WYWIAD Z GRAHAMEM MASTERTONEM

W dniach 15 – 18 maja nasz kraj odwiedził popularny brytyjski pisarz – Graham Masterton. Promował on swoją najnowszą powieść: „Aniołowie chaosu” - thriller wydany przez Dom Wydawniczy Rebis. We wtorek 15 maja podpisywał swe książki w warszawskim Empiku na Nowym Świecie, 16 maja w krakowskim Empiku na Rynku Głównym, a 18 maja ponownie w Warszawie na Międzynarodowych Targach Książki. Jak zwykle towarzyszyła mu żona Wiescka, z pochodzenia Polka, będąca zarazem agentem literackim pisarza.
W dniu 19 maja
miałem okazję przeprowadzić wywiad z Mastertonem. Odbył się
on w warszawskim hotelu Bristol, na trzecim piętrze, w
niewielkim, aczkolwiek bardzo gustownie urządzonym
apartamencie. Rozmawialiśmy o Polsce, o najnowszej książce
pisarza, o sytuacji zarówno na polskim, jak i zagranicznym
rynku literackim. Żartowaliśmy na temat najbardziej
obrzydliwych i przerażających powieści Mastertona. Pisarz
był w doskonałym humorze, wciąż rzucał dowcipami i wykazywał
się niesamowitą cierpliwością. Jak sam podkreślił po
skończonej rozmowie – nigdy wcześniej nie dyskutował o
książce swego autorstwa, której wybitnie nie znosi, o
przeprowadzce z Irlandii do Anglii, jak i nie miał jeszcze
przyjemności poinformowania polskich czytelników, że pracuje
nad powieścią, której akcja będzie się toczyć w Krakowie!
Wspomina także o niemal ukończonej książce z gatunku grozy,
jak i o kolejnej części słynnego cyklu „Manitou”.
Zatem...
Robert Cichowlas: Witam serdecznie.
Jak samopoczucie po spotkaniach z czytelnikami?
Graham Masterton: Witam cię. Super! Niesamowicie wspaniale
jest spotkać się z tak wieloma fanami z twarzą w twarz.
Czuję się wprost świetnie!
A czy pamięta pan swoje pierwsze spotkanie z fanami?
Drżały panu ręce przy podpisywaniu książek?
To było tak dawno, że wcale tego nie pamiętam, ale ręce
drżały na pewno!
Nie zapytam o wrażenia z pobytu w Warszawie, bowiem to
miasto nie jest panu obce. Natomiast jestem bardzo ciekawy,
czy spodobał się panu Kraków?
Uwielbiam Kraków. Co prawda, podczas mojej wizyty, pogoda
była okropna, ale nie ujmowała miastu atrakcyjności . Jest
śliczne. Mój pobyt tu trwał tylko dwa dni i nie byłem w
stanie zwiedzić tego, co bym chciał. Najbardziej żałuję, że
nie zobaczyłem Wawelu. Z pewnością byłoby to ciekawe
przeżycie. Widziałem natomiast Kościół Mariacki,
przespacerowałem się dzielnicą żydowską. Mam takie odczucie,
że Kraków jest miejscem bardzo historycznym, niezwykle
atrakcyjnym. I być może będzie to miejsce akcji mojego
nowego horroru! (śmiech)
Przejdźmy zatem do meritum naszej rozmowy, do tematyki
związanej z literaturą. Generalnie rzecz biorąc zawitał pan
do Polski by promować swoją najnowszą powieść „Aniołowie
chaosu”. To thriller ukazujący zbrodnie polityczne, do
których przez wieki dochodziło na całym świecie. W powieści
znajdujemy między innymi wątek o generale Sikorskim i jego
tajemniczej śmierci. Mamy aktualny temat związany z
terroryzmem, wszystko to połączone w spójną całość. Jestem
szalenie ciekawy, skąd wziął się pomysł na tą powieść?
Historia śmierci generała Sikorskiego intryguje mnie od
bardzo dawna. Wiele na ten temat czytałem. Pewnego razu
temat zaciekawił mnie do tego stopnia, że postanowiłem
napisać o tym książkę. Sama tajemnica śmierci generała jest
niezwykle fascynująca. Do dziś dokładnie nie wiadomo, co tak
naprawdę przydarzyło się Sikorskiemu. Jest wiele wersji
wydarzeń. Pilot podaje swoją, natomiast oficjalne źródła
mówią zupełnie coś innego. To mnie zainteresowało.
Pomyślałem sobie, że to zabójstwo może łączyć się z innymi.
Na pewno z politycznego punktu widzenia chodzi o dużą
stawkę, zarówno w kwestii zabójstwa generała Sikorskiego,
jak i na przykład Kennedy’ego. Osoby, które zajmowały się
tego typu sprawami były z pewnością ekscentrycznymi „małymi”
ludźmi. Tak to określmy. Analizując różnego rodzaju
polityczne morderstwa, doszedłem do wniosku, że w każdym
przypadku była jakaś „mała”, słaba osoba, która je
przeprowadzała. Właśnie to jest bardzo interesujące.
Człowiek zadaje sobie pytanie – co mogło skłaniać ludzi do
przeprowadzania zabójstw politycznych? Staram się
odpowiedzieć na to pytanie w „Aniołach chaosu”.
Nie zwalnia pan tempa. Wciąż pisze pan dużo i wpada na
świetne pomysły. Jak pan to robi, że od wielu lat wydaje
rocznie średnio trzy książki?
W mojej głowie kłębi się tak wiele pomysłów! (śmiech).
Szkoda tylko, że nie zawsze jest czas na wykorzystanie ich
wszystkich. Patrząc na przykład na krakowskie podziemia
rynku, konkretnie jednego z kościołów, widzimy stare
fundamenty. Ich widok był dla mnie bardzo inspirujący.
Pomyślałem sobie, że to miasto to warstwa na warstwie
różnych historycznych okresów. Podziemia krakowskie idealnie
nadają się na miejsce akcji powieści grozy. Mamy też jakże
popularną historię Bazyliszka. Ona też mogłaby zostać
ciekawie przedstawiona w dzisiejszych czasach, niewątpliwie
stanowi dobry materiał na książkę.
W przygotowaniu znajduje się szereg kolejnych pozycji
pana autorstwa, w tym nowa część słynnego cyklu „Manitou” –
„Armagedon”. Kiedy polscy czytelnicy będą mogli kupić
książkę i czy złowrogi szaman Misquamacus powróci w równie
spektakularny sposób, co w poprzedniej części cyklu?*
Ostateczne starcie Harry’ego Erskine’a z Misquamacusem
odbędzie się w przyszłym roku! Najpóźniej w przyszłym roku.
Harry robi się coraz starszy i w przypadku cyklu „Manitou”
czas bardzo nagli (śmiech). Wkrótce zaczynam pracę nad
„Armagedonem” – będzie bardzo spektakularnie!
„Krew Manitou” to poniekąd opowieść o wampirach. Zatem
uderzył pan w klasykę gatunku. Zaraz po „Krwi...” napisał
pan „Pogromcę wampirów”. Przez długi czas jednak stronił pan
od wampirzej tematyki. Co pana zainspirowało do napisania
niemal „pod rząd” dwóch książek traktujących o krwiopijcach?
Zawsze sobie obiecywałem, że nie napiszę książki o
wampirach. W przypadku „Krwi Manitou” chciałem przedstawić
wojnę pomiędzy demonami starego świata a demonami nowego
świata, więc wampiry były oczywistym wyborem jeśli idzie o
demony starego świata. Podczas badań nad tym tematem
odkryłem wzmianki o pewnych wampirach z Transylwanii – „strigoi”.
Zaciekawiły mnie do tego stopnia, że postanowiłem napisać
osobną powieść, traktującą stricte o „strigoi”. Ale tak
naprawdę „Pogromca wampirów” jest w znacznej mierze
powieścią miłosną. Temat wampirów pojawia się w niej
poniekąd przez przypadek...
„Pogromcy wampirów” jest zdaniem, zarówno krytyków, jak i
czytelników, jedną z lepszych pańskich powieści...
To prawda. I bardzo się z tego powodu cieszę. Osobiście
bardzo lubię tę książkę. Wychowałem się w miejscu, gdzie
toczy się jej akcja, toteż tym większy jest mój sentyment!
Nierzadko pisze pan o duchach, a czy sam pan w nie
wierzy?
Nie (śmiech). Nie. W duchy nie wierzę, natomiast jestem
otwarty na wszelkiego rodzaju zbiegi okoliczności. Na
przykład lecąc do Warszawy przypadkiem sięgnąłem po magazyn
LOT’u i natknąłem się w nim na artykuł o generale Sikorskim.
Ujrzałem zdjęcie - miejsce, w którym rozbił się jego
samolot. Tytuł informował o jego tragicznej śmierci, która
nigdy nie zostanie wyjaśniona. Intrygujący zbieg
okoliczności!
W pańskim pisarskim dorobku znaleźć można kilka powieści
katastroficznych, traktujących o potwornych zarazach,
doprowadzających ludzkość do zagłady.** Ciekawi mnie, czy ma
pan w planach powrót do tematyki katastroficznej?
Tak, już nawet zacząłem pisać taką kolejną powieść
katastroficzną. W pewnym momencie jednak porzuciłem pracę
nad nią na rzecz innej książki. Niemniej z całą pewnością
przyjdzie moment, w którym ją ukończę. Wymyśliłem już nawet
tytuł – „Oślepienie”. Na razie to tylko tytuł roboczy, ale
wydaje się świetnie pasować do fabuły, która mówi o tym, jak
to połowa populacji Stanów Zjednoczonych traci wzrok...
Jak długo zbiera pan materiały, obmyśla plan powieści,
zanim zacznie pisać?
Plan powieści obmyślam zazwyczaj rano, kiedy leżę jeszcze w
łóżku. Jest to moment, kiedy jest się rzeczywiście
skoncentrowanym, wypoczętym. Zwykle nie zajmuje mi to wiele
czasu. Ciekawostką niech będzie to, że właśnie w łóżku
wpadłem na niezły pomysł na książkę, której akcja toczyć się
będzie w Krakowie. Powiem ci w zaufaniu, że całkiem sporo
mam już zanotowane na papierze... (śmiech)
Czy zdarzyło się panu rozpocząć pisanie całkiem
spontanicznie, bez uprzedniego przygotowania?
Nigdy mi się to nie zdarzyło. Zawsze staram się zgromadzić
jak najwięcej potrzebnych mi materiałów, jak najwięcej
szczegółów. Najtrudniej jest z opowiadaniami. Aby napisać
dobre opowiadanie należy się doskonale przygotować. W
powieści bohater ma wiele czasu na to, by siebie rozwinąć,
jest sporo czasu na wprowadzenie opisów, na przykład miejsca
akcji. Z opowiadaniem jest inaczej. Podstawa to precyzja.
Musi być konkretny pomysł, postaci trzeba przedstawić w
krótkim okresie czasu.
Jeśli już o opowiadaniach mowa, mam następujące pytanie.
Otóż utwór „Will” został napisany ku pamięci H.P. Lovecrafta
i znalazł się w antologii „Dziedzictwo Lovecrafta”, jemu
poświęconej. Z kolei „Rokoko” trafiło do zbioru opowiadań
erotycznych „Gorąca krew”. Lubi pan pisać na zamówienie i
czy często otrzymuje pan propozycje stworzenia czegoś na
potrzeby, na przykład, czasopism?
Czasami pisuję na zamówienie. Większość to opowiadania
horroru erotycznego, pisane specjalnie do cyklu antologii
opowiadań „Gorąca krew” Wkrótce ukaże się trzynasta część i
będzie można znaleźć w niej moje opowiadanie Son of beast
(Syn bestii). Powinno ci się spodobać, gdyż nawiązuję w niej
do starodawnej europejskiej legendy, wplecionej we
współczesne życie Amerykanów. Na pewno też odkryjesz, że
delikatnie przesuwa granice dobrego smaku (śmiech).
Jak Eryk Pasztet?***
Bardziej!
Patrząc z perspektywy czasu – z której ze swych powieści
jest pan najmniej zadowolony?
Zdecydowanie najmniej zadowolony jestem z powieści
historycznej „Silver”. Moi fani w Polsce nie mieli okazji
się z nią zapoznać, bo nie została przetłumaczona. Była po
prostu zbyt słaba!(śmiech). Niewielu jest takich, którym się
spodobała. Niemniej, już poważnie mówiąc, jest to powieść,
która nie została dopracowana, przemyślana. I to właśnie tę
pozycję uważam za najsłabszą w swoim dorobku.
Nie da się ukryć, że jest pan pisarzem niezwykle lubianym
i mającym świetny kontakt z fanami. Przeglądając pańską
Księgę Gości na oficjalnej stronie internetowej**** widać,
że ceni pan sobie opinie fanów, opinie nie tylko dotyczące
pańskiej twórczości. Zdarza się, że czytelnicy podsuwają
panu pomysły?
To prawda. Opinie fanów, rozmowy z nimi, są dla mnie
niezwykle inspirujące i cenne. Raczej krytykują, niż
podsuwają pomysły. Ale nie mam nic przeciwko! Niektórym
pisarzom nie podoba się krytyka, padająca pod ich adresem.
Ja natomiast jestem otwarty na wszelkie uwagi dotyczące
mojej twórczości. Pochwalam to.
Pisarz to człowiek, który żyje raczej z dala od
reflektorów, z dala od kamer. Taki zawód – to książki i ich
bohaterowie bywają popularniejsi od samych twórców. Proszę
mi powiedzieć, czy jeden z bardziej cenionych pisarzy na
świecie – Graham Masterton – często jest zaczepiany na
ulicach, czy też w restauracjach i proszony o autograf?
Wprawdzie dziś po wywiadzie dla stacji TVN zaczepiła mnie w
holu grupka dziewczyn, prosząc o autografy, ale generalnie
nie jestem zaczepiany na ulicy, nie jestem rozpoznawany.
Dużo prawdy jest w tym, co powiedziałeś. Zdecydowanie moje
książki są bardziej popularne ode mnie. I odpowiada mi taki
stan rzeczy.
Polska to kraj, w którym dość trudno zaistnieć na rynku
wydawniczym. Rodzimy horror zaś stanowi barierę niemal nie
do pokonania. Jest tu kilku autorów, powiedzmy, na etacie.
Wielu publikuje swe całkiem udane teksty w rozmaitych
serwisach internetowych z nadzieją, że kiedyś ruszą kolejne
wydawnictwa, które postawią nacisk na młodych twórców.
Ciekawi mnie jak wygląda sytuacja na rynku wydawniczym na
przykład w Angli. I czy młodzi pisarze borykają się tam z
podobnymi problemami?
Tak, w Anglii sytuacja wygląda bardzo podobnie. Zresztą nie
tylko tam. Wszędzie ludzie stykają się z podobnymi
problemami. Rynek wydawniczy bardzo się zmienił w przeciągu
ostatnich dwudziestu lat. Wiele wydawnictw jest w posiadaniu
ogromnych konglomeratów, które są zainteresowane głównie
publikowaniem bestsellerów. To one przynoszą największe
korzyści. Nie ma już osobistego kontaktu z wydawcami. Nie ma
już małych wydawnictw, tak jak kiedyś. Zostały wyparte przez
te większe, mające pieniądze na promocje. Jeśli o mnie
chodzi miałem wiele szczęścia. Zwłaszcza w Polsce. Byłem
pierwszym zachodnim pisarzem horrorów, którego książki
pojawiły się w polskich księgarniach. Bardzo wiele
zawdzięczam moim wydawcom w tym kraju, zwłaszcza Rebisowi i
Albatrosowi. Mam w nich prawdziwych przyjaciół. To również
zadecydowało o moim sukcesie.
Chadza pan do kina?
Nie, zdecydowanie nie. Za dużo ludzi jedzących! (śmiech). A
tak naprawdę, nie mam czasu na kino. Ostatnim filmem, jaki
widziałem na dużym ekranie był „Blair Witch Project”. Było
to ładnych kilka lat temu w Cork.
Pytam o kino poniekąd dlatego, by zainicjować temat,
związany z adaptacjami filmowymi pańskich powieści. Czy
wiadomo już cokolwiek na temat rozpoczęcia zdjęć do
„Rytuału” i „Katie Maguire”? Podobno „Rytuał” ma reżyserować
sam Mariano Baino, twórca horroru „Dark Water”. Czy to
prawda?
Tak. Mariano Baino zakupił prawa do „Rytuału’ w zeszłym
roku. Spotkaliśmy się na lanchu i porozmawialiśmy o tym
projekcie. Mariano był bardzo podekscytowany, powiedział, że
zdjęcia ruszą niebawem w Macedonii. Są tam bardzo tani
stolarze i koszty budowy dekoracji nie powinny być zbyt
wysokie. Wciąż czekam na nowe informacje dotyczące tego
projektu. Mam nadzieję, że wkrótce ruszą zdjęcia. Natomiast
co do „Katie Maquire” – film ma wyreżyserować francuski
twórca Daniel Scotto. Scenariusz jest już gotowy. Obecnie
trwają rozmowy dotyczące tego, czy chcą go rozwinąć, tym
samym zaangażować się na dobre w adaptację powieści.
Życzę panu, aby projekt został zrealizowany. Po cichu
liczę, że tak właśnie będzie.
Ja również. Bardzo chciałbym, aby tak się stało. Trzeba
wziąć jednak pod uwagę, że z roku na rok koszty produkcji
diametralnie wzrastają. W chwili obecnej nie da się zrobić
dobrego filmu za mniej, niż piętnaście, dwadzieścia milionów
dolarów. To właśnie koszty stanowią sporą barierę.
Na zakończenie zadam dość tradycyjne pytanie, które
jednak intryguje wielu pańskich fanów. Nad czym pan obecnie
pracuje?
Już jakiś czas temu zabrałem się za pisanie nowej powieści
dla wydawnictwa Rebis o wstępnym tytule „Red mask” (Czerwona
maska). Jest to opowieść o kobiecie, która pracuje dla
wydziału kryminalnego i sporządza portrety pamięciowe. Po
tym, jak zostaje poproszona o naszkicowanie twarzy pewnego
wielokrotnego zabójcy, odkrywa coś przerażającego. Rysunek,
który sporządziła... ożywa. Mam zamiar ukończyć te książkę
za dwa tygodnie, także już niebawem ukaże się ona w
księgarniach.
Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego
dobrego.
Dziękuję. Do zobaczenia następnym razem!
* W „Krwi Manitou”, czwartej części cyklu „Manitou”
legendarny szaman Misquamacus uaktywnia się 11 września 2001
roku po ataku na Word Trade Center.
** Chodzi między innymi o powieści: „Głód” i „Zaraza”.
*** „Eryk Pasztet” to jedno z bardziej „obrzydliwych”
opowiadań Grahama Mastertona. Było czytane na głos podczas
kursu pisarskiego na Uniwersytecie Harvarda. Ludzie,
zniesmaczeni, wychodzili z sali. Opowiadanie można
przeczytać w antologii „Dwa tygodnie strachu”, a także na
stronie oficjalnej autora, w dziale „Fiction”(w języku
angielskim).
**** Oficjalna strona pisarza -
http://www.grahammasterton.co.uk/
Księga Gości – Message Board.
Wywiad przeprowadził: Robert Cichowlas
maj 2007