tak zrobię. A ty? Lubisz podróżować?
- Właściwie podróżowałam wcześniej tylko raz. I skończyło się na tym, że zostałam w miejscu podróży na wiele lat. Ale teraz znów będę próbować.

- Za pięć minut będzie moja stacja – powiedziałem. - Jeśli chcesz, mogę zostawić ci jakąś książkę.
Pokręciła głową.
- Chyba nie. Ostatnio nie miewam problemów ze snem.
Upchnąłem swoje rzeczy do torby; książki na końcu – na wszelki wypadek.
- Zwykle nie zachowuje się w ten sposób – powiedziała.
- To znaczy?
- Nie proszę o ustąpienie mi miejsca, ani nie pożyczam książek. Po prostu ostatnio staram się robić różne rzeczy, których nie robiłam wcześniej.
- W takim razie cieszę się, że zaczęłaś akurat teraz.
Uśmiechnęła się.
- Muszę już iść. Trzymaj się.
- Ty też.


Siedziałem na dworcowej ławce, przejeżdżając dłonią po drewnianych żeberkach. Pamiętam niektóre rzeczy bardziej, niż inne i nie da się tego łatwo zmienić. Jakieś drobnostki. Dźwięk obcasów stukających o posadzkę, twarz, która wydała mi się znajoma, choć mało prawdopodobne, żebyśmy widzieli się wcześniej. Potem przypadkowe spotkanie na ulicy i uśmiech. A ten gość pojawił się z wyczuciem akwizytora. Wtedy, na peronie, zresztą też. Popatrzył na wiszący nad moją głową zegar, potem na swój własny zegarek i to już było zupełnie bez sensu; potem przysiadł się do mnie, tak blisko, że ledwo zdążyłem zabrać rękę. Miał na sobie garnitur, ale jakiś wygnieciony; w ogóle cała jego postać sprawiała wrażenie wymiętej i wygniecionej. Walizkę ustawił przy nogach, w ten sam sposób, co ja.
- Chcesz się zamienić? – zagadnął. – No, na walizki – dorzucił, widząc moje niezrozumienie. – Weźmiesz moją, a ja wezmę twoją i tak jakby wymienimy się również przeszłością i problemami. To stary zwyczaj na tym peronie.
- Nie jestem pewien – odpowiedziałem.
- Dobra. W takim razie przejdźmy do rzeczy. Masz pieniądze?
Podałem mu zwitek banknotów. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął nieduży, owalny przedmiot.
- Skąd właściwie się to wzięło? – zapytałem.
Roześmiał się.
- Parę dni temu przyniósł nam ją jeden facet, przekonany, że szybko znajdzie się nabywca. Ale czy to robi jakąś różnicę?
Wziąłem puszkę; była lekka i zimna. Nie miałem wielkich życzeń, tylko drobne zmiany w przeszłości, na potrzeby wspomnień.
- Masz już dość tego okłamywania się, co? – rzucił.
- Myślę, że i tak ciągle się okłamujemy.
Znów się roześmiał. Przez chwile jakby się krztusił i wydawało się, że nie może przestać.
- Sam to wymyśliłeś... hah... To takie twoje życiowe motto? Niezłe.. hah... sprzedam to kiedyś jakiejś panience. – Klepnął mnie w ramię. – Czas wracać. Zostawiam cię. I bądź z tym ostrożny... cokolwiek by to miało znaczyć, hah.

-----------------------------------------------------------------

Mówiłem ci o tym tak wiele razy, żebyś nigdy nie potrafiła zapomnieć.

Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 17 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez rafk dnia 08-08-2008 o godz. 22:53:05 http://rafky.blox.pl
moją opinię znasz, prawda? :P Nie będę się powtarzał. Może zwrócę uwagę na to zdanie, o którym już Ci pisałem, bo uważam, że jest genialne:

'Teraz przypomniała mi się scena z pewnego filmu - mężczyzna zakłada marynarkę, poprawia mankiety, chowa do kieszeni klucze, pieniądze, czesze się przed lustrem, patrzy na zegarek, wyrzuca przez okno papierosa i wychodzi.'

Bardzo ciekawy zabieg - bohater przywołuje scenę filmową, nie tylko dla jej atrakcyjności (chociaż czytelnik może dzięki temu poznać filmowe preferencje bohatera, to też ważne) - ale jednocześnie czytelnik domyśla się, że bohater wykonuje (prawdopodobnie) identyczne czynności. Bardzo ciekawe. Takie rozwiązania spotyka się w filmach, np. wnętrze (tutaj jakiś dramat), bohater zagląda przez okno - a w plenerze dramat, który dopełnia to co wewnątrz.

A dlaczego zamieściłeś to ostatnie zdanie? Bo tego nie zrozumiałem :)

Ogólnie bardzo ciekawe.
pozdrawiam




Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez ChariVari dnia 10-08-2008 o godz. 14:53:50
Dobrze napisane – dobry język i lekkie pióro.
Podoba mi się porównanie jakie użyłeś w tekście:
„Rozmowa z Arturem przypominała grę w szachy, kiedy twoje figury są tego samego koloru, co figury przeciwnika”.
Inteligentne. :)

Dobra narracja, klimatyczna. Jest jakaś aura tajemniczości. Ładny kawałek o Weronice, o życiu we dwoje, o uczuciach – co dowodzi Twojej wrażliwości, jak sądzę. :)
Jest w tekście napięcie, dramaturgia, owszem, owszem.

Ale nie wiem czy nie dręczysz czytelnika niedoborem szczegółów, bo ja niemal kompletnie nie pojmuję o co się tak naprawdę rozchodzi.
Jasne, że nie lubię, jak ktoś pisze kwanaławowo. Tylko, czy to nie jest przegięcie w drugą stronę?

Nie, nie gmatwasz. Po prostu milczysz. Za mało mówisz.
Nie wiem kim jest Artur i co ma do meritum, w jakich czasach dzieje się akcja, co to za paczka – we wstępie paczkę przynosi główny bohater (?), ktoś z pokoju 40 ją odbiera. Potem znowu nasz bohater ją otwiera, przegląda jej zawartość, następnie, w kolejnej scenie, ktoś z personelu mówi, że Artur chce jakąś paczkę. Ale nasz bohater kradnie puszkę (nie paczkę) i idzie do domu. Na zakończenie, na dworcu, ktoś mu sprzedaje puszkę
A dziewczyna z pociągu? Z pociągu, który pojawia się zaraz potem, jak bohater rozmyśla akurat w autobusie. Kim ona jest i po co?

Być może jest tak, że gdybym puknęła się twoim tekstem w głowę, usłyszałabym dźwięk pusty.
Bo przyczyna niezrozumienia może leżeć po mojej stronie. Nie mam do końca pewności.
:)
PS. A to, co pisze wyżej rafk o tym genialnym zdaniu, czy raczej fajnym zabiegu autora, to faktycznie ma rację. :)



Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez synthspirit dnia 10-08-2008 o godz. 22:31:29
Pieprzysz z tymi przypadkowo ułożonymi wyrazami. Oj, jak pieprzysz.

Dobry tekst. Jeszcze nie raz do niego wrócę.

Dowyróżniam z czystym sumieniem.

synth



Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez Den dnia 11-08-2008 o godz. 11:55:52
Gut!



Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez awdzsd dnia 11-08-2008 o godz. 12:35:30
Synth, Den, dziękuję za komentarze. I za pochwały :P

Wygrzebałem tę wspomnianą przez Rafka, rewelacyjną, moim zdaniem, scenę: http://pl.youtube.com/watch?v=O1DrIbrIB7I&feature=related



Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez luca dnia 25-08-2008 o godz. 22:14:54 http://www.clairvoyantwroc.pl
Rozmowa z Arturem przypominała grę w szachy, kiedy twoje figury są tego samego koloru, co figury przeciwnika. - uwielbiam podobne zabiegi. Trzeba na chwilę przystanąć, zastanowić się, wreszcie zrozumieć i zachwycić się świetnym porównaniem.

Ogólnie tekst bardzo dobre, Niektóre dziwne zachowania postaci, równie paranoidalne, jak w filmach Koterskiego, np. propozycja wymiany walizek. Podoba się, podoba.

Pozdrawiam



Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez Anonimus dnia 18-09-2008 o godz. 19:35:16
jak dla mnie - bdb. Nie wiem, czy to prawda(w sensie, czy proces tfurczy tak właśnie przebigał - o efekcie się produkuję), ale każde zdanie robi wrażenie przemyślanego do końca. Nadto - słów zbędnych zero, mrowie smaczków (ten szachowy faktycznie sie wybija, ale widze tez całą kupę innych). Dobra robota, a raczej bardzo dobra. Dla mnie - więcej niż na jedna gwiazdkę, ale nie ruszam temat bo po psze - mnie tu nie ma, po drugie - ponoc jakieś sa plany antyoznaczeniowe, więc szkoda kopii. O klimacie tekstu pisać banałów nie będę - pod tym względem to twój znak firmowy.

ja
(znaczy ten, co prosił cię o info o nowych tekstach, ale nie miał dotąd kiedy uczciwie się tekstem podelektować. Do innych tez dotrę na dniach)
pzdr



Re: Puszka /opowiadanie/ *
przez Lucyfea dnia 11-05-2009 o godz. 21:35:37
strona tak szybko się§ skończyła....
rozczarowałam się, że tak krótko, bo tak dobrze:) bardzo mi sie podoba, mam nadzieje, że będzie ciąg dalszy albo jakieś wieksze rozwinięcie, pozdrawiam




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim