Poezja i proza - Portal Literacki  



Nowe recenzje


· GRZECHY JOANNY, Marat Joanna, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· ZŁOCISTA DOLINA, Walczak J. Iwona, Wydawnictwo Replika, recenzent: Hyla Bogumiła
· MASTERTON. OPOWIADANIA. TWARZĄ W TWARZ Z PISARZEM, Masterton Graham. Cichowlas Robert, Pocztarek Piotr, Albatros, recenzent: Lipski Bartosz
· SATYNOWY MAGIK, Łysiak Waldemar, Wydawnictwo Nobilis, recenzent: Solecki Tadeusz
· NIEUGIĘTY, Millar Sam, Wydawnictwo Replika, recenzent: Stolarz Iwona
· APETYT NA JUTRO, Woźniak Agnieszka, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina
· EWANGELIA WEDŁUG PIŁATA, Schmitt Éric-Emmanuel, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Solecki Tadeusz

[ RECENZJE ]

Online

Aktualnie jest 42 gość(ci) i 3 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Satyra i zabawa: Biogram
Satyra, zabawa literacka
Autor: paliwoda

spotkałem w piekle hitlera
w kolejce czekał dusz rząd
stalin parami dobierał
z lewej i prawej i stąd

w pierwszej marszałek i wice
w drugiej szef kuchni i ruch,
necrophorus wraz kibicem
i na końcu ponad stu.

na przedpolu demokracja
sprzed dwudziestu z hakiem lat
po L4 - z adnotacją
pax vobiscum w imię strat

.......................
Redaktor:soroka


Data: 21-05-2012 o godz. 08:50:18 (Odsłony: 48)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Alergeny
Satyra, zabawa literacka
Autor: Ptaszysko

... a ja cały w kwiatach – wyleżakowany smakołyk nosa.
Wokół pola i kwatery z reżimem kolejności …
Zaszuflowany państwowo – protetycznie zbolały
wyciągnięty sztywno – długo pisany przerywany
stosunek: znów w hp zabrakło tuszu. Choć
obwieszczony sympatyczną tabliczką ... ciągle na wykrotach.


... a ja cały w kwiatach - uczulony światłoczuły
z katarem bardzo sennym. Upał łąka wśród żałoby
rozłożony ściągam kalesony.
Szczęka w butonierce memła świeży obrok – żuchwy
podwiązana kopara. Monety wymościły oczom
ostrość sytuacji ... mroczności obraz zatuszowany.


... a ja cały
w kwiatach
... ocalały.

..........................
Redaktor:soroka


Data: 21-05-2012 o godz. 08:36:48 (Odsłony: 66)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: LIMERYKI
Satyra, zabawa literacka
Autor: macierzanka

Nie uświadczysz turysto w Roskoszy
ni mięsożernych ni też jaroszy,
tym szczycą się w całym powiecie,
że nie spotkasz ich przy kotlecie
w piątki jedzą po parze kaloszy.

Zabroniono surowo w Roskoszy
płoszyć łosiów i dokarmiać łoszy,
lecz przy ekolo-polityce
cuś się poślizgło w gramatyce
włos na głowach purystów się stroszy.

Pewien kawopij z wioski Chlastawa
zakrzyknął gromko: gdzie ma kawa?
I nie, broń Boże , po turecku,
bo siedząc w kucki na przypiecku,
chcę aromatem się napawa-ć!

Rzekł raz Indianin znad LaPlata:
"już dosyć mam wiecznego lata"
zamówił więc sto trzy lodówki
i śniegu cztery ciężarówki
choć patrzą nań jak na wariata.

Inny Indianin, wprost spod La Paz
wymarzył sobie śnieg po pas
Czy łowił ryby w pirodze
czy w rzece, na jednej nodze
trzy tony-myślał-byłoby w sam raz.

Pewien chochoł z miasteczka Człuchów
wciąż trząsł się bo bał się duchów,
więc żeby zabić strach,
na jawie hulał i w snach,
popłoch siejąc wśród tchórzy i zuchów

Maminsynek bardzo chcąc wejść do Unii,
tak tłumaczył swej zazdrosnej mamuni:
"Moralne mi niegroźne zatrucie,
ani Unii rozbuchane chucie,
mama w Unii wszystkie chucie stłumi."


Data: 13-05-2012 o godz. 17:14:09 (Odsłony: 136)
(Czytaj więcej... | 4 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Gdzie jest Wiesiek? satyra fabryczna *:)
Satyra, zabawa literacka
Autor: zyzy52


Wszedłem wczoraj do Fabryki,
bo mi dobrych rymów chce się.
Cóż to znowu za wybryki.
Nie ma Wieśka! Gdzie jest Wiesiek?!

Może poszedł na majówkę
i gdzieś z babką siedzi w lesie.
Dziadek przynieść ma wałówkę.
Kto mi powie, gdzie jest Wiesiek?

Szukam, biegam przez portale,
w coraz większym jestem stresie,
ale nadal nie wiem wcale
co się stało. Gdzie jest Wiesiek.

Dzisiaj rymy nie są w modzie,
jak tutejsza fama niesie.
Ginie dobry duch w narodzie
i dlatego zniknął Wiesiek.

Kto zawinił niech się kaja,
tak, we własnym interesie.
Bo go dorwie dzikich zgraja,
albo jeden łysy w dresie.



Data: 13-05-2012 o godz. 12:47:38 (Odsłony: 218)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Pani Incognito
Opowiadanie
Autor: ciekoladowemniu

Niekonsekwencja jest bowiem największą wadą tego złego świata. Dostajesz wspaniały obiad, który w połowie posiłku jest Ci odbierany i przeznaczany komuś innemu. A ty? Potrafisz stać pod stołem jak pies i czekać na bzdurne ochłapy, które wpadną wprost do Twojego pyska.
Może właśnie dlatego nie potrafiłam jej współczuć. Sprawiłeś, że przetworzyłam się w maszkarę, wstrętną, oślizgłą bestię, krwiożerczą szkaradę. Ja Ciebie chciałam. Rzuciłam na Ciebie czar, a może wręcz zaklęłam Cię, więc nie mogłeś mi odmówić. Wariatom nie wolno się sprzeciwiać. Nie obchodziło mnie czy chciałeś czy nie, byłam Twoja.
Może mój panel potrzeb histerycznie żądał Ciebie przez cały ten czas, a może zwyczajnie byłam łasa na emocje po tak długim śnie. Po omacku szukałam w tym wszystkim niespękanych płytek chodnikowych. Prężyłam się, napinałam, by w nocy, z napięcia rozpierzchać się raz po raz na tysiąc kawałków i poćwiartowana szukać Ciebie w ciemności.
A jednak ciągle musiałam liczyć się z tym, że w Twojej łazience, na drzwiach wisi teraz Jej malutki szlafrok w kwiatki. Myślałam o kuchennej, zielonej rękawicy wiszącej nad szufladą z makaronami, która należała do niej. O Jej kubku z naderwanym uchem. Zazdrościłam jej każdej pracy, którą mogła dla Ciebie wykonać. Tych wszystkich domowych czynności, krzątaniny, którą mogła wokół Ciebie urządzić.
Ja zaledwie moczyłam usta w każdym Twoim ślimaczym spojrzeniu, ołowianym zmrużeniu powiek. To był napar na wszystkie te ciężkie doświadczenia, na Hades, który na mnie sprowadzano. Bywałam przy Tobie płocha, może nawet niefrasobliwa, czasem kąsałam jak gdybym była w obłędzie, kiedy się poruszyłeś w sposób, którego nie przewidziałam. Każdego dnia stałam wyjałowiona po kolana w betonie, deszcz padał mi na głowę, a ja nie mogłam się ruszać, dopóki nie chwyciłeś mnie za dłoń. Ty byłeś Arturem, a ja byłam Twoim Eskaliburem. Byłeś jedynym kluczem, który otworzył mój zamek. Nie pytałam więc "kawa czy herbata?".
Potrafiłam przed snem wdrapywać się po Twoim ciele myślami i wdrażać się w Twoje pielesze, zasypiać zakorzenioną w każdym atomie Twojego ciała. Bywałam nieszczęśliwym kundlem, któremu wybito kły, który czekał bezbronny pod drzwiami, skomlał Ci żałośnie do ucha. Bywałam też wierną suką, która pilnowała naszych nocnych rozrachunków.
Lecz jednak istniały koty na dachu, dymy z kominów, rozkłady jazdy tramwajów. To rozpraszało. Chciałam tylko, żebyś rozwikłał dlaczego zawsze zasypiałam ostatnia i budziła się pierwsza. Chciałam być zagadką, nie problemem, potrzebą, nie zachcianką, przyczyną, a nie skutkiem. Moje myśli obijały się o siebie jak bąbelki w coca coli.
Chciałabym pokroić tę mgłę (pod którą musieliśmy się ukrywać), moim światłem, moją iskrą, którą przyniosłabym skrycie i wbrew Bogom, jak Prometeusz. Mogłabym też własnymi dłońmi ulepić Nasz świat. Mogłabym też w sierpniu, kiedy piliśmy zimne piwo na murku, kolejny raz urodzić się dla Ciebie z tej piany jak Afrodyta.

Dziwnie jest płonąć w Twoich oczach, wiedząc, że nadal mam zimne dłonie.

Data: 31-03-2012 o godz. 15:07:03 (Odsłony: 218)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Obietnica
Satyra, zabawa literacka
Autor: _Julie_



Data: 02-03-2012 o godz. 15:17:04 (Odsłony: 285)
(Czytaj więcej... | 10149 bajtów więcej | 2 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Limeryki 18+ (walentynkowe)**
Satyra, zabawa literacka
Autor: tsole

Miłosne perturbacje

Pani z Łodzi bardzo urodziwa
mimo wszystko była nieszczęśliwa.
Choć faceci wzdychali,
to się do niej nie pchali
bo rogaczem nie każdy chce bywać.

Znana wróżka z okolic Zamościa
napalona na pewnego gościa
wywróżyła z tarota,
że facet to impotent,
więc się wszystko rozeszło po kościach.

Pewien wzięty prawnik z Bratysławy
w sprawach seksu był raczej niemrawy,
kuszącym go dziewczynom
tłumaczył z pewną miną,
że brakuje stosownej ustawy.

Raz cnotliwa dziewoja z Przasnysza
upatrzyła sobie nuworysza.
Lecz choć facet się starał,
i pięć dżointów wyjarał,
to interes zbyt szybko mu wysiadł.

Starsza pani z okolic Włodawy
chętna była jeszcze na te sprawy,
więc ciągnęła młodziana
na świeżego stóg siana,
lecz on pomysł uznał za głupawy.

Znany szewc, który mieszka w Trójmieście
był oświadczył się pewnej niewieście.
Gdy syna zobaczyła,
nieborakiem wzgardziła,
i w ten sposób szewc został jej teściem.

Pielęgniarka z miasta Pabianice
pokazała publicznie swój cycek.
I choć tak się starała,
drugi też odkryć chciała,
to chłopaki spieprzali w panice.

Jadzi z Brzegu kiedyś z badylarzem
przypadkowy romans się przydarzył.
Kiedy go wspominała,
Mariannie powiedziała:
on z ogórkiem mi się nie kojarzy.

Młody kowboj z samego Teksasu
Uprowadził dziewoję do lasu.
I patrząc na cycuszki,
z Colta celował w puszki,
a na seks już zabrakło mu czasu.

Miłosne upodobania

Pewien Antek co mieszkał w Rzeszowie
myśli sobie: zrobię dobrze krowie.
Gdy rozkoszy doznała,
mleko dawać przestała,
bo wciąż dawać pragnęła w alkowie.

Pewien rolnik z wioski spod Radomia
chciał dowiedzieć się, co to sodomia.
Więc immisji w dupeczce
próbował na owieczce,
lecz dać buzi zupełnie zapomniał.

Miłosne ekstrema

Chełpił się pewien malarz z Rudnika
że ma członka wielkości królika.
Odkąd Ewa ze Słupska
gacie zdarła mu z dupska,
tych porównań już facet unika.

Raz krawcowa z miasta Kolbuszowa
zapragnęła klienta całować,
gdy mu przymiarkę była
spodni właśnie robiła,
a w nich stała bynajmniej nie głowa.

Pewien gość, który żył pod Zagórzem
Lubił w piersi zagłębiać się duże.
Lecz nie robi już tego
od zdarzenia pewnego,
gdy silikon mu trysnął na buzię.

Januszowi z samego Poznania
nie dość było ostrego ciupciania.
Gdy trafił na dziewczynę,
prawdziwą Messalinę,
ze zmęczenia do dzisiaj się słania.

Młody panicz z okolic Werony
na mężatkę był tak napalony,
że ją posiąść próbował
w jakichś przydrożnych głogach,
przez co cały został pokrwawiony.

Majtek znany na całą już Gdynię
napastował był swą gospodynię.
Baba złapała tasak,
obcięła mu …
Jako eunuch majtek w rejs popłynie.

Mężny flisak, co pływał po Dnieprze
tak się chwalił: ja każdą wypieprzę!
lecz trafiła się taka,
co odcięła siusiaka,
dziś gość dużą w rozporku ma przestrzeń.


Data: 14-02-2012 o godz. 09:19:53 (Odsłony: 657)
(Czytaj więcej... | 18 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Zamyślony Mikołaj
Satyra, zabawa literacka
Autor: pajolo

W chacie pokrytej śniegiem
Z polarnym chłodem na progu
Z kubkiem z gorącym mlekiem
Siedzi staruszek w mroku.

W brodzie okruszki z piernika
Na stopach kapcie futrzane
Ciepło z kominka doń wnika
Wszystko jest zaczarowane.

Na haku kubrak czerwony
Wór po pakach pod stołem
I znów przyjemnie zmęczony
Bo pchał sanki z mozołem.

Wszystkie listy otwarte
Piętrzą się na podłodze
W nich słowa spełnienia warte
Fantazji puszczone wodze.

Co roku spełniał starannie
Wszelkie życzenia ludzi,
By każdy człowiek dokładnie
Z radością wtedy się zbudził.

Lecz pewnej polarnej nocy
Naszła go myśl wspaniała.
W czyjej wszak to jest mocy
By samotność nie istniała?

By każdy człek doceniał
Dobroć, która jest wkoło.
By lęk w miłość przemieniał
I umiał żyć wesoło.

Mądrością spod starych powiek
Dumał jak wszystkim dać znać,
Bo wiedział, że każdy człowiek
Sam sobie musi to dać.

Data: 20-12-2011 o godz. 07:06:43 (Odsłony: 311)
(Czytaj więcej... | 4 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: oznaczony (44)
Satyra, zabawa literacka
Autor: MichalTylka

któregoś dnia ten portal będzie należeć do mnie
na razie klikam na razie patrzę na razie mysz swą pieszczę
kursorem najeżdżam na twarze

oznaczony oznaczony
oznaczyli mnie na zdjęciu
nic o tym nie wiem przeglądam pocztę
groupon wiagra discounty

któregoś dnia neostradą nadejdzie mail od hakerów
w pięciu zdaniach dwudziestu słowach i zapytają
czy to ja jestem tylka
a ja wtedy włączę stronę główną i będę wskazywać
kursorem
tego
tego
tego
tamtą
tego zbanować
tamtą wylogować
wszystkich!

facebook nasza klasa
sodoma z gomorą
sodomę i gomorę przełącza się kliknięciem

oznaczony oznaczony
oznaczyli mnie na zdjęciu
nic o tym nie wiem przeglądam pocztę
groupon wiagra discounty

Data: 20-11-2011 o godz. 09:38:26 (Odsłony: 549)
(Czytaj więcej... | 5 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Mit czerwonego kapturka
Satyra, zabawa literacka
Autor: pajolo

W czerwonej kurteczce
Pije klin za klinem
W parku na ławeczce
Też z czerwonym winem.


Od złości czerwona
Gdy tłucze talerze
Furią rozogniona
Życie za kark bierze.


W bieliźnie czerwonej
Nęci nas z okładki
Chuci też wzmożonej
Znane są przypadki.


Lub boss korporacji
W czerwonym kostiumie
Zawsze pełna racji
Wszystkich nie rozumie.


Jeśli z naiwności
Wilk pożarłby je dziś
Wyłby z niestrawności
Musiałby leki pić.


Zatem przyszło złożyć
W pudełku ze wspomnień.
I w bajki odłożyć
Niewinności płomień.




Data: 28-10-2011 o godz. 05:46:20 (Odsłony: 461)
(Czytaj więcej... | 5 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Wstawanie
Poezja
Autor: tutek

Wstałem ja dzisiaj o świcie,
w mglistym poglądzie na życie.
Czy do cholery świat cały,
musi być z rana tak mały ?
w kawie, słodzony obficie ?


Data: 14-10-2011 o godz. 09:18:48 (Odsłony: 384)
(Czytaj więcej... | 5 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: językowy zawrót głowy
Satyra, zabawa literacka
Autor: toman



Data: 13-10-2011 o godz. 19:51:11 (Odsłony: 386)
(Czytaj więcej... | 1030 bajtów więcej | 4 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: W oceanie (R)
Satyra, zabawa literacka
Autor: Pimko




W oceanie

Gdzieś głęboko, w oceanie
rekin czekał na śniadanie.

W restauracji „Pod delfinem”.
Ze swą córką i swym synem.

Czekał prawie pół godziny.
Wreszcie stwierdził; ”To są kpiny!”

I woła kelnera – śledzia.
A śledź mówi, że nie wiedział…

Że jeszcze nie jest otwarte…
Ale zaraz poda kartę.

To znaczy, takie menu…
„Czy pan sobie ze mnie kpi?!”

„Ze mnie - starego rekina?!”,
tu rekin spojrzał na syna.

A syn na ojca i siostrę.
„Dla nas to jest całkiem proste!”

„Chcemy śledzia zjeść w śmietanie!
Co pan na to, drogi panie?”

„A śmietana ma być z kminkiem?”,
spytał śledź i umknął chyłkiem.

Czeka rekin na śniadanie…
Gdzieś głęboko w oceanie.

W restauracji „Pod delfinem”.
Ze swą córką i swym synem.

Czeka kwadrans, pół godziny.
Wreszcie mówi; ”To są kpiny!”

I woła młodą makrelę.
„Czy pani tu jest kelnerem?”

A makrela mu tłumaczy…
I prosi, by jej wybaczył…

Bo jeszcze nie jest otwarte…
Ale zaraz mu da kartę…

To znaczy, takie menu…
„Czy pani sobie z nas kpi?!”

„My lubimy dania proste!
Chcemy zjeść makrelę z czosnkiem!”

„Albo z czosnkiem i w morelach!..”
Zamyśliła się makrela;

„Przyznam, że to dziwne danie…”,
i zniknęła w oceanie.

Czeka rekin z córką, z synem
w restauracji „Pod delfinem”

Czeka prawie trzy godziny.
Wreszcie mówi; „To są kpiny!”

I zły woła kierownika -
bardzo grubego tuńczyka.

A kierownik go przeprasza.
Mówi, że jest tylko kasza.

I buraczki świeżo tarte…
Zresztą, zaraz mu da kartę.

To znaczy, takie menu…
Na to rekin; „Czy pan kpi?”

„Proszę o książkę zażaleń!” -
I wiecie, co było dalej?..

Tuńczyk czmychnął po kryjomu.
Gdzie jest teraz? Pewnie w domu.

W fotelu siedzi wygodnym…
A rekin?.. Odpłynął głodny.








Data: 27-08-2011 o godz. 08:03:58 (Odsłony: 391)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Na Czarnym Lądzie (R)
Satyra, zabawa literacka
Autor: Pimko

Na Czarnym Lądzie

1
Daleko stąd, na Czarnym Lądzie,
złożyła żaba pozew w sądzie.

Ponoć jeden z jej sąsiadów
nawymyślał jej od gadów.

„Oj, nie puszczę tego płazem.”
- rzekła żaba - ”Nie tym razem.”

Sędzia lew pozew przeczytał
a następnie tak zapytał;

„Gdzie nazwisko pozwanego?
Tu go nie ma, więc nic z tego.”

„Proszę złożyć zażalenie.”,
i przekazał sprawę hienie.

Hiena był prezesem sądu.
Chętnie akta brał do wglądu.

„Hm…”, powiedział. „Droga pani.
„To pisemko jest do bani.”

„Ktoś naruszył pani dobra.
Lecz kto taki?.. Gepard? Kobra?”

„Może któraś surykatka?
Lub ktoś inny. Też z półświatka?”

Na to żaba;” Tak! To zebra!
Względnie pawian – małpa wredna.”

„Sama nie wiem. Było ciemno
Zresztą, czy nie wszystko jedno?..”

„Dla mnie nie ma to znaczenia
Żądam zadośćuczynienia.”

Stary żółw przybył aż z Francji
orzekać w drugiej instancji.

Blisko rok ślęczał nad pismem
Wreszcie rzekł; „To oczywiste.”

„Trzeba zbadać rzecz od nowa.”,
i do lwa ją znów skierował.

Sędzia lew pozew przeczytał.
a następnie tak zapytał;

„Gdzie nazwisko pozwanego?
Tu go nie ma więc…”

2
Trzy dni później, tuż przy plaży
pana węża wąż znieważył.

Właśnie zlizał obiad z miski,
gdy usłyszał, że jest śliski

I że węża ma w kieszeni…
Aż się pan wąż zarumienił.

„Ja…”, wycedził pełznąc w trawie.
„Ja tak tego nie zostawię!”

.”Nie ma mowy. Nie popuszczę!”,
syczał sunąc poprzez puszczę.

Nad pozwem miesiąc się trudził,
lecz sędzia lew go ostudził;

„Jaki to był wąż, kolego?
Jeśli boa, to nic z tego.”

„Niech pan złoży zażalenie.”,
i przekazał sprawę hienie.

Hiena był prezesem sądu.
Chętnie akta brał do wglądu.

„Zaraz…”, sprawdził w notatniku.
„Spraw mamy teraz bez liku.”

„Dzisiaj sprawa rozwodowa;
Gibbon kontra Gibbonowa.”

„Jutro będą antylopy
odpowiadać z wolnej stopy.”

„W środę pewien wielbłąd z Libii
ma potwierdzić swe alibi.”

„W czwartek za to bez wątpienia
lemur złoży wyjaśnienia.”

„W piątek z żoną robię pranie.
Przykro mi, nie jestem w stanie”

Stary żółw przybył aż z Francji
orzekać w drugiej instancji.

Blisko rok ślęczał nad pismem.
Wreszcie rzekł;” To oczywiste.”

„Pana jakiś wąż uraził…”,
bodajże tak się wyraził.

„Lecz gdzie dowód? Gdzie świadkowie?”,
spytał drapiąc się po głowie.

„Poza tym, czy to wypada,
żeby gad pozywał gada?”

„Ja spraw takich nie prowadzę.
Proszę mieć to na uwadze.”

Tu wsunął się do skorupy.
Z kwaśną miną. Jakby struty.

Sprawę zaś po pewnym czasie.
przejął słynny sąd w Kinszasie.

Potem jeszcze raz w Ugandzie
znalazła się na wokandzie.

W Kongo, w Kenii i w Gabonie
głowiły się nad nią słonie.

Również na Madagaskarze
rozprawiano o niej w skwarze.

Na wszelki wypadek w Ghanie
wszczęto też postępowanie.

Wreszcie w ogólnym zamęcie
lampart znalazł rozstrzygnięcie

„Trzeba zbadać rzecz od nowa.”,
i do lwa ją znów skierował.

Sędzia lew pozew przeczytał,
a następnie tak zapytał;

„Jaki to był wąż, kolego?
Jeśli boa, to…”


Data: 27-08-2011 o godz. 07:57:53 (Odsłony: 345)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Limeryk z miasta Uć
Satyra, zabawa literacka
Autor: macierzanka

Podono są tacy, którzy adresują listy Uć zamiast Łódź. Dla tych, limeryk:

Pewna szwaczka z miasta Uć
lubiła swych klientów kłuć
kłuła i w nocy i za dnia
zwłaszcza gdy pana część zadnia
wzbudziła kłucia w niej chuć

Data: 21-08-2011 o godz. 21:38:17 (Odsłony: 334)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Zbrodnia i kara :)
Satyra, zabawa literacka
Autor: annalab

Jak kronika poetycka podaje
w pewien deszczowy poniedziałek
z powodów zgoła niezrozumiałych
pewien wiersz został brutalnie
przeczytany

wyciągnięto z niego co cenniejsze
porównania, połamano epitety
skradziono puentę

w stanie ciężkim wiersz
odwieziony został do komputera

rokowania są złe
wiersz postradał zmysły
krzyczy po nocach resztkami wersów
nie poznaje swojego autora

po długich poszukiwaniach
zatrzymany został
w swojej twórczej niemocy
początkujący poeta

nie miał alibi
miał motyw

w areszcie podejrzany
rwie włosy ze swoich wierszy
oczekuje najgorszego

że wyrzucą go z almanachu


Data: 10-08-2011 o godz. 08:39:12 (Odsłony: 368)
(Czytaj więcej... | 2 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Post one wiersz turniej. Not fany at ol
Satyra, zabawa literacka
Autor: JacAr

Zima tego roku była łagodna dla poetów. Wcześnie
urośli w pierwszym stadium rozwoju i nawet Pankracy/Serwacy
i Bonifacy ba. Nawet Zośka nie dali rady ich radosnej wegetacji
Jedynie pierwszy maja, ze smutku przed utraconą wyłącznością
zmroził zamiast pochodu. Lecz tylko starszych.
Młodzi poeci mają się dobrze. Lepiej niż kiedykolwiek do lamusa
odchodzi.
Sztambuch.
Hip Hip
Hop Hop
Blogo mi i pop’u’larnie
Dopóki piwa stanie
Dopóki
Scyzoryk w kieszeni się zaciął, bezdyskusyjnie upływa jesień
Mam nadzieję że nadejdzie zima, zmrozi wybujałe chęci. Da
kopa. Przytrzyma za gardło przy ziemi cedząc
nie pisz nie pisz nie pisz nie pisz nie pisz
dla dobra
publico.


Data: 21-06-2011 o godz. 07:27:09 (Odsłony: 436)
(Czytaj więcej... | 7 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: limeryczki *
Satyra, zabawa literacka
Autor: macierzanka

Raz turysta turyście w Hurghadzie,
rzekł w amoku: ty pustynny gadzie.
Padło stwierdzenie proste:
lepiej gadem niż osłem
być, sąsiedzie, w turystycznym stadzie.

Pewna A. z miejscowości Kartuzy
wciąż nosiła dziurawe rajtuzy.
Gdy ją kiedyś spytano,
jakie będzie jej wiano,
rzekła: dziurek zestawik nieduży.

W niewielkiej miejscowości Dzbądz,
pracuje przedsiębiorczy ksiądz.
Ruchliwa jego inicjatywa,
sprawia, że wiernych wciąż przybywa.
Co rok to prorok, tudzież brzdąc


Data: 09-06-2011 o godz. 10:02:22 (Odsłony: 878)
(Czytaj więcej... | 11 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: W-reszcie
Satyra, zabawa literacka
Autor: wkintorz

Chciała być jakąś.
Nijaką siebie nijak nie widziała.
Jak tu jednak znienijaczeć,
gdy nikt nie dba o jakość? – Psiakość!
Nie jak, tylko, czym,
jęczy niejaki Majakowski,
dziwnie jakoś słyszalny
przez wieko niejakości,
czym ją przeraził,
a jaki niczym strusie pierzchały,
choć to nie byle-jakie bydło.


Data: 03-06-2011 o godz. 07:03:17 (Odsłony: 584)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Jeden wystarczy
Opowiadanie
Autor: wujek

Każdy z nas ma coś do powiedzenia o tym, czym nas producenci telewizyjni karmią na co dzień. Chcemy, czy nie chcemy, oglądamy telewizję, żeby zabić czas, żeby nie czuć się samotnym, żeby się czegoś dowiedzieć. Od rana do nocy zarzucani jesteśmy programami, które mają nas bawić, smucić, wprowadzać w zadumę, denerwować, wzruszać, uczyć. Ilość kanałów, które serwują nam te programy też rośnie z dnia na dzień. Niby jest więc w czym wybierać.

Czasami jednak zastanawiam się nad tym, czy jeden kanał i jeden program nie byłby wystarczający do zaspokojenia najwybredniejszych gustów „telemanów”. I dochodzę do wniosku, że takim programem mógłby być program publicystyczny. Przecież, tak na dobrą sprawę, w nim jest zawarte wszystko to, co charakteryzuje różnorodność produkcji telewizyjnej. Czy to nie strata czasu, kiedy siedzimy przed telewizorem i zawzięcie przyciskamy guziki pilota w poszukiwaniu czegoś, na czym można by zawiesić oko na dłużej?

Oglądając kilku osobników siedzących w studio i przysłuchując się ich rozmowie wzruszamy się do łez, śmiejemy się jak byśmy usłyszeli świetny kawał, wpadamy w zadumę nad tym, co usłyszeliśmy, ręce nas świerzbią ze zdenerwowania i powstrzymujemy się, żeby komuś nie przyłożyć, uczymy się jak kontrolować swoje uczucia.

Prowadzący program, pociera czoło i wtedy jest nam przykro, że go boli głowa. Chociaż na stoliku obok stoi szklanka z jakimś napojem, nie zauważamy żadnej pigułki uśmierzającej ból. Drapie się za jednym, a potem za drugim uchem, by po chwili przenieść tę samą czynność na czubek głowy i wtedy wydaje nam się, że użył złego szamponu do włosów i zaraz sprawdzi ile łupieżu dostało się za paznokieć. A może sprawdza, czy toupee się nie przesunęło? Przykłada dłoń do policzka jakby chciał ulżyć bólowi zęba. Zakrzywionym palcem wskazującym pociera górną wargę pod nosem, a my czekamy w napięciu, czy wytrze palec w spodnie, czy w rękaw.

Jeden z gości programu odpowiada na zadane pytanie, ale drugi wskakuje mu w słowo, zarzucając śmieszność poglądów i w krótkim czasie wymiana zdań przybiera charakter występu kabaretowego, ale my nie wiemy, czy się śmiać, czy płakać. Publiczność w studio wydaje się akceptować zaistniałą sytuację, nagradzając rozmówców gromkimi brawami. Gospodarz uspokaja widownię, bo chciałby się dowiedzieć jaka jest pointa dowcipu. Zresztą my też.

Goście i prowadzący wydają z siebie dźwięki o różnej wysokości i wtedy mamy wrażenie, że jesteśmy jurorami oceniającymi walory głosowe kandydatów na idola w konkursie: kto kogo przekrzyczy. Nasze wrażliwe ucho nie wyczuwa żadnej melodii w tym, co słyszymy, więc dochodzimy do wniosku, że tematem wiodącym potyczki słownej jest rodzaj muzyki, zwany „rap”.

Tak, jak to bywa w programach na żywo, zdarza się, że jednemu z uczestników brakuje słów do wypowiedzenia swoich myśli, ale z pomocą przychodzi mu drugi i nawzajem się uzupełniają. Chyba, że ten drugi ma inne zdanie i wtedy wymiana poglądów między nimi przybiera charakter walki szermierczej. Obaj się gubią i nie wiedzą gdzie by tu trafić przeciwnika ostrzem swego słowa.

Gospodarz programu i goście gestykulują zawzięcie, wymachując rękoma to w lewo, to w prawo. Przenoszą ciężar ciał z jednej strony fotela na drugą. Zakładają nogę na nogę. Podpierają się rękoma, by unieść się z fotela, a potem na nim spocząć. Zachowują się tak, jakby brali udział w programie poświęconym ćwiczeniom fizycznym bez użycia skomplikowanych przyrządów budujących mięśnie.

Reżyser widowiska stara się jak może urozmaicić program, używając różnych ujęć osób biorących udział w spektaklu. Są zbliżenia, ujęcia ogólne, jazdy kamerą w dół i w górę, z ukosa, z profilu, najazdy i odjazdy. Plenerem jest widownia. No i Oscar jest w kieszeni.

Rozmowa w studio zakończyła się, a my w dalszym ciągu nie wiemy, o co im tak naprawdę chodziło.

I tak za jednym zamachem spełnione zostały wszystkie warunki określające różnego rodzaju programy. Mieliśmy coś o higienie osobistej, mieliśmy coś o sposobie zachowania się, mieliśmy komedię, mieliśmy sport, muzykę i na koniec film kryminalny, kończący się zagadką, którą sami musimy rozwikłać.


Data: 29-05-2011 o godz. 23:49:24 (Odsłony: 272)
(Czytaj więcej... | 2 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: CHCIAŁBYM BYĆ BIEDAKIEM $
Żarty, anegdoty, śmieszności
Autor: Gedeonit

Kochać mnie nie chciała, no i odjechała,
Potem zapomniała no bo nie kochała.
Jak wredna kochanka, jak niewierna żona
Opuściła mnie Bieda na mnie obrażona.

Żałuję swej Biedy; była śliczna mała,
Jednak mi uciekła bo mnie nie kochała.
I na złość sąsiadom, znajomym i wrogom,
Zjawił się Dobrobyt, głośny już od proga.

Biednemu współczuli, nic mi dać nie chcieli,
Nikt mnie nie szanował, o mnie zapomnieli....
Teraz mam przyjaciół szerach i oddanych,
Stałem się poważany i bardzo kochany...

Księdzu dach przecieka, sekretarz ma długi:
„Daj wspomóż i wesprzyj” - prosi jeden z drugim.
Mówię to każdemu; nie jestem bogaty,
Czwartego mercedesa kupiłem na raty.

Śmigłowiec mam w leasingu i na giełdach straty,
Wszyscy krzyczą: „dawaj, bo jesteś bogaty”!
Lepiej klepać Biedę i czasem głodować,
Niźli wzbudzać zazdrość i z kasą się chować.

Data: 20-05-2011 o godz. 09:53:27 (Odsłony: 529)
(Czytaj więcej... | 12 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: BZDURKI/wierszyk dla dzieci/ *
Satyra, zabawa literacka
Autor: AKOROS

A może by tak wielkiego konia
w kuchni przy stole na krzesło wsadzić.
Albo za trąbę na przykład słonia
środkiem ulicy w nocy prowadzić.

Kota przez parkan na drugą stronę
rzucić, lub w kieszeń wsadzić z ogonem.
Telefon ukryć pod jakimś drzewem,
a gdy zadzwoni mówić: - Nic nie wiem.

Krowie zbudować w ogrodzie pałac,
gdzie by ze słoniem razem mieszkała
i zapraszała gości w niedzielę:
konia, chomika, kota i cielę.

A co z cielęciem? No, pomalować
na kolorowo. I jeszcze schować
chomika w spodnie w zieloną kratkę,
zamiast kieszeni przyczepić łatkę.

Jeża do torby, a psa do budy
wsadzić z wiewiórką, żeby ten rudy
ogon wystawał z budy zdradziecko.
A potem sobie usnąć jak dziecko.

Tak bywa kiedy niektóre dzieci
nudząc się, błądzą gdzieś pośród chmur.
Lecz dzięki temu czas szybciej leci,
gdy wymyślają sto różnych bzdur.

Z pozdrowieniem dla Desa :)

Data: 13-05-2011 o godz. 22:17:28 (Odsłony: 805)
(Czytaj więcej... | 15 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Babski (s)pokój z kotem *
Satyra, zabawa literacka
Autor: akoros

Firanka błyszczy i jakby żywe
cienie na ścianach, pokój odpływa.

Esy-floresy pod powiekami,
księżyc leniwie karmi mnie snami.

Zwinięty w muszlę, gdzieś w nogach łóżka,
kot - łowca sprytny, a mnie poduszka

nie chce przytulić, twarda jak kamień.
Skarbów w niej nie mam lecz puchy same.

A tak się staram, całe dnie meczę.
Jeden sukcesik - nic nie chcę więcej.

Lecz los mnie kopie beztrosko w tyłek,
plan każdy tylko pasmem pomyłek,

więc chociaż w nocy mógłby się przyśnić
święty Mikołaj z gałązką wiśni.

Zamiast obietnic, promocji w mediach,
niech gwiazdka z nieba spadnie choć jedna.

Miau, miau, mikołaj - kot wchodzi w temat.
Szkoda, że świętych obok mnie nie ma.

Noc w końcu mija, świt w okno puka,
wstaję i z kotem dnia idę szukać.






Data: 08-05-2011 o godz. 06:38:10 (Odsłony: 897)
(Czytaj więcej... | 21 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Limeryków czterech + jeden podwójny *
Satyra, zabawa literacka
Autor: sleepyhead



Data: 21-04-2011 o godz. 08:50:41 (Odsłony: 535)
(Czytaj więcej... | 1598 bajtów więcej | 16 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Jakoś o jakoś :)
Opowiadanie
Autor: wujek

Nigdy nie byłem mocny w mowie i w pisaniu. W jednym i drugim przypadku zjadała mnie trema, która nie pozwalała innym odkryć we mnie oratora i pisarza. Psułem średnią każdej szkoły, do której uczęszczałem, utrzymując się na poziomie trójkowiczów. Muszę się jednak pochwalić, bo czasami ta trójka była z plusem. Czyli coś tam we mnie tkwiło, co pozwoliło mi jakoś te szkoly pokończyć.

Do przemówień nigdy się jakoś nie przekonałem, ale za to wzięło mnie na pisanie. Niby nic w tym nadzwyczajnego. Ludzie pisali, piszą i pisać będą bo w zasadzie pisać każdy potrafi. I chociaż wydaje się, że już napisano wzystko i na wszystkie tematy, to zawsze znajdzie się coś, co przykuje naszą uwagę. Przede wszystkim słowa, jakich się używa do wypowiedzenia swoich myśli. A jeśli zabraknie właściwych słów, to jakoś z tego trzeba wybrnąć. Najważniejsze jest zacząć pisać. Byle do pierwszej kropki, do następnej i następnej, a potem to już samo leci i jakoś nie wiadomo kiedy skończyć.

Zastanawiając się nad tym, o czym by warto napisać, doszedłem do wniosku, że jest zapotrzebowanie na rozprawienie się ze słowem „jakoś”. Nie potrzeba być naukowcem, profesorem czy lingwistą, żeby zauważyć jak ważną rolę to słowo odgrywa w naszym codziennym życiu. Nie ma chyba takiego człowieka, który by nie podpierał się tym słowem w codziennych konwersacjach z innymi. Świadomie, czy też nieświadomie używamy jakoś, kiedy brakuje nam innego słowa do opisania zachodzącego zjawiska.

Kiedy widzimy podpitego sąsiada, który z wielkim trudem stara się wepchnąć klucz do zamka drzwi swojego mieszkania, nie omieszkamy skwitować tego faktu stwierdzeniem, że uchlany w trzy d..., ale jakoś trafił do domu. I pewnie jakoś mu się uda otworzyć te drzwi. A jak nie, to trzeba mu będzie jakoś pomóc.

Chirurg, oglądający zdjęcie rentgenowskie właśnie zoperowanego pacjenta, ze zgrozą zauważa w jego brzuchu przedmiot przypominający skalpel. Lekarz zastanawia się, jak to się mogło zdarzyć, ale jakoś nie znajduje logicznego wytłumaczenia. Asystenci nie przyznają się do popełnienia błędu, on sam nie poczuwa się do winy, a więc dochodzi do słusznego wniosku, że jakoś to się musiało stać i że pacjent będzie musiał z tym jakoś żyć.

Matka, chcąc odpowiedzieć na pytanie synka skąd się biorą dzieci, jakoś nie może znaleźć odpowiednich słów i razem z mężem dochodzą do wniosku, że chłopak będzie musiał sobie jakoś sam poradzić z tym tematem. Zresztą i tak jest za młody, żeby się takimi sprawami interesować. Najpierw niech się wykształci, a potem jakoś to samo przyjdzie.

Bardzo często zapoznajemy się z instrukcją jak złożyć mebel, który przysłano do nas w częściach. Liczymy śrubki, ścianki, półki i niby wszystko się zgadza, ale jakoś jedna rzecz nie pasuje do drugiej. Drapiemy się po głowie, spoglądamy bezradnie na kawałki drewna i metalu i jakoś czujemy się nieswojo. Jakoś trudno nam się pogodzić z faktem, że ktoś wymyślił takie to to, co się kupy nie trzyma. A poza tym żona tak jakoś dziwnie się na nas patrzy, że odbiera chęci do, bądź co bądź, intelektualnego wyzwania.

Czasami niektórym szczęśliwcom uda się wygrać w toto-lotka, albo jakąś inną grę i wtedy zauważają, że jakoś dziwnie powiększyła się im rodzina. Zresztą nie tylko rodzina. Nowobogaccy czują się jak lep na muchy. Kleją się do nich ludzie, którzy jakoś nie pamiętali o ich istnieniu przez kilka, czy kilkanaście lat, a teraz jakoś zatęsknili za odnowieniem znajomości i jeszcze mają pretensje o to, że my jakoś zapomnieliśmy o nich.

Mąż, po zdradzeniu żony, jakoś dziwnie się czuje, bo ona jakoś dziwnie się na niego patrzy, jakby coś podejrzewała, ale on nie z takich tarapatów wychodził obronną ręką i myśli, że jakoś mu się upiecze i tym razem.

Zapytałem kiedyś kolegę biesiadnika, jak często używa słowa jakoś, na co on mi odpowiedział, że jakoś tego napoju, który właśnie spożywamy jest wyśmienita. Jakoś nie miałem ochoty podtrzymywać tego tematu.

O jakoś możnaby pisać długo i dużo, ale w pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć stop i mieć nadzieję, że ktoś to przeczyta i jakoś to będzie.


Data: 19-04-2011 o godz. 15:08:34 (Odsłony: 353)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Ważki/dla dzieci/^*^
Żarty, anegdoty, śmieszności
Autor: Ziemowit

Na polanie przy jeziorze
każdy spotkać ważki może
bo nad wodą dla zabawy
ważki ważą ważne sprawy.

Czy zielony listek może
być w różowym też kolorze?
Czy istnieją suche stawy?
Łąki z wodą zamiast trawy?
Czy leniuchom coś pomoże
ranek o wieczornej porze?

Ale może dla zabawy
sprawdźcie sami wszystkie sprawy.
Każdej wagę sami zważcie.
Mało ważne są czy ważkie?

Data: 09-04-2011 o godz. 06:49:09 (Odsłony: 622)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Koteczek w skarpetkach /wierszyk dla dzieci/*?
Satyra, zabawa literacka
Autor: fircyk

wlazł kotek na płotek w podartych skarpetkach
tu dziurka, tam oczko pociesznie mrugało
ach kotku łapciuszku masz feler w łapeczkach
i po co wyginasz w pałączek swe ciało

a po to by smrodkiem powietrze zakazić
niech leci by czuli w powiecie zapaszek
rajcowie rajczynie bo chciałbym im kadzić
mieszanką zmieszaną: perfumy - spod paszek

ostrzyłem pazurki w stolarni na desce
a majster się dziwił - a cóż to z koteczkiem?
majstruniu toż z braku pilniczka tak pieszczę
by wspiąć się po pleckach biedronki za mleczkiem

podobno rabacik wstukają do kasy
więc będzie na chlebek a może i ptysia
batonik czy chałkę bo jeśli kot łasy
potrafi od rzeczy miaukoląc wymyślać

Data: 08-04-2011 o godz. 12:00:22 (Odsłony: 511)
(Czytaj więcej... | 9 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Samokrytyka
Satyra, zabawa literacka
Autor: elkaone





Słowo daję, wcale nie chciałem być Jezusem. Prosiłem: towarzysze, może zagrałbym literata, poetę może? Zawsze lubiłem poezję. A oni nie i nie. Zagrasz, mówią, Jezusa, bo fizjonomię masz odpowiednią. Tylko włosy zapuść.
Żona była wściekła: za babę się nie wydawałam, wszyscy na ulicy palcami nas będą wytykać! Ale klamka zapadła, miałem być Jezusem i już.
Z początku trudno było się przełamać. Kiedy procurator kazał mnie oćwiczyć, bo zwróciłem się do niego "dobry człowieku", myślałem sobie: "oddam, jak Partię kocham, oddam, w pysk walnę". Potem zaczęliśmy rozmawiać.
Na moskiewskich ulicach naszego pięknego teatru poeci tracili głowy, kobitki latały na miotłach, panoszyły się rude kociska, a ja rozmawiałem z procuratorem. Klepałem z początku ten tekst jak leci, pamięć zawsze miałem dobrą, nie musiałem się specjalnie zastanawiać nad treścią. Ale nagle, kiedy pomyślałem sobie "co dalej" (o tekście rzecz jasna myślałem), to "co dalej" nagle urosło i rosło tak, rosło, nie chciało przestać. Nie wiem, czy przekonałem procuratora (w każdym razie grający go Anton Pawłowicz przyglądał mi się sceptycznie), choć coraz częściej widziałem w jego oczach niepewność, a w czynach wahanie. Gorzej, że przekonałem sam siebie.
Więc teraz, towarzysze, róbcie ze mną, co chcecie. Sami zrobiliście mnie Jezusem, więc wybierajcie: zawsze możecie wyrzucić mnie z organizacji partyjnej, dać wilczy bilet. Przyzwyczajony jestem, że takie poglądy powodują śmierć, choćby i cywilną. Możecie spróbować mnie reedukować, choć zimna nie lubię, jak diabli. A jeśli trochę miękną wam serca, przypomnijcie sobie rozterki procuratora. Od waszego wyboru zależy czy będę marnym aktorzyną czy bohaterem.


Data: 31-03-2011 o godz. 11:52:11 (Odsłony: 533)
(Czytaj więcej... | 14 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Skakanka*
Satyra, zabawa literacka
Autor: Leon_Prowincjonaliusz

malowanki układanki rebusiki i pisanki
kolorowe szarobure przednówkowe jak ten sznurek
wypłowiały zmechacony maszynowo rozdwojony
sielankowo nadzwyczajnie doktoranctwo lawiruje
w zusowsczyźnie komponując umarlakom kołysanki
eskulapów po wylince na przedpolach z Antygony:
historycznie moiściewy dyzmowizma i dulsczyzna
poplątanie z pomieszaniem myśliciele groszoroby
preparaty wzmacniające rozsiewają się na łączce
owocniki z kapeluszy w teatrzyku histeryków
przeciągają nieskonczoność naprężoną - bum!

Data: 31-03-2011 o godz. 10:14:25 (Odsłony: 463)
(Czytaj więcej... | 3 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

Satyra i zabawa: Kocham żonę /fraszka wiosenna *
Satyra, zabawa literacka
Autor: zyzy52

Wiosna przyszła, grzeje słońce,
wszystkie rzeki rozmrożone.
Moje serce też gorące,
bo ja kocham swoją żonę.

Ciepło, wiosna oko cieszy,
zachwyceni ludzie stoją.
Mnie do domu wciąż się spieszy,
bo ja kocham żonę swoją.

Nawet wiosną mnie nie skusi
żadna Gocha, ani Zocha,
mimo groźby, że udusi,
bo ja swoją żonę kocham.

Kocham żonę całe lato,
jesień, oraz zimę całą.
Tak po cichu. Ale za to,
wiosną wszystko się wydało.



Data: 22-03-2011 o godz. 08:56:22 (Odsłony: 656)
(Czytaj więcej... | 22 liczba komentarzy: | Ocena czytelników: 0)

1996 tekstów (67 stron, 30 na stronie)
[ 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 ]

PRYWATA


Tylko zarejestrowani uzytkownicy moga sie wypowiadac w Prywacie. login lub w procentach Zarejestruj sie.

Zostań Sponsorem



Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2011 poczta małpiatka portalliteracki.pl
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim