Nowe recenzje
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz· ZŁY WPŁYW, Campbell Ramsey, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz· TUNEL, Braver Gary, Wydawnictwo Replika, recenzent: Kwiatkowska Anita· OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA, Jennings Maureen, Oficynka, recenzent: Cichowlas Robert· KRÓLESTWO SPOKOJU, Ketchum Jack, Wydawnictwo Replika, recenzent: Majewski Janusz[ RECENZJE ]
Online
Aktualnie jest 36 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
NA FORUM
 | Barwy, a tworzenie nastroju |
 | Co Na Scenie - Nowy Wymiar Teatru |
 | nieTUZINkowa 12-ka Netkultury |
 | V OGÓLNOPOLSKI KONKURS NA AUTORSKĄ KSIĄŻKĘ LITERACKĄ- ŚWIDNICA 2012 |
 | DACH w lutym |
 | wizja śmierci w romantyzmie |
 | Konkurs Małych Form Prozatorskich Wrzenie VI |
 | Cytat z Forum |
 | Szymborska |
 | Harosław Jaszek: jeśli zwycięży wolność słowa… |
 | WISŁAWA sZYMBORSKA NIE ŻYJE |
 | RIP |
 | TAJNE KOMPLETY - NAJPIĘKNIEJSZA KSIĘGARNIA - GŁOSUJ |
 | Styczniowy DACH |
 | Krzysztof Gąsiorowski nie żyje. |
 | Niektórzy lubia poezję |
 | Palahniuk versus Zafon |
 | Podsumowanie 20011 roku w Księgarni Tajne Komplety |
 | Tren pt. Grab-Ula mówi o pieszczotach Orszulki na łonie przyrody. |
 | Współczesna poezja |
 | Co zrobić, żeby pierwsze rozdziały pisanej przeze mnie nie były nudne? |
 | Pierwsze zdanie! |
 | Wielowątkowość |
 | Czarny Kot |
 | CHOIŃCZYK-ŚWIĄTECZNA GRA DEKADY! |
 | 3 lata slamu w Od Nowie |
 | MAGAZYN CEGŁA 21 nr do zjedzenia na 6 opłatkach wigilijnych |
 | Moje konto w FL. |
 | Spotkanie poetyckie |
 |
Esej: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. *
Wysłano dnia 26-11-2011 o godz. 04:15:30
Autor: Rafal_Sulikowski
Poezja znana i lubiana. Poezja pozornie łatwa, niemal dziecięca, lecz tak naprawdę trudna. Pełna paradoksów, stąd też nic dziwnego, że można w niej znaleźć rzeczy, które z byciem osobą duchowną raczej się nie kojarzą. Można uznać, że poezja to – jak pisze w najnowszej książce o poecie młoda badaczka – paradoksalna. Autorka tytułuje swoją książkę „Ksiądz-paradoks” i ma sporo racji. Nie bez przesady należy uznać, że paradoks jest jednym ze sposobów ogarnięcia skomplikowanej rzeczywistości XX wieku, kiedy żył i pisał ksiądz Jan.
Nie jest to poezja dewocyjna, chowająca się bojaźliwie za systemem dogmatów, wierzeń i zwyczajnych przesądów. Daleko tu od bigoterii, taniej dewocji, jaka zalewa poezję religijną od lat. Tak jakby autorzy ckliwie sentymentalnych wierszyków nie chcieli samodzielnie myśleć, poszukiwać prawdy za wszelką cenę – nawet kosztem odejścia od starodawnych, postarzałych dogmatów. Oczywiście – ksiądz Jan nie jest ateistą. Nie pozwala mu to na to nie tyle jego rola społeczna, ile wybitna wrażliwość na cierpienie świata i jego wysoka inteligencja. Widzi jednak pozytywną rolę ateizmu, dostrzega złożoność wiary, trud duchowości zaawansowanej. Przejdziemy teraz do szczegółowej analizy poezji, aby nie być gołosłownym.
W bardzo wielu miejscach mówi nam poeta o niewierze. Jednak nie jest to wulgarny ateizm praktyczny spod budki z piwem, ani rodzaj filozoficznej mody postmoderny. O ile ateiści zazwyczaj cieszą się, że pod nimi nie ma żadnych czeluści piekielnych, a nad nimi nieba, o tyle ksiądz cierpi z powodu nieobecności Boga. To trudna niewiara – „w ile rzeczy trzeba nie wierzyć, żeby uwierzyć”. (Cytaty podaję za tomem „Nie przyszedłem Pana nawracać”). Gdzie indziej twierdzi, że „Bóg się ukrył, aby świat było widać”. Ponadto „Bóg jest tak wszechmogący, że może nie być”. Jest i jednocześnie Go nie ma. To największy paradoks, znany tradycji teologii negatywnej, orzekającej czym Bóg nie jest w przeciwieństwie do klasycznej teologii atrybutów boskich. Bo można jedynie przez negację – kim Bóg nie jest, np. Bóg nie jest nienawiścią – dotrzeć do wiary oczyszczonej przez cierpienie „nocy ciemnej”.
Bóg się ukrywa – to fakt. Zmysły i rozum – zawodzą. Zbliżyć się do Niego, to zdecydować się na nicość i pustkę. Nie tyle buddyjską nirwanę, choć można by dyskutować tutaj, czy nie ma jakichś idei zbieżnych, ile tradycję mistyki nadreńskiej – „Bóg to Nicość”. Daleko tu jesteśmy od lęku ateistów czy rozpaczy Nietzschego, któremu „Bóg umarł”, a co chętnie podchwycili egzystencjaliści w połowie XX wieku, zaraz po tragedii wojennej. Jak może Bóg nie reagować na zło? Może i nie może. Czy powinien być aż tak cierpliwy? I tak i nie. Posługuje się ludźmi, którzy mogą wybierać dobro. Ale Bóg Twardowskiego nie reaguje. „Nie leczysz raka” – powie wprost. To trudny Bóg, nie ten słodki Jezusek z sercem gorejącym, znany z dewocyjnej sztuki baroku. To Bóg pustki, wydarcia serca, opuszczenia, samotności, ktoś, kto nie tyle – jak chcieli deiści – stworzył świat i odszedł, co pojawia się przez paradoksalną tęsknotę. „Już wierzysz, kiedy cierpisz, że Go nie ma”. To chyba sedno wiary księdza. Jest to smutek, że Go nie ma, a nie poczucie radosnej ulgi – uff, róbta, co chceta.
Byli i wrogowie jego poezji. Jego „Bóg uśmiechnięty” nie podobał się różnego rodzaju rygorystom i moralistom. „Na końcu zbaw teologów” – napisać takie słowa to prawie pozytywne bluźnierstwo, niszczące uświęcony porządek społeczny, w którym kapłani i teologowie mają władzę, bo wiedzą coś, o czym nie wie szary katolik. A Twardowski daleki jest od banalnego rygoryzmu, moralizowania i sprowadzania wiary do etyki. Religia jako kodeks prawny przeraża księdza, na równi ze złem świata. Bo co to za sztuka wejść na ambonę i prawić morały? „Nie przyszedłem pana nawracać” – po prostu „usiądę przy panu i powiem, że ja ksiądz wierzę Bogu jak dziecko”. To dzieci sprawiają kłopoty dorosłym niewygodnymi pytaniami. Ale to właśnie dzieci wchodzą do królestwa, jak uczył Jezus. To dzieci bywają krnąbrne, zbuntowane, niegrzeczne – i tak ma być. Bo sztywne podejście do wiary nie interesuje księdza. Nie o to chodzi. Raczej o zdobycie samodzielności, niezależności i wolności. Jeśli fakty nie zgadzają się z dogmatami, tym gorzej dla dogmatów – zdaje się twierdzić ta poezja. „Bóg i nie wierzyć czasem dozwoli” – konstatuje ze spokojem poeta, odcinając się najwyraźniej od fundamentalistów, którzy każą wierzyć non-stop, zawsze i wszędzie, bez wytchnienia. Czasem jest „smutno, duszno i ciemno”, ale to normalne – nie może cały czas świecić słońce, bo groziłoby to duchową spiekotą.
Zarazem poeta szuka „zwykłej prostej wiary dziecięcej”, która nie ma nic wspólnego z rygoryzmem, wstydem, obłudą i hipokryzją oficjalnych przepisów, rytuałów i obrzędów. Kiedy do księdza przychodzi dawny uczeń z katechezy i mówi: „już nie potrafię dłużej się modlić – straciłem wiarę”, to ksiądz nie krzyczy i nie moralizuje, ale współczuje: „odszedł, a w duszy mojej się stało pusto i ciemno”. To by wskazywało na pewną zależność wiary duchownych od wiary świeckich – kiedy ktoś traci wiarę, to jest to problem wspólny. Ale problem, a nie grzech – to novum w tej poezji i w ogóle posoborowym klimacie dialogu z niewierzącymi. Bo Chrystus zbawia także „ przez chorób nie wyleczenie” i „heretyków bezradne szukanie”, ale nie tylko, bo czytamy też, że zbawia przez „niespełnienie cudu”.
Jezus jest przez „wierzących jeszcze nieznany”, co w tamtych czasach graniczyło z blasfemią, liczy się odwaga szukania prawdy, a nie udawanie wiary na pokaz, dla sąsiadów i ze strachu przed grzechem i karą. Bo to „wielcy grzesznicy” mają po rozgrzeszeniu „noc cichą”, a małych skrupulantów „niebo goni spadających gwiazd smugą”. Bo to „anioł pookrywa skrupulatów bezsennych”, gdyż można „nie mówiąc pacierzy po prostu w Niego uwierzyć”. Rytualizm, formalizm i inne zewnętrzne przejawy wiary są nieistotne. Ksiądz potwierdza to swoim autorytetem kapłana, aby ulżyć tym, których męczy sumienie. Ksiądz odważnie staje po stronie miłości i ducha, a przeciw całej oprawie ceremonii, nabożeństw, rytów, liturgii i wszystkiego, co jest literą. W wierszu o tytule „Do kaznodziei” wprost apeluje się o to, aby nie straszyć: „Na rekolekcjach nie strasz śmiercią / nie dręcz babek, dziadków czcigodnych, oblubienic w kapeluszach modnych rozmodlonych przed poślubną podróżą / Nie o śmierci mów z ambony – o życiu”.
Bóg ukrywa się w „ogromnej ciemności”, co stanowi kolejne novum, ponieważ tradycyjnie i nieco atawistycznie ludzie traktują ciemność jako coś negatywnego. Tu nie – ciemność to jakby słynny „obłok niewiedzy”, który zasłania, przesłania i tylko prześwituje przez niego promyk. Dzieci, które „przychodzą do matki i mówią – straciliśmy wiarę” nie są wyklęte, lecz wprost przeciwnie: „szlachetni czuli nie dotknęli grzechu”. Wszystkie pobożne książki to „robactwo druku”, rzeczy nieistotne, które należy ignorować: „Ile napisano pobożnych książek – droga do siódmej twierdzy komentarze do komentarzy analizy ucha igielnego”. Ocena dogmatyków, moralistów, kaznodziei, apologetów, filozofów, a nawet męczenników i skrupulatów jest konsekwentnie w tej poezji negatywna. Chcą dobrze – wychodzi im źle. To „oczytani analfabeci”, co jest wycieczką pod adresem środowisk katolików inteligenckich, ale również katolicyzmu masowego w wersji masowej, tego wiejskiego: z atmosferą zakrystii, plebani i dróżek dokoła kościoła. To wszystko ocenia poeta zdecydowanie na nie, ponieważ broni prawa do niewiary, do wolności, do wzięcia życia w swoje ręce, a nie ciągłego zgadzania się z domniemaną wolą boską. Mocne słowa o „wiernych, którzy się nienawidzą w tramwajach” to zdecydowany sprzeciw wobec współczesnego faryzeizmu, którego nie brakuje.
Ma się wrażenie, że nadal panują prawa starotestamentowe – oko za oko, gromy z nieba, groźby, ostrzeżenia, przestrogi – słowem: coś w rodzaju psychozy, z którą szalenie trudno sobie poradzić. Należy jednak podejmować walkę, choćby piórem, choćby dobrym, ciepłym słowem, przytuleniem, wsparciem, a najlepiej – czynem. Poeta nie mieści się w żadnym nurcie teologii – nie jest zwolennikiem hasła „hulaj dusza, piekła nie ma”, ale nie pozwala za pomocą wizji piekielnych sprawować „rządy dusz”. Nie pozwala, bo świat został obdarzony autonomią – ludzie nie są marionetkami, mają wolną wolę i mogą sami brać los w swoje ręce.
Wiersz „O uśmiechu w Kościele” zdecydowanie domaga się więcej radości w kościołach, więcej spokoju, zaufania i nadziei, mądrego optymizmu. Mam wrażenie, że poetycki projekt Twardowskiego to wspaniała odtrutka na znane dobrze bolączki polskiego (i nie tylko) katolicyzmu, wciąż szamotających się ze sobą ludzi. Ludzi, których jedynym przeżyciem religijnym jest lęk, prowadzący w skrajnych wypadkach do gabinetów psychiatrycznych. „Sakrament uśmiechu” – powiedziałby fundamentalista, że to przesada, jednak Teilhard de Chardin mówił jeszcze odważniej o „sakramencie wszechświata”.
Jednak niewiara na dłuższą metę może męczyć – stąd pozostaje tęsknota za tym, aby Bóg choć na chwilę pokazał się w kościele: „pokaż się choć na chwilę w kościele”. Niestety, nie jest to raczej realne, bo „cud chciałby pomóc, a szkodzi”, jak czytamy w innym miejscu. Poeta „świeci nawet niewierzącym”, bo oni są szczerzy i prawdziwi, jak ewangeliczny apostoł, który nie mógł uwierzyć. Ateizm jest rodzajem niemocy, a nie złą wolą: słusznie mówią, że gdyby istniał jeden mocny dowód, nie do odparcia, uwierzyliby. Czy jednak świat bez niewiary byłby naturalny? Czy byłby dobry? A może nastąpiłaby walka tych, co wierzą mniej i tych, którzy są jakimiś guru? Od fundamentalizmu niestety blisko do mentalności sekciarskiej o „jedynej, słusznej prawdzie”. Wiadomo, czym to się może skończyć. Nie da się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Odpowiedź przychodzi późno, czasem wcale. Jednak to jest nie tylko normalne, ale wręcz pożądane. Chroni ludzką godność, zagrożoną tymi, co chcą mieć „rząd dusz”, wpływy i autorytet.
Kiedy ktoś „napisał tylko ‘Bóg’” i nic więcej, okazuje się, że „jeszcze za dużo napisał”. Słowa wobec tajemnicy nie zdają egzaminu. Pisząc wyraża się tylko połowę, podobnie jest z mową, kazaniami, przemowami i innymi okazjami do promowania siebie. Pesymizm może czasem ocalić zbytnią pewność siebie, zadufanie we własne przekonania i chęć nawracania całego świata. Pozwolić żyć – oto najgłębsze przesłanie tej pięknej poezji. Pojęcie „świętego luzu”, dawniej niemożliwe w ramach poetyki przedsoborowej, jest jak najbardziej na miejscu tutaj. To projekt odejścia od wojen krzyżowych, inkwizycji, indeksu ksiąg zakazanych i wielu innych wymysłów ludzkich sprzed reformy soborowej.
Projekt także wyprowadzenia sacrum z kościoła: „Nie spowiadaj tylko w kościele ale także pod miejskim zegarem”. Myśl dawniej nieprawdopodobna. Odważna. Przyszłościowa. „Jak często trzeba tracić wiarę urzędową”. To proste stwierdzenie oddaje sedno rzeczy – między wiarą a praktyką może być coś jeszcze. Lepiej być niepraktykującym, dobrym wierzącym niż – praktykującym niewierzącym, jak dowcipnie powiedział pewien kapłan. „nie jest wszystko tylko białe albo czarne”; „jesteśmy w kratkę”; „czy tylko przez oficjalną bramę?”. Pojawia się problem „niewiary”, która polega na utracie pozornej wiary, aby zyskać prawdę i wiarę paradoksalną. Tylko w katechizmie jest odpowiedź na każde pytanie. Poeta jednak katechizm ocenia bardzo nieprzychylnie – jako pewien społeczny konsensus, konstrukt i umowę. Bo to „kamień mówi wiedzącym na pewno przyjdź tu po trzystu latach wtedy pogadamy”. Poeta daje pozwolenie na błąd, grzech, samodzielne szukanie poza różnymi kongregacjami, raportami o stanie wiary i innymi oficjalnymi półprawdami: „można nawet zabłądzić”. Bez błędu nie byłoby dobrze, co nie znaczy, że nie należy pracować nad sobą. Należy. Ale bez nieustannego bata nad głową, bez ognia i miecza, nawracania siłą i bez strachu.
„drzewa po kolei wszystkie niewierzące ptaki się zupełnie nie uczą religii pies bardzo rzadko chodzi do kościoła / a takie wciąż czyste” – wydaje się: nic dodać, nic ująć. Poeta jakby chce pokazać jasną stronę niewiary, zwykle postrzeganej jako zagrożenie. I pokazać też ciemną stronę wiary – stosy, tortury, wyprawy krzyżowe, święte wojny, wszelkie krucjaty. Bo trzeba stracić wiarę, aby zyskać coś innego niż tanią pociechę w życie pozagrobowe w otoczeniu jasnych pól elizejskich. Bo zwątpienie prowadzi do milczenia, a tam – zaczyna się wiara na nowo, już inna, lepsza, oczyszczona, piękniejsza, mniej interesowna. Bardziej ludzka, mniej – anielska.
Tu dochodzimy do najmocniejszych, biorąc pod uwagę, kim jest poeta „z zawodu”, tekstów: „Tak w Pana Boga uwierzył, że mógł się modlić jakby Go nie było i widzieć smutek ogromny na polu.” „Wierzyć – to znaczy nawet się nie pytać jak długo jeszcze mamy iść po ciemku”. Kolejny raz okazuje się, że ciemność, noc, mrok mogą spełniać dobrą rolę. Wierze dla równowagi musi towarzyszyć niewiara. Bez niewiary świat byłby dużo gorszy. Tajemniczy wers „przecież nawet Bóg podobny do Boga nie istnieje”, a także inne hipotezy to przepiękna lekcja odwagi, bezkompromisowości, naturalnej harmonii i pogodzenia z „rzeczy porządkiem”. I wreszcie sedno wiary ks. Twardowskiego, kiedy czytamy, że „Bóg jest tak wielki że jest i Go nie ma tak wszechmogący że potrafi nie być”.
Tutaj kontekstem może być koncepcja „zaćmienia Boga” Martina Bubera czy „nieuświadomiony Bóg” Victora Frankla, wybitnego psychologa. Czasem profanum bierze odwet na sacrum, kiedy to drugie przez długi czas prześladowało to pierwsze. „Bóg tak wielki że czasem Go nie ma” jest mniej groźny. To nie starotestamentowy Jahwe, który pojawiał się w gromach, lecz łagodny Ojciec z przypowieści, pojawiający się raczej w delikatnym wietrzyku. Naprawdę musi w życiu czasem wszystko się zawalić, żeby nadeszła wiara żywa. Tylko to, czego brakuje, czego nie ma – jest prawdziwe. Dochodzimy tutaj do problemu „filozofii obecności” – tradycyjnie Bóg był nie tylko w niebie, ale wszędzie. Prowadziło to czasem do panteizmu i fideizmu. Tak naprawdę trzeba przejść etap niewiary. Są ludzie, którzy nie potrzebują Boga. I należy im się szacunek, podobnie jak wierzącym. Nauka tolerancji nie jest łatwa. Ale jest jedyną okazją, aby nadeszła miłość: „broniłem tak gorliwie Boga że trzepnąłem w mordę człowieka”. Mocne. Tak. Ale poezja ta dotyka spraw wielkich. I tu trzeba odwagi. Bo przecież najgorszym wrogiem człowieka jest nie ateizm, ale lęk przed groźnym bóstwem.
„Mój Bóg jest głodny” – powie poeta i nie chodzi o efektowną metaforę. To nie tryumfujący Sędzia, lecz ktoś, kto żebrze o miłość. „Tylko Bóg jest wciąż jeden jakby go nie było”, zarazem jednak „nigdy samotny”. Słowo jakby pokazuje, że wątek niewiary jest rodzajem chwilowego postoju w pielgrzymce. „Pan Jezus niewierzących wszystkich nas połączy” – nie powinno się prawić kazań, lecz rozmawiać, dyskutować, wsłuchiwać się w to, co mówi ktoś Inny. Poeta broni „wiary malutkiej”, która nie powoduje paraliżu duchowego. „Ile to razy nawet nie wierząc spotykamy się w innym świecie”.
W tekście „Apostołowie niewiary” czytamy, że niewiara „niesie także swój krzyż”. Jest to docenienie faktu, że cierpienie, które spotyka niewierzących ma moc zbawczą tak samo, jak wierzących. Piękno jest wtedy, gdy Bóg jest Nieobecny. Dlaczego? Bo zbyt mocne światło oślepia: „wiara niepewna gdy niewiary nie ma”. Trudno o większy paradoks. Omawiany tomik nie daje ostatecznej odpowiedzi – zostaje szamotanina: „a jeśli jest – a jeśli nie ma”.
Wydaje się, że omówione wątki ateistyczne pełnią ważną rolę w projekcie poetyckim ks. Jana Twardowskiego. Czytelnicy różnie reagują na obecność wahań i wątpliwości. Chciałem tylko pokazać, że poeta to człowiek mądry, spokojny, nie chcący nikogo siłą przekonywać. Prawda bowiem sama się obroni.
Rafał Sulikovski
|
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez Des_Grieux dnia 26-11-2011 o godz. 10:50:42 http://desgrieux.blox.pl/html | Ciekawe, takie niebanalne podejście to twórczości Twardowskiego, kojarzącego się większości ze "spieszmy się kochać ludzi", od którego to wiersza zęby wypadają i wątroba boli.
No i sprawnie napisany esej, dobrze się czyta.
Serdelki
Des |
|
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez Des_Grieux dnia 26-11-2011 o godz. 21:50:28 http://desgrieux.blox.pl/html | A czemu nie? Akurat te frazy dają sporą przestrzeń interpretacyjną. Wystaw je sobie jako rzeczy oderwane od twórczości księdza Jana.
Pozdrawiam
Des |
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez tsole dnia 26-11-2011 o godz. 22:38:39 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | Ogrom Twojej, Desie, wyobraźni podziwiałem już wcześniej. Parafrazując Einsteina, powiedziałbym: "są dwie rzeczy nieskończenie wielkie: Wszechświat i Desa wyobraźnia, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej".
Też pozdrawiam. |
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez Des_Grieux dnia 07-12-2011 o godz. 19:38:13 http://desgrieux.blox.pl/html | Strzały jadowite miotane z kuszy Twej ironicznej jakoś mię nie ranią. Snadź "ogrom wyobraźni" jest pancerzem skutecznym;-)
A tak poważnie - Tadeuszu, zdaje mi się, że do analizowania tekstów literackich wyobraźnia bardzo rozbudowana (czasami zahaczająca o fantazję ułańską) jest niezbędną. Lepiej dokonać nadinterpretacji, niż nie zauważyć czegoś istotnego.
Wolę esej tyczący Twardowskiego, w którym autor wskaże na powinowactwo filozofii poetyckiej ks. Jana z wizjami np. Swedenborga, niż taki, w którym skoncentruje się li tylko na ogranych motywach i coś istotnego przeoczy.
Taka wyobraźnia i odwaga interpretacyjna bywa pożywką dla ciekawej dyskusji. Można umysł wytężyć, czegoś nowego się dowiedzieć, nauczyć.
Ty się w odmętach teologii poruszasz niebywale sprawnie. Ale i ja teologicznie niegłupim, zatem śmiało powtarzam, iż te dwa "kontrowersyjne" cytaty można zaliczyć do "wątków ateistycznych".
Serdeczności
Des |
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez tsole dnia 10-12-2011 o godz. 13:10:58 http://www.tsole.prv.pl http://tsole.salon24.pl/ http://tsole.nowyekran.pl/ | Drogi Desie, wszystko zależy, co rozumiemy przez "wątki ateistyczne". Z osobistych doświadczeń, tudzież z zapoznanych doświadczeń innych, mogę powiedzieć, że nieodłączną cechą wiary jest zwątpienie. Powiem więcej: to cecha, która odróżnia wiarę jako taką od ateizmu. Ateiści mówią o sobie, ze nie wierzą, bo oni są PEWNI słuszności swoich przeświadczeń. Klasyczny przykładem takiej postawy może być fabryczny Unabuber. Tymczasem wiara karmi się zwątpieniem, a ono ją umacnia. W „Ewangelii według Piłata”, powieści Erica-Emmanuela Schmitta, jest scena, w której Piłat skarży się w liście do brata, że dotąd był Rzymianinem, który wie; teraz stał się Rzymianinem, który wątpi. Piłat przytacza zaraz wypowiedź swojej żony Klaudii Prokuli: „Wątpić i wierzyć to jest to samo, Piłacie. Tylko obojętność jest ateistyczna”.
Prawdę mówiąc, żal mi ateistów z tym ich zadufaniem w swoją pewność. Bo przecież to oczywiste, że oni też są niewolnikami wiary - bo nikt na tym łez padole nie wie, jak jest naprawdę.
Pozwolę sobie tutaj przytoczyć ostatnie zdanie z mojego eseju poświęconego ID: "Świat ten egzystuje w niepojętej dla nas symbiozie z Tajemnicą. Lecz przecież to ona właśnie jest gwarantem naszej wolności. Wolności tak wielkiej, że umożliwiającej człowiekowi wybór między wiarą w Stwórcę, a wiarą w Jego brak."
Nie zmienia to oczywiście faktu, że esej napisany jest bardzo sprawnie i pod względem formalnym bez zarzutu (wręcz wzorcowy - zgadzam się z wyróżnieniem w formie zaniebieszczenia. Jednak merytorycznie jest wyłącznie zabawny. Cytowane tu fragmenty wierszy nic z ateizmem wspólnego nie mają; są za to mocnym świadectwem głębokiej wiary ich Autora. |
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez chkargas dnia 13-12-2011 o godz. 09:19:56 | | Pozwolę sobie zauważyć, że w tym przypadku Bóg, którego nie ma, wcale nie oznacza Boga, który nie istnieje, tylko Boga, który nie jest obecny bezpośrednio. Dlatego nie chodzi o ateizm, co zresztą zaznacza sam autor eseju: "Daleko tu jesteśmy od lęku ateistów czy rozpaczy Nietzschego...". Natomiast zrobił błąd, wg mnie, używając słowo: "niewiara", odwrotnie winien napisać "wiara", ponieważ Bóg obecny nie jest przedmiotem wiary tylko wiedzy, a tylko w Boga którego nie ma można wierzyć. To żaden paradoks, to czysta logika. Być może w tych miejscach autor wiersza wyraża pewien żal, że jego Bóg nie jest przedmiotem wiedzy tylko wiary. |
|
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez antonia dnia 26-11-2011 o godz. 17:50:38 | | Dawno nie czytałam czegoś równie dobrego, mądrego. Świetnie napisane. |
|
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez Jotek dnia 04-12-2011 o godz. 00:25:28 | Przeczytałem z zainteresowaniem. Szkoda tylko,że w "Wątkach" pominięto wiersz ks. JT."Pan Jezus niewierzących" Pan Jezus niewierzących //chodzi miedzy nami/trochę znany z Cepelii /trochę ze słyszenia ...
Zakończenie nieco mnie zdziwiło i rozbawiło, czy esej był pisany za życia ks. Jana? Użyty w tekście czas teraźniejszy "że omówione watki ateistyczne pełnia ważną role , w projekcie poetyckim ks. Jana -zabrzmiał tak, jakby ksiądz Jan zza grobu realizował projekt...unijny. Ks, Jan nie żyje od 18 stycznia 2006 roku. Należałoby zatem użyc czasu przeszłego: "pełniły ważna role w twórczości poetyckiej ks. Jana."
Więcej uwag nie mam.Pozdrawiam :)) |
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez Des_Grieux dnia 07-12-2011 o godz. 20:23:38 http://desgrieux.blox.pl/html | Jak wyżej.
Z tym, że... Hm, teoretycznie należałoby użyć czasu przeszłego. Ale jeśli wyjdzie się z założenia, że Poeta żyje tak długo, jak długo jego Dzieło działa na wyobraźnię czytelników/krytyków/badaczy historii literatury?
Dzieło i sama postać księdza Jana funkcjonują mocno w kulturze, zarówno tej wysokiej, zarówno w mainstreamie, jak i "lajtowo", w popkulturze, w masówce. Do końca świata nie uwolnimy się od frazy "spieszmy się kochać ludzi (...)". Zatem i zza grobu Jan Twardowski realizuje swój projekt. Podobnie, jak realizują swoje projekty Miłosz, Herbert, Bursa, Wojaczek, Grochowiak, i kto tam jeszcze.
A sam esej - bardzo zacnie napisany, wręcz wzorcowo. Nie jest akademicko nudny, nie jest przeintelektualizowany, nie jest płytką rozprawką. To dobry, solidny tekst. Bardziej rzemieślniczy, niż artystyczny, ale na wyróżnienie zasługuje - z przynajmniej dwóch względów:
1.dobry język, nienaganna, elegancka konstrukcja,
2. walor edukacyjny, "świeży" adept sztuki pisania esejów niemało nauki dla siebie może zeń wyciągnąć.
Z szacunkiem
Des
Ps. Esej obecnie w Fabryce (solidny esej) rzadkością jest. A szkoda. Dawnymi czasy było więcej tegoż, i na poziomie wysokim - że pozwolę sobie przypomnieć rewelacyjne teksty Ann, choćby OD PLOTKI DO „KAPLICZKI” - http://www.portalliteracki.pl/artykul,17148.html
Znakomity tekst, znakomity essai. |
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. ? przez Jotek dnia 08-12-2011 o godz. 11:21:00 | | Desie , zgadzam się i dobrze ,że esej został wyróżniony. Optowałem za tym:) |
|
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. * przez konserwa dnia 11-12-2011 o godz. 14:05:32 | Esej fatalny. Wartość merytoryczna bliska zeru. Miał być popis erudycji, jest makabra. Mały przegląd historii filozofii bez jakiegokolwiek zaczepienia w poezji Twardowskiego. Jak przy tak płytkim rozumieniu ateizmu ("ateiści zazwyczaj cieszą się, że pod nimi nie ma żadnych czeluści piekielnych, a nad nimi nieba") można zabrać się za taki temat? Czuję się oszukany wręcz, esej nie dotrzymuje obietnicy tytułu. Jest różnica między niewiarą a ateizmem. Sam autor niby się z tym zgadza - stwierdza, że tylko fundamentaliści oczekują ciągłej wiary w Boga, bez zwątpień. A cały czas tylko tropi to słówko.
"Poeta nie chce nikogo siłą przekonywać" - autor natomiast cały czas wmusza we mnie przekonanie, że te słowa są szokujące, tamte są novum, a wszystkie cytaty z Twardowskiego mieszczą się całkowicie w tradycji kościoła.
Na początku jeszcze się można było trochę pośmiać -
"Oczywiście – ksiądz Jan nie jest ateistą. Nie pozwala mu na to (...) wybitna wrażliwość na cierpienie świata i jego wysoka inteligencja"
"(...)uświęcony porządek społeczny, w którym kapłani i teologowie mają władzę."
"Bóg się ukrywa – to fakt."
Mina mi w końcu zżedła. Autor wylał z siebie chyba wszystkie (niezbyt oryginalne) poglądy na sprawy związane z wiarą i kościołem, tu i tam wrzucił powierzchownie odczytany cytat (mistrzostwem jest podsumowanie „Bóg się ukrył, aby świat było widać” i „Bóg jest tak wszechmogący, że może nie być” stwierdzeniem "Jest i jednocześnie Go nie ma").
"Pisząc wyraża się tylko połowę, podobnie jest z mową, kazaniami, przemowami i innymi okazjami do promowania siebie."
Zdecydowanie lepiej by się to czytało, gdyby w tym pisaniu było mniej autopromocji, więcej poszukiwania prawdy. |
|
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. * przez chkargas dnia 13-12-2011 o godz. 09:40:07 | Rzeczywiście dobry esej, mógłbym długo dyskutować nad różnimy drobnostkami w nim, ale mi się nie chce, bo i temat nie tak bardzo interesujący mnie.
Wydaje mi się jednak, że tytuł niestety chybiony i winien brzmieć mniej więcej tak:
"Wątki o niewierze i zwątpieniu w poezji ks. Jana Twardowskiego."
W tym przypadku "o" oddziela poezję od autora na tyle, by wskazać, że autor podejmuje tematykę i podaje swoje opinie, co niekoniecznie znaczy, iż pisze o swojej niewierze i zwątpieniu. Poza tym takie postawienie sprawy pokazuje, że autor eseju rozumie różnicę pomiędzy takimi pojęciami jak "niewiara", "zwątpienie" i "ateizm". Podobnież w samym eseju należałoby bardzo uważnie prześledzić miejsca, w których zostało użyte słowo "ateizm" i zdecydować czy nie należałoby zamienić je na jedno z dwóch pozostałych. To delikatna i dość istotna sprawa. |
|
|
Re: Wątki ateistyczne w poezji ks. Jana Twardowskiego. * przez Toni dnia 15-12-2011 o godz. 15:14:23 | | Inni komentatorzy zwrócili już na to uwagę, jak zauważyłem, ale podkreślę raz jeszcze: miałem podobne wrażenie, że tytuł całego tekstu (eseju) jest nieadekwatny w kontekście zawartości. Mogę go tylko usprawiedliwiać jako chwyt marketingowy: strzał z grubej rury (ateizm, no - wątki ateistyczne - lekki tłumik nałożono - w poezji najbardziej znanego księdza-poety - to jest przecież coś!). W istocie chodzi o najzwyklejsze wahania, stałe napięcie towarzyszące nam pomiędzy momentami wielkiej pewności, a chwilami podsuwanego zwątpienia i przygaszenia płomyka żywej wiary... W całym tekście eseju, śledzącego różne strofy poezji księdza Jana, wyraźnie napięcie to przebija i jest dobrze ukazane... Ale chwyt marketingowy z tytułem jest :) choć wątpię, aby przyciągnął on do lektury ateistów, ale czujność wierzących i miłośników poezji księdza Jana niewątpliwie może obudzić, czego jestem jednym i chyba nie jedynym z przykładów :) |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione. |
Reklama w Portalu Literackim
|
|