Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 23 gość(ci) i 6 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Satyra i zabawa: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE **
Wysłano dnia 18-03-2003 o godz. 09:07:36
Autor: yarre

/Sensacja! Nieznany, odnaleziony w świątyni Pathenthossa mit grecki!/ Działo się to w czasach, kiedy Achajowie gonili w piętkę pod murami Troi, Achilles już strzelił był kopytami. Nie było pośród żywych już i Patroklosa, bohaterskiego Hektora rónież szlag trafił. Lat dziesięć już trwała jałowa ta młócka, z której li tylko Homer korzyść mógł odnieść, zacierał więc dłonie na myśl samą o wierszówce, łapczywie się oblizując i mrugając obleśnie ku nałożnicom przedajnym...
- Nie ma lekko - rzekł Agamemnon do Odyseusza - Musisz, rudy cwaniaku, wymyślić już wreszcie tego trojańskiego konia, bo sczeznąć nam tu przyjdzie w cholernej niesławie.
- Dobra - odparł Itaki król i oddalił się do namiotu. Nałożnice wygonił, młodych efebów tudzież


Na łożu siadł i myśleć ciężko począł, a co wymyślił - grotem strzały na glinianej tabliczce wyrył. Rano zaniósł Agamemnonowi.
- No? - zapytał wódz naczelny uprzejmie - Wymyśliłeś tego trojańskiego konia, czy nie?
- Niby tak, władco Myken, tych od kultury mykeńskiej, prastarej - odparł Odyseusz, jednak frasunek z lic jego nie schodził.
- To skoro tak, władco Itaki, czemu pysk krzywisz, jakby ci kazali z tym koniem się żenić? Pokaż, coś tam wyskrobał, niech rzucę mym wodzowskim okiem, póki glina jeszcze nie wyschła na twardo - z pobłażaniem ozwał się Agamemnon.

Na to Odyseusz, zawstydzon z lekka, wyciągnął zza pleców swych (w pancerz odzianych), ręce ufajdane gliną po łokcie same, a tabliczkę z bohomazem jakowymś trzymające.
- I co my tu mamy, hm... - zamruczał mykeńczyk, dzierżąc projekt Odysa w swych mocarnych, a krwią wrażych Trojan splamionych palcach - O kurde! To jest to, o co mi chodziło...
- A... Ale, wodzu, jest je... je... jeden problem... - wyjąkał Odys skonfundowany wielce.
- No co tam? Gadaj mi tu zaraz! - zdenerwował się Agamemnon, a oczy jego gromy ciskać jęły tak ogniste, że aż obozowa straż pożarna (sikawki dzierżąc) stanęła wedle sztabowego namiotu, zdusić chcąc pożar w zarodku - Przeca wyrysowane wszystko jest na cacy? Koń debeściarski wielce i wygraną w tej wojnie okrutnej w kieszeni (co to ją wynajdą za wieków parę) mamy!
- No projekt jest, jeno z wykonaniem problem się pojawi niebawem.
- Więc masz problem - rzekł powoli wódz naczelny - Czy chcesz, przyjacielu mój, o tym porozmawiać?
- Tak - z determinacją w głosie wyrzucił z siebie Odys.
- Kładź się zatem na me wodzowskie łoże i mów, co dręczy cię. Ja wysłucham pilnie i radę jakowąś wynajdę niebawem.

I legł Odys na Agamemnona łożu, a ów usiadł na trójnogu zdobnym ręką artysty rzeźbiarza tuż obok, w dłoniach dzierżąc glinianą tabliczkę i rylec.
- Mów, słucham cię uważnie, co ów problem stanowi? - beznamiętnym, profesjonalnym tonem król Myken zagaił.
- Nie wiem, azali z drewna potwora tego zbudować trzeba, lubo z bloków kamiennych z trudem przez niewolnych ociosanych - wyłuszczył sprawę Odys i ucieszon wielce, że zrzucił kamień z serca, odetchnął z ulgą tak mocarnie, że aż namiot Agamemnona zwiało i poleciał hen, ku Troi fortyfikacjom.
- Aha, problem twój wielki jest i złożonej natury. Konsylium zwołać należy, sam tu nie poradzę - roztropnie zadecydował król Myken - Hej! Heroldowie! Wołajcie tu wodzów achajskich na naradę w sprawie wagi wielkiej tak, jak rzyć cyklopowa! Żwawo!

I zawołani nadeszli, zbrojami czerwonymi od krwi wrażej podzwaniając przy każdym kroku. Nadeszli i ciężko zwalili swe udręczone bojami wieloletnimi członki na trójnogi. Tylko Odys spoczywał na łożu, bo leń był i cwaniak. I też wynalazca.
Usiedli w krąg: Stary Nestor o brodzie siwej do pasa długiej, w której połyskiwały groty strzał trojańskich, niektóre pordzewiałe, bo lat temu dziesięć w gęstwie tej utopione. Przyszedł i osobisty wróg Odysa, syn króla Eubei, Palamedesem zwany, co przemyślnością itackiemu władcy dorównywał, a walecznością Achillowi. Jako trzeci stękając usiadł na trójnogu Menelaos, który już ani źrenic nie miał, ani tęczówek od opłakiwania swej ślubnej przyczyny tych zmagań. Po lewej jego ręce usiadł Ajaks Wielki, króla Salaminy następca, co barany miast Trojan siekał na tatara (a Homer boje opisując, a w kulki lecąc - uśmiercił go). Koło niego kucnął imiennik wielkiego, Małym zwany, co to w bieganiu najszybszy z Hellenów był. A zasuwał tak prędko, że przez lat dziesięć, nie ubił żadnego wroga jeszcze, gdyż kiedy zamach tylko do cięcia mieczem brał, przeganiał przeciwnika o wiorst kilka i siec nie miał już kogo. W gronie tym dostojnym nie brakło i Diomeda, oszczepnika nad oszczepniki.
- No i co? - zapytał Ajaks Mały, któremu jak zwykle najbardziej się śpieszyło.
- Z lektury „Iliady" tego pismaka Homera wiecie, że jedyny sposób na zwycięstwo, to podstępnie zdobyć
Troję przy pomocy konia trojańskiego, którego wymyśli Odyseusz - rozpoczął naradę Agamemnon.
- Jasne - chórem odrzekli bohaterowie, poza Menelaosem, który milczał płacząc.
- Ok. Odys sporządził projekt, ale coś jeszcze nie pozwala nam jego wykonanie celem odniesienia triumfu nad wrogiem.
- Co takiego? - zachrzęścił pancerzem swym Ajaks Wielki - Tylko mi baranów proszę tu nie wypominać, bo się wkurzę! Co i rusz się mnie o to czepiacie, jakby ważniejszych spraw nie było...
- Heleno ma, Heleno, gdzieżeś jest? Czy może świętokradcze łapska Parysa, niecnoty, znów dzierżyć cię chcą w swej mocy okrutnej? - Menelaos załkał, rzężąc żałośnie.
- O Zeusie! My tu o interesach, a ten znowu te swoje brednie wywnętrza! - z rezygnacją w głosie jęknął Diomedes - A zamknij się mięczaku, o boju radzim , a nie o laskach. Na to chwila sposobna przyjdzie potem.
- Racja! - poparł do Palamedes - W czym rzecz, Agamemnonie, mów szparko.
- W tym - wrócił do tematu król Myken - że nie wiemy, czy rumak ma być drewniany, by Trojanom łatwiej było go wprowadzić za mury, czy kamienny, by spalić go nie zdołali.
- Ha! - udźwiękowili swą niewiedzę bohaterowie, jednocześnie zgadzając się z wodzem, co do wagi problemu i umilkli na długo.

Ze dwie duże klepsydry myśleli i nic im do głów przyjść nie mogło. Wreszcie stary, a bywały w świecie Nestor ozwał się, znajdując, w mądrości swej wielkiej, rozwiązanie dylematu:
- Możem do niewiadomo kiedy tak sterczeć na tych trójnogach, co jeno epidemią hemoroidów zaowocuje. Trza nam słać posłańca z pytaniem do Pytii.
- Tak! - ryknęli chórem (z podziałem na głosy) wodzowie - Praw Nestor stary! Słusznie radzi! Słać do Delf nam trzeba!

W głosowaniu wybrali na posła Odysa (myśląc - konia wymyślił, niechaj sam zasuwa przy sprawie). Ten, nie czekając, na okręt wsiadł i do wyroczni się udał. Kiedy przybył przed oblicze apollińskiej kapłanki zapytał:
- Azali konia trojańskiego zrobić nam należy z drewna, czy z kamienia raczej?
- Kto zamęcza zająca stryja swego, temu w kąpieli wieczornej pumeks z wyspy Thery w palcach się rozpadnie - błyskawicznie odpowiedziała kapłanka w cudownym jasnowidzeniu.

Zdurniał Odys całkiem na słowa te, lecz nie powtórzył pytania, jako że straż świątyni drzwi wyjściowe mu wskazała, spadać każąc, gdyż kolejka pytających wielką była, a zapytania do Pytii reglamentowane po jednym na łebka. Umyślił tedy Odys stanąć w ogonku raz jeszcze, lecz gdy zobaczył przeraźliwie długi, wijący się wąż oczekujących, zwątpił widząc, iż prędzej mury Troi same się rozpadną, niż zdąży raz jeszcze zapytać, a przeca ani w ciąży nie był, ani starcem o widocznym kalectwie, by na przywileje liczyć. Strapion do gospody się udał. Siadł przy stole i zapłakał.
- I czego tak wyjesz? - zapytał wtem głos jakiś, troską dźwięczący.
Odys zacytował nieznajomemu swe pytanie, jak i odpowiedź wyroczni.
- Nie załamuj się, Odys - rzekł bóg Dionizos (on to był bowiem) - Mnie ta kretynka gorzej uraczyła. Spytałem jej wprost, czy zgodzić się mam na czczenie mnie, jako patrona marskości wątroby i wiesz, co odrzekła?
- Co?
- „Potępionym niech będzie po czasy wsze ten, kto w latrynie wojskowej, piechurem będąc, waży się kucać w ostrogach". Dasz wiarę?
- Bogowi zawsze! - podlizał się Odys - Faktycznie idiotka!
- Dobrze, że cię spotykam, napiszemy do Apolla skargę.

Jak powiedział, tak i zrobili. Przez Hermesa pismo patronowi delfickiej wyroczni posłali. Posłaniec ledwo oderwał Apolla od Muz i dał tabliczkę do czytania.
- No kurka! - wściekł się pięknolicy bóg, z przedziałkiem czesany szatyn z niewielkim wąsem i kiełkującą brodą, przemożnej urody - Wołaj mi tu Hermesie bożka Walkmanosa!
- Walkmanos do szefa! - ryknął do sieni boski posłaniec, a zawołany w mgnieniu oka stawił się przed Apollina oblicze.
- Słucham, o boski!
- I dobrze, bo łaski, darmozjadzie, żadnej mi nie robisz - rzekł Apollo z niesmakiem spoglądając na pokurcza, albowiem Walkmanos i brzydki był i wzrostu nikczemnego, rozmiaru sporej myszy zaledwie - Mam dość skarg na Pytię o głupie odpowiedzi na zapytania. Zrób z tym coś i to migiem!

Uradowany odpowiedzialnym zadaniem bożek do świątyni popędził. kapłanki z góry na dół ochrzanił i przykazał mądre odpowiedzi dawać, bo jak nie, to Priapowi je odda na igraszki wszeteczne. Wystraszone kobiety od dnia tego wysilały swe szare komórki odpowiadając na zapytania, lecz z odpowiedziami nadal źle było.

Zapytał bowiem, jednego razu, Tezeusz: „Czy może mi Ariadna, oblubienica moja zrobić na drutach golf przecudny z nici, com ją z labiryntu zakosił?" Odpowiedź dostał ni z oliwki, ni kolendry: „Nikt, kto na kocich łapach skacze, a od mleka koziego stroni, od hemoroidów wolnym nie będzie".

Strachem nic tu nie zdziałam - pomyślał sprytny Walkmanos i
zaobserwował, że z ziemi, spod trójnogu na którym dyżurne Pytie siadają, gaz się sączy, głupotę u nich wywołujący.
- Co tu zrobić? - Myślał siedząc na kamyku leżącym na drodze do wyroczni wiodącej. I tak zdeptałby go Perseusz, co na swym Pegazie kłusował tamtędy.
- Gdzie siedzisz, konusie? - żachnął się heros, gdy wierzchowiec jego spłoszon uciekającym bożkiem dęba stanął (a gaj to był przecież oliwny) - Do hadesu ci śpieszno?
- Wybacz, Perseuszu! O! A czemu Pegaz twój pysk dziwaczny dziś taki posiada?
- A bo musiałem maskę mu założyć, by życie swe i zdrowie nienaruszonymi zachować. Zbiesił mi się ostatnio, bo co po niebie galopował i poczuł owies z ziemi - pikował jak stukas z Luftwaffe i ledwo na siodle się utrzymywałem. A tak, maskę na pysk mu założywszy, podróżuję sobie bezpiecznie. Filtr wonie zatrzymuje i Pegaz spokojny, a i ja satysfakcję mam, bom do historii przeszedł - maskę p-gaz wynajdując.
- Chwała ci za to, bohaterze, Zeusowy synu (choć z lewego łoża), czy masz taką maskę, zbędną ci, drugą na podorędziu?
- Pewnie, w promocji dam ci ją! Biznes bowiem rozkręcić zamierzam, z samych poborów herosa wyżyć bowiem nie idzie.

Rozradowan Walkmanos z maską w dłoniach popędził do Delf i wziął kapłanki do galopu. Zwolnił te ładne, poczwarnej urody tylko w służbie zostawiając. Coraz brzydszym dyżury wyznaczał, by pytających do widoku kobiety w masce słoniowatej przyzwyczaić. W końcu spokojnie mógł posadzić na trójnóg wróżebny Pytię w masce perseuszowego wynalazku i myślał, iż problemy jego zakończone. Przycupnął w rogu świątyni i słuchał:
- Czy mogę bezpiecznie nogi me depilować brzytwą z Ockhaimenon? - dowiedzieć się pragnęła z ust wyroczni Jazbellenoi, blondwłosa kapłanka boga Ventosa, niewiedzą dręczona.
- Chwała tym, co portretowe mozaiki na czas dostarczają - odrzekła kapłanka wprawiając Walkmanosa w osłupienie, a i gniew straszliwy zarazem.
- Aleście głupie są, wszystkie! - zakrzyknął bożek, wieczorem na odprawie kapłanek - Od jutra podpowiadać wam będę!

Jak umyślił, tak i zrobił. Następnego ranka usadowił się w fałdach szat Pytii i czekał.
- Czy literę gamma, śpiewać mam, li tylko ryć rylcem? - spytał Pytii sam bóg Ventos zapomniawszy alfabetu helleńskiego.
- N... n... nie wiem... - wyszeptała wyrocznia nie chcąc głupot gadać, z lęku przed Walkmanosem, a podpowiedzi jego nie słysząc, gdyż perseuszowa maska na uszy jej opadła.
Wyśmiał ją Ventos szyderczo i na skargę do Apolla pobiegł wiedząc, iż jako robiący u Asklepiosa za zaopatrzeniowca - wysłuchanym w mig będzie. Delf patron jednakże nie zdążył Walkmanosa wezwać na dywanik, gdyż ten przemyślnego jednego z tytułowych wynalazków, czym prędzej, dokonał. Do puzderka srebrnego malutkiego mianowicie wskoczył, podłączając wcześniej dwie rurki do uszu kapłanki, a końce ich (wraz z sobą) w puszce zatrzaskując. Sam, słuch mając przedni, pytania rozumiał, a dzięki rurkom owym, wiodącym do uszu kapłanki dobrą odpowiedź w porę jej podszepnął.

Niestety i to końcem problemów nie było, gdyż, co to gamma wiedział, alfą jednak, ni omegą nie był i nie znał się na wszystkim. Wziął się więc na sposób i petenci odtąd, nim porady zasięgnąć mogli - składali zapytania swe (na glinie wyryte) w świątyni Sekretariatem zwanej, od imienia kuzyna Walkmanosa, niejakiego Sekretareusa. Ten siedział za biurkiem i murem osłaniającym wyrocznię pozostawał, dając czas Walkmanosowi na zastanowienie. Czasu nawet wiele, gdyż Sekretareus, jako morski tryton, wody (z petentami konferując) lał wiele. Często nadto mówił, iż Pytia zajęta, na chorobowym lub po prostu wyszła i zaraz powróci, gdyż na naradzie jest u Apollina.

W ten oto sposób, wynaleziono i maskę p-gaz, co do dziś używaną jest z korzyścią dla oczu niektórych, a i sekretariat, rzecz petentowi każdemu codzienną oraz walkmana. Rzymianie natomiast małpując hellenów - nazwali Walkmanosa Discepleierusem, nieświadomie kolejnego dokonując wynalazku.

Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 10 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez Ryba dnia 18-03-2003 o godz. 09:20:58
do bajek robotów daleka droga




Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez Lapis dnia 18-03-2003 o godz. 09:37:20
Podoba mi sie bardzo !!!! I styl homerycki zachowany, i wiedza rozlegla i rzeczowa. Dowcip doskomaly ! Gratuluje !



Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez Anonimus dnia 18-03-2003 o godz. 11:14:55
SUPER SUPER SUPER



chole... hm hm... yarre, widze ze czytujesz imć pana Sapkowskiego - poza znakomitymi autorami starożytnymi.



gratuluję i zazdroszczę aż mi sie mózg ulewa uszami. tak trzymaj



Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez Rojewski dnia 18-03-2003 o godz. 13:56:25 http://www.netkultura.pl
Fajoskie!!! Ja szczególnie doceniam lekkość dialogów bo dla mnie to w prozie najtrudniejsze. Choc miejscami może troche przeszarżowane /to Luftwaffe to może niekoniecznie/ I tak sie zastanawiam zupełnie niezobowiązująco czy potrzebna była taka puenta i prowadzenie tego pod walkmana i insze współczesne odniesienia. A jakby to zostawić jako pastisz klasyki? Może to by miało jeszcze większą wartość? Tak czy siak styl przezabawny i lekki. Tylko, ze taki dowcip po kilku powtórzeniach więdnie. Dlatego trochę sie boję sequeli, ale czekam z niecierpliwością i bardzo jestem ciekawy innych rzeczy. Bo pewnie nie tylko tak Autor umie.



Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez nefrytowa dnia 23-08-2003 o godz. 20:08:36
Strasznie podoba mi się tutaj przemieszanie stylów (głównie język mam na myśli) – starozytnego ze współczesnym [np. „A zamknij się mięczaku, o boju radzim , a nie o laskach.”, „Koń debeściarski wielce i wygraną w tej wojnie okrutnej w kieszeni„ :-)]. Mimo że Sapkowski nie dla mnie, to to opowiadanie jednak przeczytałam z przyjemnością:-).



Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez madamin dnia 26-01-2004 o godz. 15:35:19 http://Obecnie wyłączona.
Nie jedyny i nie pierwszy Sapkowski tak się bawił.

A co do Walkmanosa, to mi tu raczej Pratchett podzwania.



Pozdrawiam,

Marek



Re: MIT O WALKMANIE, MASCE PRZECIWGAZOWEJ I SEKRETARIACIE /Sensacja! Nieznany, odnale
przez Anonimus dnia 16-09-2007 o godz. 11:03:44
nic nie warte




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim